"Mission: Impossible" Junckera

Obecny stan Unii Europejskiej nie napawa optymizmem. Trudno znaleźć rozmówców, którzy w tunelu targających Brukselą kryzysów ujrzeliby światełko. Dlatego przed Jean-Claudem Junckerem, przewodniczącym Komisji Europejskiej bardzo trudne zadanie. Do 14 września musi takie światełko znaleźć.

Wtedy to - punktualnie o 9.00 - stanie przed wypełnioną salą Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, by przedstawić doroczne orędzie o stanie Unii Europejskiej. Juncker podsumuje ubiegły rok i wskaże priorytety na najbliższe 12 miesięcy. Słuchać będą go nie tylko europosłowie, ale także "pół świata". Bo targające dziś Unią kryzysy destabilizują nie tylko Stary Kontynent.

Reklama

W 2015 roku, gdy Juncker jako nowy szef KE po raz pierwszy wygłaszał orędzie o stanie UE, wyznaczył pięć priorytetów - rozwiązanie kryzysu migracyjnego, ustabilizowanie europejskiej gospodarki, porozumienie z Wielką Brytanią, utrzymanie jedności w obliczu konfliktu na wschodzie Ukrainy i walka ze zmianą klimatu.

Przez ostatnie 12 miesięcy wiele się jednak zmieniło. Lista i kolejność priorytetów, które 14 września zaprezentuje Juncker, będzie z pewnością inna. I to bynajmniej nie dlatego, że te z 2015 udało się rozwiązać...

Kumulacja kryzysów

Ostatni rok - mówiąc eufemistycznie - nie należał do najlepszych w dziejach Unii Europejskiej. Dość powiedzieć, że faktem stało się wyjście z Wspólnoty jednego z krajów członkowskich - rzecz niewidziana od powstania Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali w 1952 roku. Brukselskie szeregi - decyzją obywateli w czerwcowym referendum - opuści Wielka Brytania.

W dalszym ciągu Unia ma na karku kryzysy: migracyjny i gospodarczy. Oba tkwią w fazie powstrzymywania, tymczasem sytuacja coraz bardziej wymaga ich definitywnego rozwiązania.

W ostatnim roku na pilności zyskała też kwestia bezpieczeństwa. Ataki terrorystyczne we Francji, Belgii czy Niemczech dowiodły, że Bruksela musi odkurzyć europejskie prawodawstwo antyterrorystyczne oraz zacząć myśleć o wspólnej polityce obronnej.

Światełko w tunelu?

Czy w tym roku - zdawałoby się - spektakularnych porażek Juncker będzie w stanie znaleźć coś, co się udało? Coś, co pomoże mu dowieść, że pomimo panoszącego się na Starym Kontynencie eurosceptycyzmu, projekt europejski ma sens i powinien być kontynuowany?

- Gdybym był na miejscu przewodniczącego Junckera wskazałbym na dwie rzeczy - mówi Interii Kazimierz Michał Ujazdowski, europoseł PiS i były minister kultury. - Po pierwsze, dość szybką reakcję na zagrożenie dla bezpieczeństwa europejskiego związane z zamachami terrorystycznymi i przyspieszenie prac nad dyrektywą antyterrorystyczną. Po drugie, umowę z Turcją, która - po całym szeregu błędów popełnionych przez KE i niektóre państwa - umożliwia powstrzymywanie kryzysu migracyjnego - wylicza polityk.

O umowie z Turcją przypomina też Janusz Zemke, europoseł SLD. I dodaje: - Pewien postęp odnotowano w tzw. planie Junckera obliczonym na rozkręcenie unijnej gospodarki. W całej Wspólnocie mamy niewielki, ale jednak, przyrost PKB. Grecka gospodarka się nie rozsypała. Zaczęło powoli spadać bezrobocie.

Danuta Hübner, europosłanka PO i pierwsza polska komisarz (ds. polityki regionalnej), również zwraca uwagę na fakt, że znacznie przycichły głosy wieszczące rozpad strefy euro. - Udało się także zatrzymać groźbę dezintegracji strefy Schengen i wzmocnić ochronę na granicach zewnętrznych UE - zauważa.

Europosłanka PO przypomina też o sprawie, która rzadko przebija się do mediów: - To był rok ciężkiej pracy nad jednym systemem podatkowym w UE - wprowadziliśmy bezprecedensowe rozwiązania regulujące system, by zapewnić jednakowe traktowanie podmiotów gospodarczych. M.in. po to, byśmy nie byli dla siebie nawzajem rajami podatkowymi.

Ostatnio w tym kontekście głośnym echem odbiło się wezwanie KE do zapłaty przez Apple 13 miliardów euro zaległego podatku. Dochodzenie Brukseli wykazało, że amerykańska firma przez lata cieszyła się  nielegalnymi przywilejami podatkowymi, które przyznał jej rząd Irlandii. Teraz amerykański gigant będzie musiał nadrobić zaległości.

Po pierwsze: Zapobiec rozpadowi

O sukcesach mówi się łatwo, więc można się spodziewać, że 14 września Juncker "przypomni" nam ich więcej. Jednak jako polityk znany z bezpośredniego języka i traktujący poprawność polityczną po macoszemu nie będzie długo zwlekał z wyłożeniem kart na stół - zwłaszcza że nad Brukselą wisi kilka palących problemów.

Nasi rozmówcy są w większości zgodni - tematem numer jeden będzie tym razem Brexit. - Europa nie ma komfortu, by zajmować się pojedynczo targającymi nią dziś kryzysami. Musi działać równolegle. Ale przede wszystkim dokończenia wymaga kwestia wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, ponieważ powoduje niepewność zarówno na rynkach, jak i wśród obywateli - mówi Hübner.

Europosłowie oczekują więc, że Juncker nie tylko nakreśli fundamenty stanowiska UE w negocjacjach z Londynem, ale także zaproponuje nowy kształt europejskiego projektu. - Czy możliwe jest utrzymanie swobody przepływu ludzi? Czy rynek unijny pozostanie otwarty na usługi i produkty brytyjskie? A jeśli tak, to ile będą wynosić wpłaty Londynu do budżetu Unii? - na te pytania odpowiedzi oczekuje Zemke.

Ujazdowski z kolei czeka na takie "określenie warunków "umowy rozwodowej", które przyniosą jak najmniej wstrząśnień obu stronom".

Zapewne jednak Juncker zaprezentuje nie tylko drogę do wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, ale także większy pomysł na Europę, której trzeba przywrócić sens dalszej integracji. - Prawdopodobnie przewodniczący poświeci dużo miejsca kwestiom dalszego rozwoju integracji europejskiej po brytyjskim referendum - prognozuje Hübner.

- Nie można też wykluczyć, że w przyszłym roku rozpoczną się prace nad nowym traktatem o UE. Postbrexitowy szok daje szansę na uzyskanie większej woli politycznej niezbędnej do przeprowadzenia głębokich zmian. To może iść w dwóch kierunkach - albo zrobienia kilku kroków wstecz i powrotu do Europy połączonej jedynie gospodarką, albo wręcz przeciwnie - zacieśniania współpracy - mówi europosłanka.

Jeszcze dobitniej sprawę ujmuje Ujazdowski: - Warunkiem powodzenia projektu europejskiego jest utrzymanie jedności pobrexitowej Europy i elastyczność w łączeniu interesów jej członków. Dziś Europa ma dwóch wrogów - tych, którzy chcą, by ten dom się rozpadł i tych, którzy chcą go zbudować tak ciasno, że nie będzie się dało w nim oddychać.

Po drugie: Zapewnić bezpieczeństwo

Kolejna kwestia, która z pewnością pojawi się w orędziu Junckera, to bezpieczeństwo. - W Unii nastąpiło przeniesienie środka ciężkości - w poprzednich latach 70 proc. aktywności Brukseli wiązało się z gospodarką i finansami. Teraz na plan pierwszy wysuwa się bezpieczeństwo i Brexit - mówi europoseł SLD, według którego to właśnie od polityki bezpieczeństwa Juncker rozpocznie orędzie.

- Nie tylko z uwagi na obiektywną wagę tej kwestii, ale także kalendarz wyborczy w Niemczech i Francji. Zaniedbanie spraw związanych z bezpieczeństwem miałoby opłakane skutki nie tylko dla UE jako całości, ale także dla tych państw, które są filarami Unii. Zapewne zaproponuje cały pakiet rozwiązań - dalsze rozszerzanie kompetencji Europolu, wzmocnienie europejskiej straży granicznej, czy współpracę państw unijnych w zakresie informacji wywiadowczych - mówi Zemke.

Także polityk PiS oczekuje "przyspieszenia prac nad instrumentami umocnienia bezpieczeństwa oraz odrzucenia punktu widzenia lewicy, która tak szeroko interpretuje prawa człowieka, że paraliżuje to ochronę społeczeństw i państw".

Na szerszy wymiar polityki bezpieczeństwa i możliwości, jakie daje Brexit, zwraca z kolei uwagę Hübner. - Wystąpienie przewodniczącego Junckera będzie bardzo istotne w kwestii bezpieczeństwa, zwłaszcza w sytuacji gdy szeregi państw członkowskich opuszcza Wielka Brytania, która wetowała pomysł wspólnej armii. Bez Londynu - dużego ośrodka skupiającego opozycję - Unia ma szansę na podjęcie niektórych z odrzuconych wcześniej pomysłów - zauważa.

Po trzecie: Dać pracę

Na pilności nie traci - choć zajmuje już znacznie mniej miejsca w mediach - kryzys gospodarczy. Bo choć o kłopotach Grecji i ewentualnym rozpadzie strefy euro mówi się mniej, o tyle sytuacja wciąż daleka jest od optymalnej.

W gronie państw posługujących się wspólną walutą widać ruchy na rzecz pogłębienia współpracy, co w połączeniu z wyjściem z UE Wielkiej Brytanii może skutecznie zachwiać równowagą sił we Wspólnocie. - Nie mam wątpliwości, że odejście Wielkiej Brytanii oznacza, że państwa strefy euro zyskają na znaczeniu w ramach krajów członkowskich. Pozostałe stolice, bez Londynu, nie będą miały już takiej siły przebicia. Strefa euro niechybnie stanie się też centrum politycznym - przewiduje Hübner.

Oprócz dalszych działań na rzecz stabilizacji i rozwoju UE będzie musiała zmierzyć się z tematem rewizji budżetu na lata 2014-2020 - kwestią szczególnie istotną z punktu widzenia Polski, która najwięcej korzysta na unijnych funduszach.

Polscy europosłowie zgodnie oczekują też od KE, że stanie na straży obrony zasady konkurencyjności, zwłaszcza w kontekście oprotestowanej już przez 11 państw UE - także Polskę - dyrektywy o pracownikach delegowanych.

Po czwarte: Pomóc uchodźcom

W orędziu z pewnością nie zabraknie tematu kryzysu migracyjnego. O ile bowiem udało się zahamować masowy napływ imigrantów, o tyle Europa nadal boryka się choćby z niewydolnym systemem relokacji uchodźców, którzy już do UE dotarli. Mimo przyjęcia określonych zobowiązań w zeszłym roku rządy wielu państw członkowskich są - w najlepszym wypadku - niechętne wywiązaniu się z obietnicy przyjęcia zadeklarowanej liczby migrantów.

- System narzucania państwom kwot imigrantów jest nie tylko problematyczny z punktu widzenia Traktatu o UE, ponieważ polityka azylowa jest w rękach rządów, ale jest po prostu nie do wykonania w tej formule, w której proponuje go KE - przekonuje Ujazdowski. Choćby z powodu różnych możliwości finansowych krajów członkowskich.

Danuta Hübner zwraca jednak uwagę na inny wymiar sprawy: - System relokacji to dopiero początek. To jest wyzwanie na lata i dekady, ponieważ do 2050 roku liczba ludności Afryki się podwoi, a Europa zauważalnie się zestarzeje. Także w Polsce musimy zrozumieć, że jesteśmy starzejącym się społeczeństwem. Brak otwarcia na migrację jest działaniem krótkowzrocznym, zwłaszcza jeśli chcemy, by nasz kraj się rozwijał. Oburzamy się tym, jak niektórzy Brytyjczycy traktują po referendum Polaków. A tymczasem sami podobnie traktujemy obcych. Coś złego stało się z nami w ostatnim czasie. Jakbyśmy zapomnieli, że uchodźcy też są ludźmi.

Europosłanka PO zastrzega jednak, że ograniczanie kryzysu migracyjnego nie może mieć wymiaru jedynie fizycznej relokacji uchodźców. Potrzebne jest także opracowanie "najlepszych sposobów na integrację tych osób, by uniknąć w przyszłości sytuacji z Paryża czy Brukseli".

"Mission: Impossible" Junckera?

Ogólnie wymagania stawiane przed Junckerem są bardzo wysokie. Bo z jednej strony Unia rozrywana jest rosnącymi w siłę ruchami eurosceptycznymi, a z drugiej do Brukseli płyną apele o jeszcze ściślejszą współpracę w okrojonym gronie.

- UE potrzebny jest zwrot ku realizmowi. W ostatnim roku KE zbyt często występowała wobec państw z pozycji protekcyjnej i centralistycznej, co skutecznie zasila nastroje eurosceptyczne. Mam nadzieję, że przewodniczący Juncker wyciągnie ten sam wniosek, który widać w ostatnich tygodniach w polityce kanclerz Angeli Merkel, która studzi kurs centralistyczny przyjmując do wiadomości, że współpracujące ze sobą państwa mają często różne punkty widzenia, które należy uszanować - mówi europoseł PiS.

Europosłanka PO ostrzega z kolei: - Wielu polityków, którzy demonstrują dziś bardzo narodową mentalność oszukuje obywateli, mówiąc, że jako państwo narodowe będą w stanie rozwiązać problemy, z którymi nie radzi sobie UE. Tymczasem w dzisiejszym świecie globalnych zależności to niemożliwe. Europa jako całość to zaledwie 7 proc. ludności świata. Jeśli Unia dziś się rozpadnie, to na 28 nic nie znaczących państw.

Trudno będzie to pogodzić. Jednak może się udać, ponieważ w czym jak w czym, ale w godzeniu rozbieżnych interesów, Bruksela ma ponad 60-letnie doświadczenie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje