Wyniki wyborów w USA. Donald Trump będzie 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych

Ameryka wybrała. 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych zostaje Donald Trump, pokonując w wyścigu o fotel prezydencki faworytkę wielu sondaży, Hillary Clinton. W pierwszym przemówieniu po ogłoszeniu wstępnych wyników Trump zapowiedział, że będzie "prezydentem wszystkich Amerykanów" i wezwał naród "do zjednoczenia". Co wybór Donalda Trumpa na prezydenta oznacza dla Polski i Europy? Czego możemy się spodziewać? Czy Republikanin w swoich decyzjach będzie kierował się obietnicami wyborczymi?

Justyna Mastalerz, Interia.pl: Co zdecydowało o tym, że tak wiele osób jednak zagłosowało na Donalda Trumpa?

Dr Bohdan Dzieciuchowicz, specjalista ds. kreowania wizerunku polityków: - Mamy tutaj do czynienia z sytuacją podobną do polskiej. Zarówno sondażownie, jak i establishment amerykański nie doszacowały niezadowolenia Amerykanów z sytuacji materialnej. Chodzi m.in. o robotników, którzy montowali samochody w Michigan. Dawniej zarabiali dużo i stać ich było na bardzo wiele, dzisiaj są albo bez pracy, albo ich status materialny znacznie się pogorszył. Chociaż wskaźniki amerykańskiego rozwoju gospodarczego były w ostatnich latach dobre, poprawiające się, to nie uwzględniały sytuacji poszczególnych osób, zwłaszcza białych i robotników.

Które z haseł w kampanii wyborczej Republikanina najbardziej zaangażowały Amerykanów i przeważyły w wyborach?

Reklama

- Skończyły się czasy poprawności politycznej. Trump trafił w mentalność wielu Amerykanów, którzy w swoich prywatnych rozmowach w taki sam sposób mówią o kobietach i traktują kobiety dokładnie tak, jak czynił to Trump. On powiedział to głośno, więc uznali go za "swojego chłopa".

Stwierdzili, że Trump nie boi się mówić tego, co myśli?

- Tak. W związku z tym wybaczyli mu nawet jego fortunę, jego majętność. A niechęć do bogatych, niechęć do elit, do dziennikarzy, do polityków, do intelektualistów jest tak wielka, że nie ma co liczyć na otrzeźwienie w amerykańskim społeczeństwie. I tu znowu mamy podobieństwo do Polski.

Donald Trump będzie 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych. Kończy się czas obietnic, a nadejdzie moment podejmowania decyzji. Czego możemy się spodziewać?

- To zależy od tego, czy Trump będzie realizował swoją politykę wyborczą i obietnice w praktyce. Nie sądzę, by całkowicie wycofał się z tego, co mówił w kampanii, bo tego wyborcy by mu nie wybaczyli i tym samym przekreśliłby swoje szanse na reelekcję za cztery lata. Część tej retoryki będzie wcielał w życie. Nie wiadomo tylko, z czego zrezygnuje.

Czy jako Polacy, a szerzej - Europejczycy - mamy się o co martwić?

- Z punktu widzenia polityki zagranicznej, bo to jest chyba dla nas najbardziej interesujące, mam tutaj największe obawy. Zwyczajnie, po ludzku, martwię się stosunkiem Trumpa do Europy, jako mniej ważnego niż do tej pory kontynentu z punktu widzenia amerykańskiego. Chodzi przede wszystkim o kwestię bardzo miękkiego stosunku do Rosji i niepewność związaną z lokowaniem wojsk amerykańskich w Polsce. Może przecież wycofać się ze zobowiązań, które poczyniła administracja Obamy.

Czeka nas zmiana sytuacji geopolitycznej?

- Na pewno będzie ona trudniejsza. I nie tyle martwię się o inwazję na Polskę ze strony Rosji, bo to wykluczam, natomiast nie wiadomo, jak będzie wyglądała reakcja Ameryki na ewentualną aneksję większej części terytorium Ukrainy przez Rosję. Wtedy pojawia się np. problem uchodźców z Ukrainy. Skoro my nie chcieliśmy przyjąć migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, to Zachód może teraz powiedzieć, "radźcie sobie z tym problemem sami, skoro nie byliście solidarni". Jeśli Trump będzie realizował linię przyjętą w czasie kampanii wyborczej, to z całą pewnością pogorszy to sytuację geopolityczną Polski. Martwię się, że jeżeli chodzi o stosunek do Rosji i znaczenia Europy w polityce zagranicznej, to Trump będzie jednak tę linię podtrzymywał.

Dlaczego Hillary Clinton, pomimo przewagi w wielu sondażach, przegrała walkę o fotel prezydencki?

- Hillary Clinton miała swoje za uszami i to z całą pewnością jej nie pomogło. Trumpowi uszło na sucho to, że nie pokazał swoich zeznań podatkowych. To Amerykanów nie obchodziło, bardziej interesowali się e-mailami. A przecież z punktu widzenia prawa czy moralności znacznie większym wykroczeniem jest nieopublikowanie niejasności związanych z majątkiem, niż wysyłanie maili - z prywatnej skrzynki. Trump z pewnością wróci do fundacji Clintonów. To sprawa, którą mniej zajmował się w kampanii, ale na pewno zostaną uruchomione bardziej wnikliwe procedury niż do tej pory.

Dziękuję za rozmowę.

***

Czytaj również:

Republikanin Donald Trump [SYLWETKA]

Co obiecał wyborcom Donald Trump? [PROGRAM WYBORCZY]

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje