​Pozory mylą. Ameryka wcale nie taka republikańska

Partia Republikańska nie była tak silna od 80 lat. Kontroluje Senat, Izbę Reprezentantów, dwie trzecie legislatur stanowych, ma więcej gubernatorów i burmistrzów, wreszcie - będzie miała swojego prezydenta. Eksperci wyjaśniają, że Amerykanie są po prostu bardziej republikańscy niż demokratyczni. Nie do końca tak jest.

Republikanie triumfują. W wyborach, które odbyły się 8 listopada, zmiażdżyli Partię Demokratyczną. A pamiętajmy, że 8 listopada wybierano nie tylko prezydenta, ale także całą Izbę Reprezentantów oraz część senatorów. Demokraci liczyli, że wygrają prezydenturę i będą mieli większość w Senacie, ale zostali z niczym. Partia nie była w takim kryzysie od dawna.

Reklama

W CNN, nie bez nuty rozczarowania, tłumaczono: "Musimy sobie uświadomić, że Stany Zjednoczone są krajem republikańskim i konserwatywnym, a nie liberalnym, jak chciałyby postępowe elity".

Tyle że stosunek Amerykanów do poszczególnych spraw, wokół których toczy się debata publiczna, nie idzie w parze z poglądami polityków Partii Republikańskiej i prezydenta-elekta.

61 proc. Amerykanów popiera małżeństwa homoseksualne, a 37 proc. nie. Republikanie sprzeciwiają się takim małżeństwom.

64 proc. Amerykanów jest zaniepokojonych globalnym ociepleniem, a 36 proc. nie. Republikanie torpedują wszelkie próby walki z globalnym ociepleniem.

60 proc. obywateli USA popiera legalizację marihuany. Republikanie są przeciwko.

47 proc. Amerykanów deklaruje swoje poglądy ws. aborcji jako pro-choice (za wyborem), a 46 proc. jako pro-life (za życiem). Ale tylko 19 proc. ankietowanych chce całkowitego zakazu aborcji. Republikanie są za jak najdalej idącymi ograniczeniami.

55 proc. Amerykanów chce zaostrzenia przepisów dot. dostępu do broni, a tylko 11 proc. ich złagodzenia. Republikanie, powołując się na konstytucję, chcą, by dostęp do broni był nieograniczony.

Ponadto Amerykanie popierają takie postulaty jak: podniesienie płacy minimalnej, płatny urlop, gwarancja opieki zdrowotnej dla każdego, a więc postulaty, którym republikanie się sprzeciwiają.

Dodajmy też, że zmienia się stosunek Amerykanów do kapitalizmu, a więc republikańskiej religii. 60 proc. Amerykanów ocenia kapitalizm pozytywnie, natomiast w grupie wiekowej 18-29 ten odsetek wynosi tylko 41 proc.

W badaniach powyborczych widać było wyraźnie, że na Donalda Trumpa głosowano, często nie zgadzając się z nim np. w sprawie budowy muru na granicy z Meksykiem czy deportacji nielegalnych imigrantów.

Wygląda na to, że Amerykanie trochę jak kot Schrödingera - są i nie są republikańscy jednocześnie.

Jak to się zatem dzieje, że w czasie gdy większość Amerykanów ma poglądy bliższe Partii Demokratycznej republikanie mają pełnię władzy?

Czynników jest wiele - Kolegium Elektorów, zupełnie odrębny świat środkowych stanów, utrudnienia w głosowaniu uderzające w Afroamerykanów, demobilizacja elektoratu... - ale warto podkreślić jeden z nich: Partia Demokratyczna jest fatalna.

Demokraci są dla wyborców niewiarygodni. Oderwali się całkowicie od klasy niższej i średniej, i związali z liberalnymi elitami ze wschodniego i zachodniego wybrzeża. 

Najważniejszymi wyborcami dla demokratów są hojni sponsorzy. Inni się nie liczą, bo nie dysponują milionami, którymi można finansować kampanie wyborcze. To dlatego Hillary Clinton wolała organizować wystawne kolacje dla swoich donatorów niż spotykać się z wyborcami na wiecach.

Partia Demokratyczna wielokrotnie wysługiwała się w Kongresie wielkiemu biznesowi, natomiast zasługi demokratów choćby w dziedzinie prawa pracy są w ostatnich dekadach żadne. Tzw. klasa pracująca to dziś zwolennicy republikanów. Demokraci stracili tych wyborców.

Za wyborem Hillary Clinton w ostatnich dniach kampanii prezydenckiej agitowali m.in. Beyonce, Jay Z, Lady Gaga, Katy Perry. Prawdziwa partia gwiazd. Tęgie głowy demokratów do dziś nie rozumieją, jak to się stało, że autorytet Lady Gagi nie obezwładnił samotnej matki bez prawa do płatnego urlopu macierzyńskiego.

Profesor Robert Reich (były sekretarz pracy w administracji Billa Clintona), reżyser Michael Moore oraz konkurent Hillary Clinton w prawyborach Bernie Sanders mówią: dość. Albo Partia Demokratyczna przesunie się na lewo zamiast ciągle lawirować i "zejdzie do ludu" zamiast pić szampana z Lady Gagą, albo zakładamy trzecią partię - tę groźbę wprost sformułował prof. Reich.

Warto zauważyć, że to właśnie oddanie partii skrajnemu, a zarazem najbardziej wyrazistemu skrzydłu i przesunięcie jej jeszcze bardziej na prawo w konsekwencji przyniosło dzisiejsze sukcesy republikanów.

-----

Wszystkie dane za Instytutem Gallupa.

Dowiedz się więcej na temat: Partia Demokratyczna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy