Referendum ws. Brexitu coraz bliżej. Zbiorowy apel do Brytyjczyków

Londyńskie pismo literackie "Times Literary Supplement" publikuje zbiorowy apel do Brytyjczyków, by pozostali w Unii. Podpisało go 140 wybitnych Europejczyków ze świata sztuki, nauki, rozrywki i sportu.

"Trzech obywateli Europy - Austriak, Francuz i Grek, zeszło się pewnego wieczora i napisało krótki list do Brytyjczyków. Możecie to nazwać listem miłosnym" - napisali tytułem wyjaśnienia do redakcji "Times Literary Supplement" dziennikarz Philippe Auclair, pisarz Apostolos Doxiadis, i muzyk Robert Rotifer.

Reklama

List jest krótki: "Wszyscy w Europie szanujemy prawo Brytyjczyków do podjęcia decyzji, czy pozostać w Unii Europejskiej. To wasz wybór i zaakceptujemy go. Ale jeśli ma to pomóc niezdecydowanym, chcielibyśmy wyrazić, jak bardzo cenimy obecność Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. To nie tylko traktaty wiążą nas z waszym krajem, lecz więzi podziwu i sympatii. Wszyscy mamy nadzieję, że zagłosujecie za ich odnowieniem".

Pod listem podpisało się wiele sław: od Bjoerna Ulvaeusa z Abby i trenera Arsenalu Arsene Wengera, przez holenderskiego reżysera Paula Verhoevena i włoską aktorkę Isabellę Rossellini, po francuskiego kucharza Raymonda Blanca. Podpisała się też silna grupa Polaków: Piotr Fudakowski, Agnieszka Holland, Krzysztof Penderecki, Małgorzata Szumowska, Andrzej Wajda i Krzysztof Zanussi.

Nastroje na trzy tygodnie przed głosowaniem

Trzy tygodnie przed unijnym referendum w Wielkiej Brytanii dwaj kanclerze skarbu opublikowali wspólny list otwarty wymierzony w zwolenników wyjścia z UE. George Osborne i jego labourzystowski poprzednik Alistair Darling piszą, że obóz Brexitu wysuwa "plany bez pokrycia".

Odpierając te zarzuty, antyunijny były minister obrony Liam Fox zapewnił też, że Wielka Brytania nie znajdzie się w gospodarczej próżni, pozbawiona umów z partnerami w Europie, gdyż to oni eksportują na Wyspy więcej niż Brytyjczycy do nich. "Brak układu o wolnym handlu zaboli ich bardziej niż nas. Zdrowy rozsądek podpowiada, że będziemy go mieli, bo to jest w interesie wszystkich" - uspokajał Brytyjczyków konserwatysta Liam Fox.

W czwartek wieczorem, w pierwszej telewizyjnej debacie przed referendum, premier David Cameron prawdopodobnie raz jeszcze ioceni takie nadzieje jako mrzonki. Ale zwolennicy Brexitu wytykają mu, że jeszcze w grudniu z wielkim przekonaniem zapewniał, iż kraj ma przed sobą świetną przyszłość - w Unii czy poza nią.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje