Donald Trump: Oskarżenia o napaści seksualne to "podłe kłamstwa"

Kandydat Republikanów na prezydenta USA Donald Trump nazwał "podłym kłamstwem" stawiane mu przez kobiety zarzuty napastowania seksualnego. Uważa, że media sprzyjają Demokratce Hillary Clinton i dlatego ujawniają je na niespełna cztery tygodnie przed wyborami.

Trump, przemawiając w czwartek po południu w West Palm Beach na Florydzie, skomentował najnowsze doniesienia, według których pięć kobiet oskarża go, iż bez ich zgody obmacywał je i całował. "Te podłe oskarżenia są całkowicie i absolutnie fałszywe. Te stwierdzenia są sfabrykowane. To są kompletne kłamstwa i oszczerstwa!" - powiedział. Dodał, że "Clintonowie o tym dobrze wiedzą".  

Reklama

"Mamy już obszerne dowody, by zakwestionować te kłamstwa, i będzie to ujawnione we właściwy sposób i we właściwym czasie" - oświadczył. Nie zdradził jednak, jakie konkretnie dowody ma na myśli.   

Dodał tylko po chwili, że przygotowuje pozew sądowy przeciw "New York Timesowi", który opublikował artykuł o pierwszych dwóch oskarżających go kobietach.   

Potem w kolejnych czasopismach ukazały się inne teksty przytaczające zarzuty następnych kobiet. "To nie przypadek, że te ataki na mnie następują w czasie, gdy Wikileaks ujawniło rewelacje o Hillary Clinton" - powiedział Trump. Przekonywał, że media, które zamieszczają kierowane pod jego adresem zarzuty, działają w zmowie ze sztabem kampanii Clinton.   

W dokumentach ujawnionych ostatnio przez demaskatorski portal Wikileaks znalazły się m.in. dowody na to, że ministerstwo sprawiedliwości, na którego polecenie FBI prowadziło śledztwo w sprawie maili Clinton - która jako sekretarz stanu niezgodnie z wewnętrznymi przepisami używała prywatnego serwera do służbowej korespondencji - kontaktowało się z przedstawicielami jej kampanii, informując o dochodzeniu.   

Swoje czwartkowe przemówienie Trump zaczął od tyrady przeciwko politycznym elitom w USA, których uosobieniem i rzecznikiem - jego zdaniem - jest jego demokratyczna rywalka w wyścigu do Białego Domu. "Waszyngtoński establishment istnieje tylko dla jednego celu, żeby się wzbogacać i wzmacniać swoją władzę. (...) Nasza kampania stanowi zagrożenie dla ich istnienia!" - powiedział.   

"W tych wyborach chodzi o to, żeby naród odzyskał kontrolę nad naszym rządem" - kontynuował, atakując "globalną strukturę władzy", która myśli tylko o sobie i wykorzystuje zwykłych ludzi. Przypomniał, że realne dochody pracowników w USA w ostatnich 20 latach spadły. "Machina Clintonów znajduje się w centrum tej struktury władzy!" - podkreślił. Dodał, że oboje - kandydatka Demokratów i jej mąż Bill, były prezydent - "są przestępcami".   

Zebrani na wiecu zwolennicy Trumpa skandowali: "Zamknąć ich!". "To jest walka o przetrwanie naszego kraju. Te wybory zadecydują, czy będziemy wolnym krajem. (...) Jedyną siłą, która może usunąć obecny skorumpowany reżim, jesteście wy" - apelował Trump.   

Floryda, gdzie przemawiał kandydat GOP, to jeden ze stanów "wahających się", które decydują zwykle o wyniku wyborów prezydenckich. W sondażach prowadzi tam Clinton.   

Po ostatnich skandalach z Trumpem ok. 25 procent republikańskich gubernatorów i członków Kongresu ogłosiło, że nie popiera go w wyborach. Swoje poparcie cofnęli też niektórzy dotychczasowi sponsorzy kampanii republikańskiego kandydata.   

Z Waszyngtonu Tomasz Zalewski (PAP)

   

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje