Polska walczy o przegraną sprawę?

Parlament Europejski pracuje obecnie nad własnym stanowiskiem w sprawie nowego unijnego prawa azylowego. Projekt zakłada przymusową relokację uchodźców do wszystkich krajów członkowskich w razie wystąpienia kryzysu. Państwa Grupy Wyszehradzkiej (V4) zgłosiły już swój sprzeciw. Nasi rozmówcy w Brukseli mówią jednak, że - przynajmniej w europarlamencie - sprawa jest przesądzona. A jeśli okaże się, że karą za sprzeciw miałoby być obcięcie funduszy unijnych, to pozostałe kraje V4 zmienią zdanie i Polska zostanie sama.

Projekt autorstwa szwedzkiej posłanki liberalnej frakcji ALDE Cecilii Wikström tzw. mechanizm korygujący uruchamiany, gdy któreś z państw członkowskich stanęłoby w obliczu przekraczającego jego możliwości napływu uchodźców. Mechanizm przewiduje przymusową relokację określonych kwot migrantów do wszystkich krajów członkowskich. Dopiero tam byliby oni rejestrowani i rozpatrywane byłyby ich wnioski o azyl. Kwoty dla poszczególnych państw byłyby ustalane na podstawie dwóch kryteriów - liczby ludności i PKB. Uczestnictwo w tym mechanizmie byłoby obowiązkowe dla wszystkich krajów unijnych.

Reklama

Podobną propozycję zgłosiła w zeszłym roku Komisja Europejska.

Polska delegacja w europarlamencie - bez względu na podziały partyjne - jest zgodna i w przygniatającej większości sprzeciwia się automatycznej relokacji. Mimo to, jak mówią nasze źródła, przyjęcie jej jest praktycznie przesądzone.

W tym tygodniu na spotkaniu z dziennikarzami w Brukseli Wikström mówiła, że prace nad jej raportem zakończą się przed wakacjami. Polscy europosłowie nie są tak optymistyczni i zakładają jeszcze kilka miesięcy negocjacji.

Pomimo zgody jaka panuje w polskiej delegacji w sprawie obowiązkowych relokacji, naszym posłom trudno będzie w tym momencie wynegocjować inne rozwiązanie. Jak mówią nasze źródła, pozycja największych graczy w UE, czyli Francji i Niemiec w sprawie Polski się usztywnia. Problemem jest stanowcze "nie" naszego rządu wobec jakichkolwiek form przyjmowania uchodźców.

- Powinniśmy doprowadzić do rozpoczęcia dialogu, tymczasem jest twarde "nie i koniec" - mówi jeden z naszych rozmówców.

Europosłowie opozycji wskazują, że Polska mogłaby choć symbolicznie zaznaczyć swoją wolę współpracy. Przypominają m.in., że niektóre polskie miasta zgłaszały chęć pomocy uchodźcom. - Moglibyśmy przyjąć studentów, czy choćby nauczycieli arabskiego - proponuje jeden z europosłów. - Moglibyśmy nawet przyjąć jakąś grupę, osiedlić ich blisko granicy z Niemcami i poczekać, co się stanie - dodaje.

Jakkolwiek cynicznie mogą brzmieć podobne pomysły, to jednak przyjęcie nawet niewielkiej grupy migrantów w znacznym stopniu poprawiłoby naszą pozycję negocjacyjną w UE. - Pokazalibyśmy solidarność, a jednocześnie przestalibyśmy być piętnowani i przestano by grozić nam karami - ocenia inny nasz rozmówca.

Na razie jednak musimy zakładać niekorzystny dla Polski scenariusz - że automatyczny system relokacji zostanie przyjęty, a wraz z nim kary dla krajów, które nie będą chciały się z niego wywiązać. Na razie propozycja Wikström zakłada uzależnienie wypłaty funduszy unijnych od wypełniania swoich zobowiązań.

Polska delegacja nie chce się na to zgodzić. Zamiast tego pojawiają się pomysły zwiększonych wpłat na ochronę granic zewnętrznych UE,  czy uruchomienie korytarzy humanitarnych.

Teoretycznie w tym sprzeciwie wspierają Polskę pozostałe kraje Grupy Wyszehradzkiej. Nasi rozmówcy podkreślają jednak, że wśród europosłów z państw V4 nie ma "świadomości Grupy Wyszehradzkiej". - Jeśli na stole stanie ograniczenie wypłat z funduszy unijnych, to współpraca się rozsypie i każdy będzie grał pod siebie - przewiduje jeden z naszych rozmówców.

Groźba ograniczenia lub uzależnienia wypłaty unijnych środków od wypełnienia zobowiązać dotycząca relokacji jest tym realniejsza, im bliżej jesteśmy układania nowego budżetu po 2020 roku, kiedy w UE nie będzie już Wielkiej Brytanii. Szacuje się, że brexit uszczupli unijną kasę o kilka-kilkanaście miliardów euro. A to oznacza, że dla kogoś pieniędzy będzie mniej. Najbardziej ucierpi najprawdopodobniej polityka spójności, a pamiętajmy, że to my jesteśmy jej największym beneficjentem.

Obecnie trudno ocenić, jak długo potrwają negocjacje w europarlamencie. Nawet jeśli zakończyłyby się przed wakacjami, to czeka nas jeszcze wypracowywanie porozumienia między PE i Radą UE. A to może potrwać.

Na razie jedyną okolicznością łagodzącą dla Polski zdają się być jesienne wybory w Niemczech. Część naszych rozmówców uważa, że do tego czasu Berlin nie będzie zbyt mocno naciskał na Warszawę w kwestii uchodźców. Wszystko dzięki temu, że Angela Merkel nie będzie chciała przypominać wyborcom o migracji. Propagowana przez nią w 2015 roku tzw. Willkommenskultur w stosunku do uchodźców okazała się błędem.

Agnieszka Waś-Turecka, Bruksela

***

Obserwuj autorkę na Twitterze

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje