​Timmermans do ministrów UE: Polska musi zrobić więcej

Jest postęp w rozmowach z Polską ws. praworządności, ale potrzebne są dalsze działania - wskazywał we wtorek wiceszef KE Frans Timmermans. Minister ds. europejskich Konrad Szymański deklarował gotowość dalszych zmian, ale nie pod presją międzynarodową.

"Robimy postępy. Istnieje wyraźna chęć po obu stronach, żeby to kontynuować. Musimy kontynuować ten dialog, żeby osiągnąć bardziej konkretne postępy. Zachęcamy polskie władze, żeby kontynuowały (ten kierunek) z nami" - mówił na konferencji prasowej po spotkaniu unijnych ministrów w Luksemburgu Timmermans.

Reklama

W dyskusji na temat Polski wypowiedziały się wszystkie państwa członkowskie, w zdecydowanej większości wspierając dialog, który prowadzi z Polską Komisja. Z nieoficjalnych informacji ze źródeł dyplomatycznych wynika, że Francja i Niemcy wskazywały, iż praworządność to kwestia zasadnicza, a konkretne rezultaty rozmów są konieczne. Kilka krajów członkowskich mówiło też o wpływie praworządności na wspólny rynek UE. Po stronie Warszawy opowiedziały się Węgry.

Timmermans - według relacji dyplomatów - za zamkniętymi drzwiami oświadczył, że przyjęte przez polski parlament ustawy sądowe nie rozwiązują problemów, na jakie wskazała KE. Mówił, że potrzebne jest "solidne rozwiązanie". Zwrócił się też do bułgarskiej prezydencji, żeby na następnym posiedzeniu Rady UE ds. ogólnych sprawa Polski znowu została omówiona.

Timmermans czeka na wnioski

"Czekamy na to, co się wydarzy teraz (...), robimy kroki do przodu, ale wciąż potrzebujemy konkretnych rezultatów w nadchodzących dniach i tygodniach. Wyciągniemy wnioski, jak będziemy wiedzieć, co zostało położone na stole i gdzie jesteśmy. Mam nadzieję, że będziemy mogli wyciągnąć wnioski do następnego spotkania Rady 14 maja" - mówił już na konferencji prasowej wiceprzewodniczący Komisji.

Jak tłumaczył, data ta wynika z tego, że "nie mamy nieskoczenie dużo czasu". "W pewnym momencie musimy mieć jakieś wnioski. Mam nadzieję, że do maja będziemy je mieli. Mocno namawiam polskie władze, by widziały maj jako punkt odniesienia, by stwierdzić, czy osiągnęliśmy (porozumienie)" - oświadczył. Dodał przy tym, że będzie to miało znaczenie dla ewentualnych kolejnych kroków w procedurze z artykułu 7 unijnego traktatu i tego, czy będą one potrzebne, czy nie.

Z kolei polski minister ds. europejskich Konrad Szymański, który przedstawiał na forum Rady UE informacje na temat dopiero co przyjętych w poniedziałek przez parlament zmian, podkreślał, że na finalną ocenę wszystkich działań będzie czas, kiedy proces legislacyjny się skończy.

"Jest nowy ton. Jest bardzo duża grupa państw, która wykorzystała tę okazję, aby pogratulować tych wszystkich wysiłków, które zostały podjęte za sprawą premiera (Mateusza) Morawieckiego, większości parlamentarnej, aby uznać, że to jest bardzo istotna zmiana, która daje możliwość na bardziej polubowne, mniej konfrontacyjne rozwiązanie tego sporu" - powiedział dziennikarzom Szymański.

Pomysł Morawiecki jest znany

Jak relacjonował, deklaracja premiera Morawieckiego, który mówił, że prawdopodobne jest wprowadzenie paru kolejnych zmian w reformie wymiaru sprawiedliwości, jest bardzo dobrze znana na forum UE. Zdaniem ministra czy do tego dojdzie, zależy teraz tylko i wyłącznie od partnerów europejskich. "Zwróciłem uwagę, że polski parlament nie może działać na pewno pod presją międzynarodową. Może z całą pewnością działać w duchu porozumienia i wzajemnego szanowania racji. To jest - moim zdaniem - politycznie kluczowe" - oświadczył wiceszef MSZ.

Jego zdaniem "biorąc pod uwagę to, co do tej pory działo się w parlamencie, są to sprawy, które już teraz mogły być załatwione". To, że tak się nie stało - jego zdaniem - wynika z tego, że "planowane uściślenia" muszą być przeprowadzone ze względów konstytucyjnych w inny sposób, niż wydawało się na początku. Nie wyjaśnił jednak konkretnie, co ma na myśli.

Szymański zaznaczył, że Polska oczekuje szczegółowej oceny ze strony państw UE zmian przyjętych przez parlament, ale również - jeśli są jakieś wątpliwości - bardzo dokładnego zdefiniowania, gdzie leży problem. "Nie możemy in blanco zadeklarować, że będziemy parli do zmian legislacyjnych w każdych warunkach. Musi być bardzo uzasadniony powód, który w dodatku będziemy podzielali" - zastrzegł.

Wiceszef MSZ oceniał, że im bliżej porozumienia, tym więcej osób, które nie są nim zainteresowane, "jest bardziej aktywnych". Jego zdaniem pojawia się pytanie, czy te osoby, które źle życzą porozumieniu KE i Polski, będą na tyle wpływowe, aby ten proces "wysadzić w powietrze". "Tych osób, które źle życzą temu porozumieniu, jest dużo" - ocenił. Odżegnywał się wprawdzie od wskazywania konkretnych osób czy państw, ale zaznaczył, że przed szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem stoi wybór między polską racją stanu a interesem partyjnym swojego macierzystego ugrupowania.

Wiceszef MSZ powiedział, że PO zbudowała swoją pozycję polityczną w Polsce na prowokowaniu konfliktu między Warszawą a Brukselą. "To bardzo poważny czas dla polskiej opozycji i bardzo poważne pytanie, czy chcemy bronić wąskich interesów partyjnych, czy też chcemy stanąć na wysokości zadania i bronić racji stanu Polski. Mówiąc o ludziach, którzy mają złe intencje, nie miałem na myśli nikogo konkretnego" - zaznaczył Szymański.

Z Luksemburga Krzysztof Strzępka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje