Relokacja uchodźców. KE wskazuje na naruszenie zobowiązań

"Wszystkie państwa UE powinny brać udział w relokacji uchodźców" - przekonywali we wtorkowej debacie europosłowie z głównych frakcji. KE podkreślała, że wiele krajów zwiększyło swój wkład, ale jest kilka, które nie zrobiły nic i naruszają tym samym zobowiązania.

"Kluczowe jest to, by relokacja była wdrażana przez wszystkich. By tak się stało potrzebna jest wola polityczna, a także współpraca i zaufanie państw członkowskich" - mówił w europarlamencie w Strasburgu unijny komisarz ds. migracji i spraw wewnętrznych Dimitris Awramopulos.

Reklama

Jak przekonywał, relokacja nie jest korzystna tylko dla Grecji i Włoch, skąd przenoszeni są uchodźcy, ale dla całej UE oraz systemu azylowego "28". "Wiele państw członkowskich zwiększyło już swój wkład, ale niestety wciąż jest kilka, które nie przeprowadziły relokacji ani jednej osoby. Chcę jasno powiedzieć, że jest to naruszeniem ich zobowiązań" - oświadczył Awramopulos.

Austria, Węgry i Polska nie relokowały ani jednego uchodźcy

Z zestawienia Komisji Europejskiej z 11 maja wynika, że ani jednej osoby nie relokowały dotychczas Austria, Węgry oraz Polska. Jednak wiele innych krajów tylko symbolicznie bierze udział w ustalonym przed prawie dwoma laty mechanizmie.

Za główny powód tego stanu rzeczy komisarz uznał brak woli ze strony krajów członkowskich. "Ogromne wymagania wywołują opóźnienia w procedurach transferowych. Państwa powinny zapewniać priorytet wnioskom osób szczególnie narażonych, np. nieletnich bez opieki" - mówił Awramopulos.

KE krytykowała również Grecję i Włochy, których postępowanie też nie ułatwia zadania przenoszenia od nich uchodźców. "Konieczne jest przyspieszenie procedur, by identyfikować i rejestrować do relokacji wszystkich wnioskodawców" - podkreślał komisarz. "Wszystkie podlegające relokacji osoby przyjeżdzające do Włoch powinny być w sposób uporządkowany przesyłane do odpowiednich ośrodków" - dodał. 

"Zasada dobrowolności nie działa"

Przedstawiciel Europejskiej Partii Ludowej, holenderski europoseł Jeroen Lenaers przypominał, że decyzja o relokacji została podjęta przez kraje unijne w momencie ogromnego kryzysu. Zaznaczył, że w ciągu ostatnich miesięcy sytuacja się poprawiła, udało się zrealizować część relokacji, ale to wciąż za mało.

"Nigdy nie byłem za wiążącymi kwotami relokacji dla wszystkich krajów, natomiast w ciągu ostatniego półtora roku okazało się, że zasada dobrowolności nie działa, więc trzeba to zmienić" - oświadczył Lenaers.

Apel do KE o wszczęcie procedur

W podobnym tonie wypowiadała się włoska socjalistka Cecile Kyenge, która wskazywała, że solidarność europejska to nie jest coś, z czego można wybierać poszczególne elementy, jak z menu w restauracji. "Brakuje systemu o charakterze obowiązkowym" - podkreśliła.

"Tysiące kobiet, mężczyzn, a przede wszystkim dzieci cierpią wskutek obecnej sytuacji. Ich prawa podstawowe nie są przestrzegane, pozbawiani są przyszłości" - ubolewała. Apelowała do KE o wszczęcie wobec krajów, które nie wywiążą się ze swoich zobowiązań, procedury o naruszenie prawa UE.

Jedyną reakcją jest zamykanie granic?

Austriaczka Angelika Mlinar z frakcji liberalnej oceniła, że do chwili obecnej jedyną reakcją ze strony europejskiej na uchodźców jest zamykanie granic. 

"Wciąż mamy ponad 60 tys. migrantów w Grecji, którzy czekają na przyjęcie ich w jednym z państw członkowskich, gdy tymczasem kraje takie jak Liban, Irak, Turcja od samego początku konfliktu w Syrii pięć lat temu przyjęły już miliony uchodźców" - podkreślała.

"To jest grzech pierworodny"

Zdzisław Krasnodębski (PiS, EKR) przypominał, że decyzja o mechanizmie relokacji nie została poparta przez wszystkie państwa członkowskie. Jak ocenił, decyzja została przedłożona do przyjęcia przez ministrów ds. wewnętrznych, aby obejść zasadę jednomyślności w Radzie Europejskiej.

"To jest grzech pierworodny tej decyzji. Rządy Słowacji i Węgier złożyły skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE, powołując się na zasadę proporcjonalności i równowagi instytucjonalnej, a my w PE nawet nie czekamy na wyrok Trybunału" - podkreślił.

Polityk PiS zauważył, że relokacja jest odrzucana przez znaczną część społeczeństw z tych krajów, które ją poparły, bo jest ona oparta na przymusie. "Mechanizm relokacji nie działa i nie będzie działać" - stwierdził Krasnodębski.

"Nie rozumiem, dlaczego rząd w Polsce nie przyjął uchodźców"

O różnym stopniu przygotowania społeczeństw na przyjęcie uchodźców mówiła również Barbara Kudrycka (PO, EPL). Jak zaznaczyła, relokacje należy dlatego przeprowadzać ostrożnie, by zapewnić bezpieczeństwo Europejczyków, nie narażać na ataki agresji osób posiadających prawo azylu, a populistom nie dawać pretekstu do atakowania Brukseli.

Jej zdaniem, udział w relokacjach powinien być dla krajów członkowskich dobrowolny, ale państwa muszą się wywiązywać z tego, do czego się zobowiązały. "Państwa członkowskie powinny wypełniać podjęte wcześniej dobrowolne zobowiązania. Nie rozumiem, dlaczego rząd w Polsce nie przyjął 7 tys. uchodźców, w tym dzieci" - oświadczyła Kudrycka. Do przyjęcia takiej liczby osób zobowiązał się poprzedni rząd pod kierownictwem Ewy Kopacz.

We wrześniu 2015 roku państwa członkowskie UE zgodziły się na przeniesienie 160 tys. uchodźców z Włoch oraz Gracji; termin na zakończenie działań wyznaczono na wrzesień 2017 roku. Dotychczas tylko nieco ponad 18 tys., czyli około 11 proc. ustalonej liczby osób zostało faktycznie przeniesionych.

Krzysztof Strzępka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje