Wybory w USA pod szczególnym nadzorem

Miliony amerykańskich obywateli wybiorą dziś następnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Głosowanie będzie przebiegać pod szczególnym nadzorem organizacji społecznych, a nawet… grup paramilitarnych – pisze "The New York Times".

"To najbardziej przerażający okres wyborczy jaki pamiętam w całym swoim dorosłym życiu" - uważa Richard L. Hasen, profesor prawa z Uniwersytetu Kalifornijskiego.

Reklama

Dżihadyści grożą rzezią Amerykanów

Skąd ta opinia? Bo sytuacja towarzysząca wyborom w Stanach Zjednoczonych dawno nie była tak napięta. Amerykanie obawiają się prób wpływu obcych sił na wynik głosowania i zagrożenia atakami terrorystycznymi ze strony dżihadystów - samozwańcze Państwo Islamskie wezwało swoich zwolenników do rzezi obywateli USA.

Niepokój budzi też sytuacja w kraju.

Przez wiele miesięcy Donald Trump powtarzał swoim wyborcom, że wyniki głosowania mogą zostać sfałszowane, podsycając w nich niepokój i niechęć do władz. Chociaż kandydat republikanów nie przedstawił żadnych dowodów, a eksperci do minimum ograniczyli taką możliwość, jego słowa znalazły uznanie u licznej grupy odbiorców.

Odpowiedź na apele Donalda Trumpa

W odpowiedzi na liczne apele Donalda Trumpa, grupy jego zwolenników - w tym prawicowe grupy paramilitarne - zamierzają incognito monitorować sytuację w lokalach wyborczych, aby wytropić ewentualne przypadki próby sfałszowania wyborów.

W tym samym czasie ponad 10 tysięcy wolontariuszy zamierza patrzeć im na ręce, chcąc w ten sposób zapobiec próbom zastraszania lub wpływania na głosowanie przedstawicieli wszelkich mniejszości, którzy - jak wiadomo - w przeważającej większości chcą zagłosować na Hillary Clinton.

Wyborcy, którzy oddali głos wcześniej, zaznaczają, że spotkali się z przypadkami zastraszania. Chociaż tego typu zdarzeń odnotowano dotąd niewiele, i tak jest ich o wiele więcej niż na podobnym etapie głosowania niż w poprzednich kilku wyborach prezydenckich.

"Żadnych aktów przemocy. Zostawcie broń"

Atmosferę dodatkowo podgrzał jakiś czas temu Donald Trump, kiedy nie odpowiedział na pytanie, czy zamierza uznać wynik wyborów w razie zwycięstwa Hillary Clinton. Otwarta pozostaje kwestia, jak na ewentualną porażkę swojego kandydata zareagują wyborcy republikanina.

"Wciąż wierzymy w skuteczność procesu politycznego"  - podkreśla Tim Selaty Sr. z organizacji "Obywatele dla Trumpa", nadzorującej wyniki wyborów w Filadelfii, Cleveland i kilku innych amerykańskich miastach. I uspokaja: "Powtarzamy naszym ludziom: żadnych aktów przemocy. Zostawcie broń w domu".

Więcej w "The New York Times"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje