"Mam nadzieję, że amerykańska demokracja przetrwa Trumpa" [Komentarz w "NYT"]

"'Biedny Meksyk... Tak daleko od Boga, a tak blisko Stanów Zjednoczonych'.Ten komentarz, przypisywany prezydentowi Porfirio Díaz, czasem odpowiadał rzeczywistości, ale nigdy bardziej niż teraz" - pisze na łamach "The News York Times" Enrique Krauze, Meksykanin, historyk i redaktor naczelny pisma literackiego "Letras Libres".

"Nigdy - mimo krzywd, jakich nie brakowało w 200-letniej historii, nas, Meksykanów, nigdy nie raziła bliskość Stanów Zjednoczonych, nie przejawialiśmy agresywnego nacjonalizmu. Wręcz przeciwnie, żyliśmy jak ludzie z ludźmi, nasze relacje były owocne, stabilne, wręcz serdeczne" - komentuje Enrique Krauze.

Reklama

Zdaniem publicysty sytuacja diametralnie zmieni się po objęciu prezydentury przez Donalda Trumpa.

"Po zwycięstwie Donalda Trumpa każdy Meksykanin będzie miał wystarczająco dużo powodów, by zawierzyć raczej Bogu (i Matce Bożej z Guadalupe) i przygotować się do nowej wojny - na pewno nie militarnej - ale handlowej, ekonomicznej, strategicznej i dyplomatycznej" - wylicza Krauze.

I rozwija: wojna handlowa może wiązać się ze związaniem umowy NAFTA i nałożeniem wysokich ceł na meksykański eksport i budową; ekonomiczna z odpowiedzią na to, że Trump chce wybudować "swój śmieszny mur" za podatki ściągnięte z pracujących w USA Meksykanów; etniczna z łatwą do przewidzenia wściekłością, którą wzbudzi wydalanie imigrantów i niejednokrotnie rozdzielanie rodzin; strategiczna z zakłóceniami przy granicy, jakie wywoła chociażby częściowa budowa zapowiadanego muru.

Krauze przypomina wypowiedzi Trumpa z kampanii wyborczej na temat Meksykanów. "Nie wysyłają do nas swoich najlepszych. Przywożą narkotyki, popełniają przestępstwa. Sa gwałcicielami. A niektórzy, zakładam, są dobrymi ludźmi" - mówił ówczesny kandydat Republikanów, dziś prezydent-elekt.

Dane statystyczne pokazują, że Trump to kłamca - czytamy. "Choć fala imigracji do USA w zasadzie się skończyła, był czas, że wysyłaliśmy do Stanów naszych najlepszych ekspertów, którzy przebywali tam legalnie razem z rodzinami" - zaznacza Krauze.

A narkotyki? Komentator przyznaje, że są problemem, ale trzeba pamiętać, że to Amerykanie są rynkiem zbytu, o czym Trump nie mówi.

"Mam nadzieję, że amerykańska demokracja przetrwa Donalda Trumpa" - kwituje.



Dowiedz się więcej na temat: Donald Trump

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje