Rosyjscy politycy: "Trump będzie potrzebował Rosji, a nie Europy Wschodniej"

W przemówieniu inauguracyjnym Donald Trump mówił o walce z terroryzmem jako o swym głównym priorytecie, a do tej walki będzie potrzebował Rosji, nie krajów Europy Wschodniej - podkreślili rosyjscy deputowani w komentarzach do wystąpienia prezydenta USA.

"Trump zadeklarował, że głównym priorytetem jest zniszczenie Państwa Islamskiego (IS). Do wykonania tego zadania nie są mu potrzebne Warszawa, Kijów czy Wilno, a niezbędna jest mu Rosja" - napisał na Twitterze Aleksiej Puszkow, deputowany wyższej izby parlamentu Rosji - Rady Federacji.

Zdaniem Konstantina Kosaczowa, który w Radzie Federacji kieruje komisją spraw zagranicznych, słowa Trumpa na temat polityki zagranicznej sprawią, że "wzdrygnie się wielu polityków w Europie, szczególnie w Europie Wschodniej". Trump mówił bowiem "nie o bronieniu (przez USA) granic innych państw, a swoich własnych" - zauważył Kosaczow.

Reklama

Przypomniał, że Barack Obama w 2013 roku zapewniał, iż "Ameryka stanie się gwarantem silnych sojuszy w różnych regionach świata"; w przemówieniu Trumpa "nie było o tym ani słowa" - podkreślił szef parlamentarnej komisji.

Szef komisji spraw zagranicznych Dumy Państwowej (niższej izby parlamentu Rosji) Leonid Słucki podkreślił, że Trump opowiedział się za szacunkiem dla partnerów USA przy jednoczesnym uwzględnianiu amerykańskich interesów i "bez ingerencji w sprawy drugich państw". "Wyjątek Trump uczynił tylko dla terroryzmu międzynarodowego, który wyróżnił wśród głównych zagrożeń" - wskazał Słucki.

Jego zdaniem wystąpienie Trumpa było "przemówieniem pragmatyka", Trump "na razie spełnia oczekiwania" pod tym względem - uznał rosyjski deputowany.

Franc Klincewicz, który jest wiceprzewodniczącym komisji spraw obrony w Radzie Federacji, komentując przemówienie Trumpa uznał, iż w odróżnieniu od Obamy "uciął on wszelkie spekulacje" uznając tylko terroryzm za zagrożenie dla społeczności międzynarodowej. Teraz Rosja powinna spodziewać się wspólnych z USA - choć niełatwych - negocjacji - uznał Klincewicz.

"Jedyne, na co możemy i powinniśmy liczyć wraz z dojściem Trumpa do władzy, to bardzo niełatwe, ale merytoryczne rozmowy z USA, którymi oni (USA-PAP) są zainteresowani nie mniej, niż nasz kraj" - ocenił Klincewicz.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje