Ujazdowski o pozycji Polski w UE, wizycie kanclerz Niemiec i metropolii warszawskiej

- Jeśli Polska będzie składała deklaracje kojarzone wyłącznie ze stanowiskiem eurosceptyków i jednocześnie nie będzie wskazywała na te pola, w których integracja jest potrzebna, to będziemy skazywać się na obecność w europejskiej drugiej lidze - powiedział w rozmowie z Interią europoseł niezrzeszony Kazimierz Ujazdowski. Jego zdaniem brak poparcia polskiego rządu dla Donalda Tuska byłby "ciężkim błędem". Polityk skomentował również wizytę kanclerz Niemiec Angeli Merkel w Polsce oraz odniósł się do planów PiS utworzenia metropolii warszawskiej.

Agnieszka Waś-Turecka, Interia: W niedawnym wywiadzie mówił pan, że kluczowym zadaniem dla Polski - jako kraju członkowskiego UE - jest "przejście od pozycji krytycznych do pozycji współkształtowania polityki europejskiej". Po wtorkowej wizycie kanclerz Angeli Merkel jesteśmy bliżej "współkształtowania" Europy?

Reklama

Kazimierz Michał Ujazdowski, były minister kultury i dziedzictwa narodowego, były marszałek Sejmu, dziś poseł niezrzeszony: - Mamy taką możliwość. Na pewno ta wizyta daje szansę na zredukowanie konfliktu i prowadzenie dialogu politycznego. Kwestią otwartą pozostaje natomiast to, czy polska dyplomacja wykorzysta ją do zawiązania strategicznego partnerstwa, które potrzebne jest obu stronom.

- Nie jest trudno zaaranżować dobre spotkanie dyplomatyczne. Znacznie trudniej jest uruchomić działania, które wykonają polityczny zamysł. Tu trzeba dobrej woli, konsekwencji i myślenia strategicznego.

Jak pan ocenia możliwość "zredukowania konfliktu" skoro z jednej strony mamy koncyliacyjną kanclerz Niemiec, która w dość dyplomatyczny sposób odnosi się do sytuacji w Polsce, a z drugiej bardzo kategoryczne wypowiedzi premier Szydło, która mówi, że Nord Stream 2 jest dla nas nie przyjęcia i prezesa Kaczyńskiego, który ponoć powiedział, że Polska nie poprze kandydatury Donalda Tuska?

- W przypadku Nord Stream 2 mogę tylko poprzeć premier Szydło. Niemcy powinny to usłyszeć od polskiego rządu i myślę, że kanclerz Merkel się tego spodziewała. Poza tym to nie jest tylko polskie roszczenie, ale inwestycja, która godzi w bezpieczeństwo i solidarność europejską.

- Jeśli natomiast chodzi o Donalda Tuska, to przecież nie jest to postulat Niemiec. To w naszym interesie jest, by Polak był przewodniczącym Rady Europejskiej. Zwłaszcza w sytuacji gdy polski rząd nie ma możliwości przeprowadzenia innej kandydatury.

- Co więcej, gdyby Donald Tusk nie został szefem RE na kolejne lata, a rząd Polski czynnie się do tego przyczynił, to Polska na długie lata straciłaby możliwość obsadzania wysokich stanowisk unijnych.

- Polska traci na tym, że spór wewnętrzny przenoszony jest na arenę zewnętrzną. Niestety przez obie strony sporu politycznego.

Wczoraj wiceminister Konrad Szymański podkreślił, że "to nie jest moment" na przedstawienie stanowiska polskiego rządu ws. kandydatury Donalda Tuska. Jak dodał, sprawa ta jest "fragmentem układanki co do przyszłości Unii Europejskiej". Co Pana zdaniem polski rząd próbuje ugrać, czekając z zajęciem stanowiska?

- Wypowiedź ministra Szymańskiego traktuję jako próbę minimalizacji politycznego napięcia. To człowiek odpowiedzialny, który unika niepotrzebnych sporów.

- Jestem przekonany, że polski rząd nie ma żadnych możliwości rozegrania tej sprawy z pożytkiem dla siebie. Tym bardziej że podważanie swojego obywatela na wysokim stanowisku unijnym jest zupełnie poza kulturą i regułami polityki europejskiej.

- Mam nadzieję, że Warszawa zachowa się przynajmniej biernie, tzn. nie będzie się przyczyniała do zakwestionowania tej kandydatury.

Na ile stanowisko polskiego rządu ma znaczenie, skoro do przyjęcia kandydatury wystarczy większość kwalifikowana?

- To nie jest kwestia tylko formalna. W mojej ocenie sytuacji przewodniczący Tusk ma dziś akceptację zdecydowanej większości państw europejskich. Rząd polski mógłby - popełniając ciężki błąd - przyczynić się do nadkruszenia tej pozycji. Ale - powtarzam - spotkałoby się to z totalnym niezrozumieniem i brakiem akceptacji partnerów europejskich.

- Nie znam przypadku, by jakikolwiek rząd państwa europejskiego działał przeciwko kandydaturze swojego obywatela na wysokie stanowisko, w sytuacji gdy nie można osiągnąć dobrego rozwiązania w zamian.

Wracając do wizyty Angeli Merkel - jak pan ją ocenia w kontekście piątkowych wypowiedzi kanclerz na temat "Europy różnych prędkości"? Kanclerz chce nas wciągnąć do centrum?

- Musimy poczekać na wyjaśnienie piątkowej deklaracji. Czy kanclerz chodziło o Europę, która daje możliwość elastycznego poruszania się w ramach Traktatów, która nie będzie posuwać integracji ponad racjonalną miarę, czy o Europę podzieloną na kręgi pierwszej i drugiej prędkości. Ta druga opcja byłaby oczywiście dla Polski złą wiadomością.

Może Polska sama stawia się poza centrum? W ostatnim wywiadzie dla niemieckiego "FAZ" Jarosław Kaczyński powiedział: "Europejskie prawodawstwo musi zostać zredukowane do wspólnego rynku i w pewnym stopniu do ochrony środowiska".

- Nie mogę odpowiadać za deklaracje prezesa.

- Natomiast od wielu miesięcy głoszę przekonanie, że Polska powinna uprawiać politykę, która łączy podmiotowość ze zdolnością do współpracy europejskiej. Jeśli Polska będzie składała deklaracje kojarzone wyłącznie ze stanowiskiem eurosceptyków, będzie kibicowała eurosceptykom w Europie, domagała się redukcji integracji i jednocześnie nie będzie wskazywała na te pola, w których integracja jest potrzebna, choćby bezpieczeństwo zewnętrzne, walka z terroryzmem czy współpraca międzypolicyjna, to będziemy skazywać się na obecność w drugiej lidze.

- Tymczasem nasze położenie geopolityczne, nasze interesy przemawiają za tym, by być krajem współkształtującym Europę.

A’propos naszego położenia geopolitycznego, niedawno napisał pan wspólnie z Markiem Jurkiem tekst, w którym uznaliście, że Polska dyplomacja powinna zgłaszać postulat demilitaryzacji rosyjskiego Kaliningradu. Jakby pan widział realizację tego postulatu krok po kroku?

- W polityce zagranicznej liczy się własna inicjatywa. Postulat demilitaryzacji Królewca dotyczy przede wszystkim najcięższego arsenału militarnego, czyli instalacji superwyrzutni rakietowych zagrażających bezpieczeństwu naszej części Europy. Te rzeczy trzeba w sposób systematyczny stawiać w kontaktach dyplomatycznych. To nie jest postulat, który może być zrealizowany z miesiąca na miesiąc. Ale Polska powinna go regularnie podnosić i wprowadzać tę tematykę do obiegu europejskiego.

Kto mógłby nam pomóc w forsowaniu tego postulatu?

- Wszyscy, którzy mają poczucie, że w dziedzinie bezpieczeństwa potrzebne są rozwiązania systemowe. Bardzo podobną wrażliwość w tej sprawie mają państwa skandynawskie i bałtyckie, których ta kwestia dotyczy bezpośrednio.

Jako członek komisji konstytucyjnej w Parlamencie Europejskim będzie się pan zajmował ewentualnymi zmianami traktatów. Czy z uwagi na Brexit ta zmiana jest już przesądzona?

- Nie. Co więcej prace na tym nie ruszą przed wyborami w Niemczech i Francji.

- Osobiście jestem bardzo sceptyczny wobec zmian ustroju Unii o charakterze traktatowym. Uważam, że to bardzo ryzykowne.

Czyli ta zmiana teraz nie jest konieczna?

- Nie. Natomiast można reformować Unię w ramach obecnych reguł traktatowych. Trzeba przede wszystkim dbać o ochronę podstawowych wolności, które stanowią fundament integracji. Także z uwagi na interesy polskiej gospodarki, ponieważ protekcjonizm uderzający w wolny przepływ towarów czy usług jest szczególnie dotkliwy dla gospodarki państw z rozwijającą się gospodarką.

- Pilnym zadaniem jest także rozszerzenie transparentności w działaniach instytucji unijnych. UE potrzebuje wolnej ekspresji poglądów i interesów. Musi być zrozumiała i pod kontrolą obywateli. To można robić bez zmiany traktatów.

Wróćmy jeszcze na moment na polskie podwórko. W poniedziałek Rada Warszawy przegłosowała wniosek o referendum ws. poszerzenia granic stolicy. Pytanie ma brzmieć: czy jesteś "za zmianą granic miasta stołecznego Warszawy poprzez dołączenie kilkudziesięciu sąsiednich gmin". Pan jest za tą zmianą?

- Gdybym był mieszkańcem Warszawy głosowałbym przeciw.

Dlaczego?

- Metropolie trzeba budować od dołu i na czystych regułach, a nie poprzez sztuczne konstrukcje. Metropolia warszawska jest potrzebna, ale nie powinna być budowana poprzez działania odgórne i manipulowanie wyborami w samej Warszawie.

Jacek Sasin przekonuje, że zmiany przyniosą same korzyści.

- Ja nie jestem przeciwnikiem samej metropolii, tylko likwidowania Warszawy jako wspólnoty politycznej. Proponowane zmiany doprowadzą do sytuacji, w której o prezydencie Warszawy, który będzie jednocześnie burmistrzem "małej Warszawy" mają decydować mieszkańcy gmin ościennych po to, by w rdzennej Warszawie nie odbyły się konkurencyjne wybory.

Czyli widzi pan tutaj zagranie na pozyskanie elektoratu dla kandydata PiS?

- Co więcej, pojawia się ryzyko niefunkcjonalności systemu, które - zdaje się - poniewczasie dostrzeżono, ponieważ projekt wycofano.

***

Jeśli interesuje cię temat Unii Europejskiej, obserwuj autorkę na Twitterze

***

Zapraszamy do obejrzenia całego wywiadu z europosłem Kazimierzem Ujazdowskim, w którym polityk odnosi się jeszcze m.in. do zamieszania politycznego wokół rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje