Trump nie rezygnuje z taktyki spalonej ziemi mimo spadku poparcia

W pierwszym wywiadzie udzielonym po niedzielnej debacie z Clinton Donald Trump nadal trzymał się taktyki spalonej ziemi, bagatelizując skutki ujawnienia taśm z jego wulgarnymi wypowiedziami o kobietach i fakt, że coraz więcej polityków GOP odmawia mu poparcia.

Trump wystąpił w popularnym programie konserwatywnej telewizji Fox News "O'Reilly Factor" we wtorek wieczorem (czasu USA) - w dwa dni po debacie w St. Louis, w czasie której nie wykazał najmniejszej skruchy za powszechnie potępiane wypowiedzi i brutalnie atakował Clinton zarzucając jej m.in., że oczerniała kochanki jej męża, Billa Clintona. Były prezydent był obecny podczas debaty na widowni wraz z córką Clintonów - Chelsea.

Reklama

Zapytany w Fox News, jak po takich wypowiedziach i zachowaniu w czasie debaty zamierza zjednać sobie kobiety, żeby na niego głosowały, Trump odpowiedział, że ma taki plan. "Kobiety chcą przede wszystkim szczelnych granic kraju oraz prawa i porządku na ulicach" - zaznaczył.

W wywiadzie dla prawicowej telewizji Trump potwierdził, że w swej kampanii nie zmieni konfrontacyjnej taktyki i wyzywającej postawy. Wcześniej wysłał szereg tweetów, w których dawał do zrozumienia, że nie ma zamiaru podporządkować się republikańskiemu establishmentowi. W jednym z nich nazwał "słabym i nieskutecznym przywódcą" republikańskiego przewodniczącego Izby Reprezentantów, Paula Ryana, który odmówił mu poparcia po ujawnieniu taśm.

W rozmowie w Fox News Trump ponownie zaatakował też personalnie swoją demokratyczną oponentkę. Oskarżył przy tym media o stronniczość, twierdząc, że faworyzują Clinton.

Na spotkaniu w wyborcami w Panama City na Florydzie wieczorem Trump wygłosił kolejną tyradę przeciwko Clinton. Ponownie obiecywał też "przywrócić wielkość Ameryce" i powrót do USA miejsc pracy utraconych w wyniku przenoszenia do Chin i Meksyku.

"Pamiętajcie, Ameryka przede wszystkim! Uczynimy Amerykę znowu silną, bezpieczną i wielką!" - powiedział pod koniec. Przemówienie nie zawierało żadnych nowych wątków, ani propozycji.

Według najnowszego sondażu Reuters/Ipsos, gdyby wybory odbyły się dziś, Clinton wygrałaby z Trumpem różnicą 8 punktów procentowych. Od kilku dni Trump traci stopniowo poparcie bardziej umiarkowanych wyborców.

Komentatorzy podkreślają, że taktyka spalonej ziemi stosowana ostatnio przez kandydata GOP sprawdziła się w prawyborach, ale nie jest skuteczna obecnie, gdy powinno mu zależeć na rozszerzeniu kręgu swoich zwolenników.

Z Waszyngtonu Tomasz Zalewski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje