"LAT": Sfrustrowany Trump i chaos w Białym Domu

Reakcja Donalda Trumpa na dymisję swojego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Michaela Flynna to najbardziej wyraźny przykład niechęci prezydenta do publicznego przyjęcia na siebie odpowiedzialności za błędy Białego Domu - pisze w czwartek "Los Angeles Times".

Dziennikarz kalifornijskiej gazety podkreśla, że Trump w środę po raz pierwszy publicznie został zapytany o dymisję Flynna, który zrezygnował z urzędu w związku z zatajeniem przed wysokimi rangą przedstawicielami władz informacji o swoich kontaktach z rosyjskim dyplomatą. Prezydent wyraźnie pokazał "swoją frustrację", ale "nie wymierzoną we Flynna (...) czy jego postawę" - zauważa "LAT".

Dziennik przypomina, że Trump ocenił, iż Flynn to "wspaniały człowiek", który został "niesprawiedliwie potraktowany" oraz "zarzucił pracownikom służb wywiadowczych nielegalne upublicznienie informacji" o kontaktach byłego doradcy ds. bezpieczeństwa.

Reklama

"Zdaje się, że prawie miesiąc po objęciu rządów wracają instynkty Trumpa plasujące go w roli, w której - jak pokazał - czuje się bardziej komfortowo: kontratakować za niesprawiedliwe jego zdaniem traktowanie prezydenta czy osób z jego otoczenia. I właściwie zamiast oddalić kontrowersje, jego postawa tworzy jeszcze większy zamęt" - pisze "LAT".

Gazeta zauważa, że Trump unikał "przyjęcia na siebie odpowiedzialności" podczas środowej konferencji prasowej oraz dwóch innych, które miały miejsce w zeszłym tygodniu, "wybierając głównie pytania dziennikarzy z raczej konserwatywnych mediów, którzy starali się pomijać najbardziej rażące problemy".

Zdaniem dziennikarza "LAT" Biały Dom atakował media, zamiast uspokoić sytuację i wyjaśnić, czy Trump zwolnił Flynna tylko dlatego, iż nieuniknione stało się upublicznienie informacji, według których prezydent od tygodni wiedział o grudniowych rozmowach Flynna z rosyjskim ambasadorem w sprawie amerykańskich sankcji przeciwko Rosji.

Republikanie też krytykują

Dziennik podkreślił, że prezydenta publicznie skrytykował przywódca republikańskiej większości w Senacie Mitch McConnell, co zdaniem "LAT" jest rzadkością. McConnell ocenił w rozmowie z tygodnikiem "Weekly Standard", że poparcie Trumpa byłoby o 10-15 punktów procentowych wyższe, gdyby prezydent wygłaszał tylko oficjalne stanowiska. Każdy prezydent, co wynika z natury tego urzędu, jest "najbardziej krytykowaną osobą na świecie" - mówił McConnell i doradził Trumpowi, by nie odpowiadał na każdą wymierzoną pod jego adresem krytykę, aby uniknąć "ciągnących się całymi dniami historii". "Jego wypowiedzi wszystko komplikują" - dodał senator.

"LAT" pisze, że w czasie kampanii wyborczej Trump udowodnił, iż "nie ma dla niego nieistotnych słów krytyki, do których można się nie odnosić".

"Próby Trumpa, by ochronić samego siebie przed rosnącymi kontrowersjami, były tym bardziej zaskakujące, że lekceważył on starania Białego Domu, chcącego pokazać, iż prezydent ma pełną kontrolę nad sytuacją" - konstatuje gazeta.

"LAT" cytuje ponadto wieloletniego stratega Partii Republikańskiej Eda Rollinsa, według którego jest to problem typowy dla "początków wielu administracji, ale w przypadku Trumpa jest szczególnie wyraźny". "Oczywiście z czasem (administracja) jako zespół staje się bardziej skuteczna. To czwarty tydzień kadencji, która trwa 212 tygodni. Więc jest jeszcze dużo czasu" - powiedział Rollins.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje