​Donald Trump wyciąga rękę do wyborców Berniego Sandersa

Nieoficjalny jeszcze kandydat republikanów na prezydenta Donald Trump chce przechwycić jak najwięcej wyborców Berniego Sandersa.

Rywalizujący z Hillary Clinton Bernie Sanders przyciąga na swoje wiece dziesiątki tysięcy młodych ludzi. W dotychczasowych prawyborach wyborcy poniżej 30. roku życia, a także ci, którzy określają siebie jako niezależni (ani demokraci, ani republikanie), masowo popierali 74-letniego senatora - nierzadko stosunkiem 9:1.

Reklama

Ruch społeczny, jaki utworzył się wokół Berniego Sandersa, to łakomy kąsek dla Donalda Trumpa. Tym bardziej, że młodzi zwolennicy Sandersa nie chcą głosować na Hillary Clinton, jeśli zdobędzie ona prezydencką nominację demokratów - a na co się w tej chwili zanosi.

W mediach społecznościowych, wśród wyborców Sandersa furorę robi hashtag #BernieOrBust. Albo Bernie albo nikt - deklarują zwolennicy i odmawiają poparcia Clinton, którą utożsamiają ze wszystkim, co w polityce najgorsze.

"Prędzej pozwolę, by spłonął mój dom niż zagłosuję na Clinton" - mówi jeden z wyborców magazynowi "Time".

Donald Trump, który zapewnił już sobie liczbę delegatów gwarantującą prezydencką nominację, widzi, co się dzieje i wyciąga rękę do zwolenników Berniego Sandersa.

Tak samo jak Sanders krytykuje umowy o wolnym handlu i korumpowanie polityków przez najbogatszych i tak samo jak Sanders określany jest jako kandydat antysystemowy, antyestablishmentowy.

74-letni senator przekonuje, że nie ma z Trumpem nic wspólnego, wszak swoją kampanię oparł m.in. na krytyce garstki najbardziej uprzywilejowanych i najbogatszych - a więc takich jak Donald Trump - którzy przy pomocy wpływów i pieniędzy modelują system i przepisy tak, by służyły wyłącznie im.

Trump jednak wyraźnie obrał strategię na przypodobanie się wyborcom Sandersa. W programie Jimmy'ego Kimmela mówił o nim wyłącznie pozytywnie i przekonywał, że został fatalnie potraktowany przez Partię Demokratyczną. Na Twitterze namawiał go, by wystartował jako kandydat niezależny.

W tym punkcie Trump i Sanders znów się zgadzają. Establishment demokratów odciął sztab senatora z Vermont od bazy wyborców, dając jednocześnie pełny do niej dostęp sztabowi Clinton. Debaty Clinton-Sanders organizowano tak, by było ich jak najmniej i by miały jak najniższą oglądalność. Wreszcie tzw. superdelegaci już na starcie oznajmili, że popierają byłą sekretarz stanu.

Donald Trump uważa, że też był szykanowany przez Partię Republikańską, jednak "wygrywał tak wysoko, że przestało mieć to jakiekolwiek znaczenie".

Zapytany o to, czy spotkał się z Sandersem, odparł, że nie miał jeszcze "tego niewątpliwego zaszczytu".

Oczywiście miliarder wcale nie zapałał namiętnym uczuciem do senatora Sandersa. Zdradził się zresztą kiedyś na Twitterze: "Nie chcę uderzać w Szalonego Berniego Sandersa zbyt mocno, bo uwielbiam patrzeć na to, co robi z Oszustką Hillary".

Miliarder liczy więc, że Sanders jak najbardziej osłabi Clinton przed zakończeniem prawyborów, a później chce przechwycić część jego zwolenników.

Czy strategia Trumpa zaprowadzi go do Białego Domu? Z sondażu NBC wynika, że 66 proc. wyborców Sandersa mimo wszystko zagłosuje na Clinton przeciwko Trumpowi, a 17 proc. z nich wybierze Trumpa, by nie wygrała Clinton. 17 proc. może w ogóle nie pójść do wyborów.

"Będę miał niesamowite wyniki wśród zwolenników Berniego Sandersa. Możemy przeciągnąć nawet 40 proc. z nich" - powiedział Donald Trump na wiecu w Nowym Meksyku.

Czytaj więcej na temat amerykańskich wyborów

Dowiedz się więcej na temat: Donald Trump | Hillary Clinton Bernie Sanders

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje