"Trump da bogaczom i korporacjom miliardy dolarów"

Miażdżącej krytyce poddała Hillary Clinton propozycje programowe przedstawione przez jej republikańskiego rywala do Białego Domu Donalda Trumpa. Na spotkaniu z wyborcami w Scranton w Pensylwanii w ataku na Trumpa przyłączył się do niej wiceprezydent Joe Biden.

Plan obniżki podatków od wielkich korporacji proponowanych przez Trumpa - argumentowała kandydatka Demokratów - wzbogaci tylko najzamożniejszych Amerykanów. "To nawet gorszy plan, niż myślałam. Donald Trump da bogaczom i korporacjom miliardy dolarów w cięciach podatkowych" - powiedziała Clinton.

Reklama

Ponownie wezwała Trumpa do ujawnienia zeznań podatkowych, czego republikański kandydat odmawia. Hillary ujawniła swoje w ub. tygodniu. Skrytykowała swego rywala za obietnice likwidacji podatku od spadków, twierdząc, że chodzi mu o finansowe korzyści dla własnej rodziny. "Członkowie jego rodziny zaoszczędzą w ten sposób 4 miliardy dolarów" - powiedziała.

Tydzień temu w Detroit Trump zapowiedział także, że jako prezydent zapewni możliwość odpisania od podatków wszystkich wydatków na opiekę nad dziećmi. Clinton zarzuciła mu, że łudzi w ten sposób wyborców obietnicami, których nie zamierza dotrzymać. "Jego hotele i kasyna zapewniają opiekę nad dziećmi, ale gości, nie pracowników" - powiedziała.

Sama obiecała "gospodarkę, która działa dla wszystkich, a nie tylko dla tych, co na szczycie".

Zapowiedziała karanie korporacji, które przenoszą swoje zakłady pracy za granicę, podwyżkę podatków od wielkich korporacji, darmowe studia na wyższych uczelniach publicznych i "niższe koszty opieki nad dziećmi".

Wiceprezydent Joe Biden, który wystąpił z Hillary na wspólnym wiecu w Scranton, pochodzi z robotniczej rodziny długie lata mieszkającej w Scranton. Hillary wspomniała, że także jej ojciec pochodzi z tego miasta, swego czasu silnego ośrodka tradycyjnego przemysłu, który ucierpiał wskutek globalizacji.

Biden, popularny wśród "niebieskich kołnierzyków" (pracowników fizycznych), wychwalał Clinton jako obrończynię ludzi pracy. Podkreślił też, że w historii Ameryki "nie było kandydata głównej partii równie nieprzygotowanego" do roli prezydenta, jak Donald Trump. "Ten człowiek totalnie nie nadaje się na prezydenta USA. On nie ma najmniejszego pojęcia, co to jest być przywódcą naszego kraju" - powiedział. "Nie można mu ufać!" - dodał.

Przypomniał, że Trump podziwia rosyjskiego prezydenta Władimira Putina, podważa sens dalszego istnienia NATO i usprawiedliwia agresję Rosji na Ukrainie. "Wstyd tego faceta nie zna granic!" - oświadczył.

Zwrócił uwagę, że jeden z przywódców uznawanego za terrorystyczną organizację Hezbollahu zacytował wypowiedź Trumpa, w której oskarżył on prezydenta Obamę i Hillary Clinton, że "są współzałożycielami Państwa Islamskiego". Zdaniem wiceprezydenta, zwiększa to zagrożenie dla amerykańskich żołnierzy w Iraku.

"Trump już sprawia, że nasz kraj staje się mniej bezpieczny" - powiedział.

Z Waszyngtonu Tomasz Zalewski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy