Witold Waszczykowski: Przyjąłem wybór Trumpa ze spokojem, a nawet z pewną nadzieją

Wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA przyjąłem ze spokojem, a nawet z pewną nadzieją; może on doprowadzić do pewnych istotnych korekt w polityce amerykańskiej, pewnej większej determinacji, jednoznaczności, której ostatnio zaczynało brakować - mówi szef MSZ Witold Waszczykowski.

"Gratulujemy prezydentowi elektowi. Dołączę się do życzeń, które rano wysłał prezydent Andrzej Duda" - powiedział w środę szef polskiej dyplomacji w "Dziś wieczorem" w TVP Info.

"Przyjąłem ten wybór ze spokojem, a dzisiaj po pierwszym jego wystąpieniu nawet przyjąłem ten wybór z pewną nadzieją, że może on doprowadzić do pewnych istotnych korekt w polityce amerykańskiej, pewnej większej determinacji, jednoznaczności, której ostatnio zaczynało brakować dyplomacji amerykańskiej" - podkreślił Waszczykowski.

Reklama

Pytany, czy zna i ma telefon do Donalda Trumpa lub do kogoś z jego otoczenie, minister odparł: "Tak, mamy".

Kto pokazał "brak profesjonalizmu"?

Waszczykowski pytany o reakcję niektórych polityków europejskich, którzy byli zaskoczeni wyborem Trumpa, ocenił, że pokazali oni "brak profesjonalizmu". "Mamy do czynienia z demokratycznymi społeczeństwami, więc tak jak przyjęliśmy ze zrozumieniem wybór Brytyjczyków, którzy w czerwcu zagłosowali za Brexitem, tak i dzisiaj my szanujemy i powinniśmy szanować wybór Amerykanów i nie powinniśmy tutaj poddawać się emocjom" - zaznaczył. 

"To, że wielu polityków europejskich było zaskoczonych, a wręcz nawet zniesmaczonych i odradzało wybór Trumpa, to tylko świadczy, jak daleko są oderwani od pewnych trendów, które są zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych, od tego, w jaki sposób społeczeństwa oceniają część klasy politycznej" - mówił Waszczykowski.

Jak zaznaczył, "być może powinno to być ostrzeżenie również dla wielu polityków w Europie Zachodniej, iż należy dokonać również poważnej korekty polityki europejskiej".

Zdaniem szefa polskiej dyplomacji wybór Trumpa świadczy o tym, że "znaczna grupa Amerykanów chciała powrotu do pewnej tradycji, do wartości, że jednak ta droga takiego permisywizmu (...) dla znacznej części społeczeństwa amerykańskiego jest nie do przyjęcia".

Kampania jedno, prezydentura drugie

Waszczykowski podkreślił, że w sytuacji globalizacji, w sytuacji gdzie przeciętny Amerykanin i Europejczyk ma coraz większy wybór i stoi przed wieloma decyzjami dotyczącymi swojego życia, poszukuje "przywódców, którzy by mu pomogli".

Na pytanie czy Trump jest przewidywalnym politykiem, Waszczykowski odpowiedział: "Kampania wyborcza zamyka pewien okres, pewien czas kiedy przedstawia się program, przedstawia się obietnice, gdzie stara się udowodnić, że ma się recepty na życie, na rozwój kraju, gdzie też stosuje się różne triki, sztuczki retoryczne".

"Teraz będziemy konfrontować tę kampanię wyborczą z najbliższym okresem, kiedy Donald Trump będzie po pierwsze musiał pokazywać ludzi, którzy będą mu doradzać, i pracować w niedalekiej przyszłości na ważnych stanowiskach" - dodał minister.

Szef MSZ pytany z czego wynika strach przed Trumpem ocenił, że "znaczna część mediów i klasy politycznej przyzwyczaiła się, uznała, że ta sytuacja, która miała miejsce od lat w Stanach Zjednoczonych (...) jest nadana raz na zawsze". "Nawet w czasach pokoju i spokoju trzeba przewidywać, że kiedyś trendy mogą się odwrócić, że gdzieś w okolicach wykształci się rywal polityczny, czy geopolityczny, który będzie próbował zmienić tę sytuację" - wskazał Waszczykowski.

Według niego klasa polityczna, która jest przeciwko Trumpowi, uległa złudzeniu, że "wystarczy być". "Nie dostrzegli, że znaczna część społeczeństwa amerykańskiego nie żyje coraz lepiej, że nie poprawia się ich sytuacja" - ocenił szef MSZ.

Waszczykowski zwrócił również uwagę, że w kampanii Trump dostrzegł stronę polską i Polaków. Przypomniał, że kilkakrotnie spotkał się on z Polonią amerykańską. "Myśmy monitorowali przebieg tych spotkań, mieliśmy rozpoznaną grupę Polaków, która pracowała dla sztabu. Również mogę powiedzieć niektórzy nasi politycy z kraju kontaktowali się, uczestniczyli w konwencjach wyborczych Donalda Trumpa, wykorzystując np. fakt, że byli obserwatorami z ramienia europarlamentu" - powiedział minister SZ.

Donald Trump, kandydat Republikanów bez politycznego doświadczenia, wygrał we wtorek wybory i zostanie 45. prezydentem USA. W swym pierwszym wystąpieniu obiecał, że będzie utrzymywał "doskonałe stosunki z wszystkimi krajami" oraz że będzie prezydentem wszystkich Amerykanów.

Trump pokonał kandydatkę Demokratów, byłą Pierwszą Damę i sekretarz stanu Hillary Clinton, którą większość przedwyborczych sondaży typowało na zwycięzcę; jeszcze w nocy Clinton pogratulowała mu zwycięstwa.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje