Kalinowski: To realne zagrożenie dla Polski

- To już nie jest ostrzeżenie, to realne zagrożenie dla Polski - mówi Jarosław Kalinowski, europoseł PSL o możliwości uzależnienia wypłaty unijnych funduszy od przestrzegania zasad państwa prawa. W rozmowie z Agnieszką Waś-Turecką polityk krytykuje też politykę rządu wobec uchodźców oraz szersze otwarcie unijnego rynku na produkty z Ukrainy. - To zagraża polskim rolnikom - ocenia.

Wczoraj europejskie media podały, że Niemcy sprawdzają możliwości prawne uzależnienia wypłaty funduszy unijnych od przestrzegania przez dany kraj zasady praworządności. Zapytany o to, czy jest to krok wymierzony konkretnie przeciw Polsce, Jarosław Kalinowski mówił: - To już nie jest ostrzeżenie, to realne zagrożenie. Ale pretensje powinniśmy mieć sami do siebie, czyli do naszego rządu, który lekceważy toczącą się wobec naszego kraju procedurę państwa prawa.

Reklama

- Pamiętajmy, że problemu nie ma KE, tylko Polska. Co więcej, problemu nie ma tylko polski rząd, bo gdyby doszło do zatrzymania wypłat z polityki spójności, to odbije się to na całej gospodarce. Wszyscy stracimy na tym, że polski rząd łamie zasadę praworządności.

Czy unijne prawo umożliwia wprowadzenie takiego uzależnienia? Europoseł PSL uważa, że tutaj kluczowe będzie stanowisko Komisji Europejskiej: - Jest strażniczką traktatów, a to z nich wynikają standardy, do których zobowiązały się państwa członkowskie, my również.

Jarosław Kalinowski uważa, że duży wpływ na relacje między KE i polskim rządem ma także kwestia relokacji uchodźców. - Przecieram oczy i uszy, i zastanawiam się, czy to, co się dzieje w Polsce, dzieje się naprawdę. Każdej niedzieli polscy katolicy modlą się w kościołach za pomyślność papieża. A potem wychodzi Jarosław Kaczyński, pierwszy katolik PiS i mówi, że tu, na tej polskiej ziemi, pomagać uchodźcom nie będziemy. Za nim wychodzi pani premier Beata Szydło i mówi, żeby Unia wstała z kolan, w przeciwnym wypadku zginie, jeśli nie pójdzie za wskazaniami Jarosława Kaczyńskiego. To rasistowskie podejście - krytykuje europoseł.

Pytany, dlaczego wstrzymał się od głosu, gdy Parlament Europejski przyjmował rezolucję wzywającą do zwiększenie tempa relokacji, Kalinowski odpowiedział: - PE wyszedł poza ramy dotychczasowego porozumienia. Jestem przeciwko stałym kwotom. Natomiast jestem za okazaniem solidarności. Czy Polski nie stać, by przyjąć kilkaset rodzin?

- Mówienie, że kilkaset rodzin zagraża polskiej kulturze to niedorzeczność. To straszenie Polaków i szowinizm - mówił europoseł PSL - Jesteśmy szczególnie doświadczonym narodem i warto pamiętać, że setki tysięcy Polaków tułało się po świecie w czasie II wojny światowej, również na terenach Iraku, Iranu i Syrii, i tam udzielono im pomocy. Czy nie mamy moralnej odpowiedzialności by za to zadośćuczynić? 

W wywiadzie Jarosław Kalinowski odniósł się także do proponowanego przez komisję handlu PE szerszego otwarcia unijnego rynku na produkty z Ukrainy. - Uważam, że trzeba Ukrainie pomagać, ale ta propozycja to jedynie mydlenie oczu, pokazanie, że coś robimy. Już teraz są bezcłowe kontyngenty, jednak tak małe, że w bardzo krótkim czasie są wykorzystywane. Ta pomoc nie jest właściwie udzielana - powiedział europoseł. 

Kalinowski zaznaczył, że ten kierunek jest również niekorzystny z punktu widzenia polskich rolników, ponieważ nasz rynek jest najbliżej.  

Europoseł zaznaczył, że po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE należy spodziewać się zmian we Wspólnej Polityce Rolnej. - Cele zasadnicze się nie zmienią, ale zapewne mniejszy będzie zakres interwencji, a środki będą bardziej adresowane do ubezpieczenia dochodów rolników - przewiduje Kalinowski.

Zmian można spodziewać się także w odniesieniu do dopłat bezpośrednich. - Byłem sprawozdawcom dokumentu "Tworzenie miejsc pracy przy pomocy instrumentów Wspólnej Polityki Rolnej" i udało nam się w nim zawrzeć stwierdzenie, że po roku 2020 dopłaty powinny być równe w całej Unii. To krok w dobrym kierunku, ale nie rozwiązuje problemu, ponieważ można się spodziewać, że kraje, które mają wyższe dopłaty, będą chciały ten stan utrzymać.

Europoseł zaznaczył, że o ile w przypadku dopłat bezpośrednich "nic nam nie grozi", o tyle należy się liczyć z tym, że środków dla polskich rolników może być o 16 proc. mniej.

***

Obserwuj autorkę na Twitterze

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje