Turcja kontra UE. Pojawia się temat sankcji

W ostatnich dniach rośnie napięcie między Brukselą i Ankarą. Obie strony wzajemnie się oskarżają - politycy europejscy zarzucają tureckim władzom represjonowanie opozycji w ramach wprowadzonego przez prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana stanu wyjątkowego, a te z kolei oskarżają niektóre państwa członkowskie o rasizm.

Najbardziej zagorzała krytyka pod adresem Turcji płynie dziś z ministerstw spraw zagranicznych Luksemburga i Austrii.

Luksemburg i Austria krytykują

Reklama

Minister Jean Asselborn porównał sytuację polityczną w Turcji do stosunków w hitlerowskich Niemczech deklarując jednocześnie możliwość zastosowania wobec Ankary sankcji gospodarczych Unii Europejskiej. "To są metody, trzeba to bez upiększeń powiedzieć, które wykorzystywano podczas panowania nazistów" - powiedział Asselborn niemieckiemu radiu publicznemu Deutschlandfunk.

Jak zaznaczył, negocjacje z Turcją w sprawie jej wejścia do UE zostały obecnie "teoretycznie" zawieszone.

"50 proc. eksportu Turcji kieruje się do Unii Europejskiej. 60 proc. inwestycji w Turcji pochodzi z Unii Europejskiej. To jest absolutny środek nacisku. I w pewnym momencie nie omieszkamy sięgnąć po ten środek nacisku, by przeciwstawić się nieznośnej sytuacji w dziedzinie praw człowieka" - ostrzegł szef luksemburskiej dyplomacji.

Uzasadniając ewentualne zerwanie rokowań akcesyjnych wskazał, iż "w Turcji są miliony ludzi, które uważają, że jedyną nadzieją na wydostanie się z tej przepaści jest Unia Europejska".

Podobnie wypowiedział się minister spraw zagranicznych Austrii Sebastian Kurz. W wywiadzie dla radia Oe1 ostro skrytykował tureckie władze za represjonowanie prasy i opozycyjnych polityków oraz zaapelował o zerwanie rozmów w sprawie przystąpienia Turcji do UE.

"Dla państwa, które usiłuje wtrącić do więzień dziennikarzy i opozycję, nie ma miejsca w Unii Europejskiej" - oświadczył szef austriackiego MSZ dodając, że w jego ocenie "czerwona linia została przekroczona już dawno".

Zdaniem Kurza Turcja jest dla UE nieprzewidywalnym partnerem w zażegnywaniu kryzysu migracyjnego. "Zdając się na Turcję, zostaje się w pojedynkę" - powiedział. Jak zaznaczył, Unia nie może dać się szantażować Turcji groźbą jednostronnego wypowiedzenia porozumienia o readmisji migrantów, lecz powinna zorganizować skuteczniejszą ochronę swych zewnętrznych granic.

Turcja: To rasizm

Turecki minister ds. Unii Europejskiej Omer Celik przyznał, że "relacje między Unią Europejską a ubiegającą się o członkostwo Turcją przeżywają trudny okres". Państwa nawołujące do zamrożenia rozmów akcesyjnych z Ankarą oskarżył o rasizm.

Celik wystąpił na konferencji prasowej w Ankarze po śniadaniu roboczym z udziałem ambasadorów państw UE.

Erdogan dał w niedzielę wyraźnie do zrozumienia, że nie obchodzi go zagraniczna krytyka z powodu najnowszych aresztowań wśród dziennikarzy i opozycyjnych deputowanych. "Nie martwi mnie w ogóle to, czy nazywa się mnie dyktatorem lub czymś podobnym. Wchodzi to jednym uchem, a drugim wychodzi. Ważne jest, co mówi mój naród" - powiedział.

UE ostro skrytykowała wcześniej Turcję za aresztowanie deputowanych prokurdyjskiej partii HDP, którą rząd turecki oskarża o powiązania z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK), uznawaną zarówno przez Turcję, jak i UE za ugrupowanie terrorystyczne. W Turcji, a szczególnie w zamieszkanej głównie przez Kurdów południowo-wschodniej części kraju, w ostatnim czasie zamknięto ponadto 15 dzienników, czasopism i agencji prasowych.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje