Reakcja Kanady na zwycięstwo Donalda Trumpa

Kanadyjscy politycy i komentatorzy analizują skutki wygranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA. Sytuacja Kanady jest jedyna w swoim rodzaju - jedynym państwem, z którym kraj ten ma granicę lądową, są właśnie Stany Zjednoczone.

Gdyby amerykańskie wybory przeprowadzano w Kanadzie, to według sondaży z przewagą kilkudziesięciu punktów procentowych wygrałaby kandydatka Partii Demokratycznej Hillary Clinton.

Reklama

Donald Trump nie cieszy się w tym kraju popularnością. Stosunek Kanadyjczyków do Republikanina w pewnej mierze podsumowało pytanie, które w noc wyborczą zadał gościom w studiu Peter Mansbridge, szanowany dziennikarz od lat prowadzący główne wydania wiadomości w telewizji publicznej CBC: "Sądzicie, że on coś czyta?", na co jedna z komentatorek odpowiedziała: "Masz na myśli książki?". Kanadyjski internet komentuje zaś wygraną Trumpa hasztagiem #proudtobeCanadian (dumny z bycia Kanadyjczykiem).

W środę i czwartek pojawiały się kolejne analizy i komentarze do powyborczej sytuacji w USA, a czwartkowe oceny zaczęły uwzględniać wypowiedzi rosyjskiego wiceministra spraw zagranicznych Siergieja Riabkowa na temat kontaktów Rosji z otoczeniem amerykańskiego prezydenta elekta. W czwartek media zaczęły też relacjonować przypadki rasistowskich zachowań w USA.

Premier Kanady Justin Trudeau zadeklarował współpracę z przyszłą amerykańską administracją, komentatorzy podkreślają jednak, że będą to relacje zupełnie inne niż z obecnym prezydentem Barackiem Obamą.

Meksykanie wybiorą Kanadę?

Jedną z pierwszych konsekwencji wygranej Trumpa było zablokowanie się serwera kanadyjskiego ministerstwa ds. obywatelstwa i imigracji. Resort podał, że połowę osób zapoznających się w środku nocy z zasadami imigrowania do Kanady stanowili Amerykanie. Prawnicy wskazują przy tym, że obywatele USA bardzo często nie są świadomi, iż obowiązują ich takie same reguły co każdego innego imigranta.

Potencjalna imigracja Amerykanów to jednak wiadomość o charakterze anegdotycznym. Realnym problemem może stać się za to zwiększony napływ imigrantów z Meksyku. Od 1 grudnia br., po raz pierwszy od wprowadzenia 2009 r. restrykcji przez ówczesny rząd Stephena Harpera, Meksykanie będą mogli przyjeżdżać do Kanady w celach turystycznych bez wizy. Jak podał w czwartek portal CBC.ca, od kilku tygodni kanadyjskie ministerstwa prowadzą konsultacje w sprawie spodziewanej zwiększonej imigracji z Meksyku, a rozmowy w tej sprawie nasiliły się po wygranej Trumpa. Kanadyjskie władze spodziewają się, że wzrośnie liczba osób starających się o azyl w Kanadzie. Restrykcje wprowadzono w 2009 r. z powodu nadużyć po stronie meksykańskiej.

Konserwatywny dziennik "The National Post" wskazywał, że Kanada będzie musiała wzmocnić ochronę swoich granic i zapewnić, by przez granicę z Kanadą do USA nie przedostawali się terroryści. Naraziłoby to na szwank nie tylko stosunki dyplomatyczne, ale też gospodarcze między Kanadą a USA - wskazuje gazeta.

Autorzy większości analiz próbują nakreślić gospodarcze konsekwencje zmian w USA. Trump zapowiadał w kampanii, że będzie chciał m.in. zrewidować zapisy NAFTA (północnoamerykańskiej umowy o wolnym handlu). Komentatorzy wskazywali, że choć Trump zastrzeżenia miał głównie do relacji handlowych z Meksykiem, to Kanada jest przecież także częścią tego porozumienia. W czwartek z Ottawy padły deklaracje o gotowości do renegocjacji umowy, wskazywano jednak, że każde pogorszenie swobody wymiany gospodarczej z USA byłoby problematyczne dla Kanady, dla której USA są w tej dziedzinie głównym partnerem. W tym kontekście tym ważniejsze z pespektywy kanadyjskiego rządu wydaje się doprowadzenie do ratyfikacji umowy o wolnym handlu Kanada-Unia Europejska (CETA).

Jeden plus prezydentury Trumpa

Kanadyjscy komentatorzy zauważają na razie jeden plus przyszłej prezydentury Trumpa - pozytywnie odnosi się on do budowy nowych rurociągów naftowych z Kanady, co może pomóc takim przedsięwzięciom jak wstrzymany Keystone XL. Na razie brakuje pogłębionych analiz skutków protestów takich jak te organizowane w Dakocie Północnej przeciw budowie rurociągu w pobliżu indiańskiego rezerwatu. Kanadyjscy Indianie nie zachowują się biernie i domagają się respektowania ich praw.

Przy tym rząd Kanady prezentuje zupełnie inne podejście do ochrony środowiska niż Trump, który nie wierzy w zmiany klimatu. Zaledwie kilka dni temu rząd Trudeau ogłosił wart 1,5 mld dolarów kanadyjskich plan ochrony oceanów, który ma m.in. czerpać z doświadczenia plemion pierwotnych mieszkańców.

Głębokie różnice między Kanadą a prezydentem elektem USA sprawiają, że kanadyjskie media ze zdziwieniem przyjęły wypowiedź znanej konserwatywnej deputowanej Kellie Leitch, która ubiega się o przywództwo Konserwatywnej Partii Kanady. Jak podał dziennik "The Globe and Mail", Leitch chwaliła Amerykanów za odrzucenie "elit". Kanada ma własny establishment ze wschodnich i centralnych prowincji, które konserwatyści lubią przeciwstawiać eksploatującemu surowce zachodowi kraju, jednak wypowiedzi otwarcie wymierzone w krajowe elity praktycznie się dotąd nie zdarzały.

Z Toronto Anna Lach

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje