Trupy w szafie Hillary Clinton

Gdy w sondażu Gallupa zapytano Amerykanów o pierwsze skojarzenie z Hillary Clinton, najwięcej ankietowanych odpowiedziało: "nieuczciwa/kłamca/niegodna zaufania". Drugą najpopularniejszą reakcją była "nie lubię jej", a w pierwszej piątce znalazła się także odpowiedź "oszustka/złodziejka". Hillary Clinton w trakcie swojej politycznej kariery zrobiła wiele, by zapracować na te opinie.

Inne badanie: w sondażu NBC i "Wall Street Journal" pozytywną opinię na temat Hillary Clinton wyraziło 32 proc. Amerykanów, a negatywną 56 proc.

Reklama

Choć 74-letni senator Bernie Sanders, najlepiej oceniany polityk w tego typu badaniach, walczy w prawyborach dzielnie, to Clinton z każdym tygodniem jest coraz bliżej uzyskania nominacji Partii Demokratycznej w tegorocznych wyborach prezydenckich.

Dlaczego Amerykanie nie lubią Hillary Clinton?

Może dlatego, że była sekretarz stanu właściwie nie ma poglądów politycznych. Jej stanowisko zmienia się koniunkturalnie, w zależności od trendów społecznych i w zależności od stanowiska republikanów.

Tylko krowa nie zmienia zdania. Ale w każdej sprawie?

Clinton zawsze wyraźnie zaznacza swoją odrębność od republikanów, choć sama, zanim poznała Billa Clintona, była republikanką właśnie.

Od czasu gdy z republikanki przeobraziła się w demokratkę, trudno znaleźć sprawę, w której nie zmieniłaby zdania.

Małżeństwa gejów i lesbijek? Jeszcze w 2000 roku z całą mocą podkreślała, że małżeństwo to związek wyłącznie kobiety i mężczyzny. Dziś Clinton przedstawia siebie jako największą adwokatkę środowisk LGBT.

Umowy o wolnym handlu? Hillary Clinton popierała je wszystkie, a teraz, gdy Bernie Sanders i Donald Trump wskazują, ile miejsc pracy stracił amerykański przemysł z powodu tych umów, Clinton jest ich zagorzałą przeciwniczką. Jako sekretarz stanu zachwalała umowę TPP (partnerstwo handlowe w całym regionie Azji i Pacyfiku), mówiła o niej "złoty standard", dziś uważa ją za szkodliwą. Rekord świata Clinton pobiła w przypadku umowy o wolnym handlu z Panamą (dziś o interesach robionych w tym kraju, za sprawą afery "Panama Papers", wiemy już dużo, dużo więcej). Jako kandydatka w prawyborach w 2008 roku była przeciwko tej umowie, później jako senator ją poparła, a teraz znów jest przeciwko.

Imigracja? Aktualnie Clinton postuluje legalizację pobytu tych, którzy mieszkają i pracują w Stanach od lat, chce umożliwić łączenie rodzin, ale jeszcze w 2003 roku uderzała w zupełnie inne tony: żadnej amnestii, pilniejsze strzeżenie granic, walka z nielegalną imigracją. Clinton chciała, by nieudokumentowanym imigrantom nie wydawano prawa jazdy. Dziś chce na odwrót.

Wojna w Iraku? Jako senator Clinton głosowała "za" (jak przyznała w tym roku, George W. Bush obiecał jej w zamian pieniądze na publiczne projekty w Nowym Jorku), dziś uważa, że ta interwencja była błędem. W międzyczasie życie w tej wojnie straciło 120 tys. cywili.

Nie inaczej miała się sprawa z polityką karną (w czasie prezydentury męża popierała jego politykę "zero litości", czarnoskórych przestępców nazywała "superpredatorami", teraz już nie chce wsadzać do więzień za palenie "trawki"), rurociągiem Keystone (najpierw za, później przeciw) i dziesiątkami innych spraw.

Co Hillary powiedziała bankierom?

Gdyby Hillary Clinton wyłącznie zmieniała zdanie i "mądrzała", niczym przysłowiowy Polak, po szkodzie - nie byłoby to jeszcze dyskwalifikujące. Takie mogą się natomiast okazać jej związki z wielkim biznesem.

Dziś, pod wpływem narracji Sandersa, Clinton portretuje siebie jako osobę, która rozprawi się z samowolą Wall Street i banków.

Tymczasem od zawsze bierze od nich pieniądze na kampanie wyborcze, a także za wykłady.

Te ostatnie stały się przedmiotem ataków Sandersa na Clinton. Wyszło bowiem na jaw, że za godzinny wykład dla Goldman Sachs kandydatka brała po 225 tys. dolarów.

Sanders wezwał Clinton, by ujawniła stenogramy z tych odczytów, ta wykręciła się, mówiąc, że zrobi tak, jeśli wszyscy pozostali kandydaci (a więc republikanie) też tak zrobią.

Amerykańskie media - "New York Times", Politico, "Wall Street Journal" - dotarły do uczestników tych wykładów. Z ich relacji wynika, że opublikowanie stenogramów byłoby dla Clinton wysoce kłopotliwe. 

Była sekretarz stanu słodziła bankierom z Goldmana i zapewniała, że "razem, wspólnymi siłami wyjdziemy z tego kryzysu", nie wspominając ani razu, kto za ów kryzys odpowiada. To zupełnie inna narracja niż to, co słyszymy z ust Clinton w trwającej kampanii wyborczej.

Jak czytamy na stronie politifact.com, wśród 10 największych sponsorów Clinton w latach 1999-2016 znaleźli się: Citigroup, Goldman Sachs, JPMorgan Chase czy Lehman Brothers.

Hillary Clinton podkreśla w debatach, że pieniądze te nigdy nie wpłynęły na żadną z jej decyzji, ale to Clinton we własnej osobie głosowała za tzw. bailoutem banków. Ponadto jak dowodzi Politico, ustawy dotyczące pomocy osobom, które ucierpiały na kryzysie mieszkaniowym, Clinton tworzyła w latach 2007-2008 czysto pretekstowo i nie starała się dla nich o żadne wsparcie.

"Mam już tego dość"

Równie kłopotliwe okazały się dla Clinton pieniądze płynące do niej ze strony przemysłu paliw kopalnianych.

Temat zmian klimatycznych jest ostatnio bardzo nośny, m.in. za sprawą zdecydowanego stanowiska Baracka Obamy, więc i Clinton wsiadła na ten wózek. Była sekretarz stanu zapewnia, że ze wszystkich sił będzie walczyć o przyszłość naszej planety.

Na jednym z wieców Clinton aktywistka Greenpeace Eva Resnick-Day podziękowała kandydatce za jej stanowisko w sprawie zmian klimatycznych i zapytała, czy od tej pory Clinton nie będzie przyjmować pieniędzy od przemysłu paliw kopalnianych.

To pytanie wyraźnie zdenerwowało Hillary Clinton. Polityk oświadczyła, że to nieprawda i wyjaśniła, że jedynie... bierze pieniądze od ludzi pracujących w tego typu przedsiębiorstwach.

"Mam już tego dość! Mam dość kłamstw sztabu Berniego Sandersa na ten temat!" - mówiła wyraźnie wzburzona Clinton, wytykając palcem aktywistkę.

Jak wylicza Greenpeace, w trwającej kampanii wyborczej Hillary Clinton przyjęła 4,5 mln dolarów dotacji od lobbystów i osób związanych z przemysłem paliw kopalnianych.

Kłamstwa, kłamstewka

Kłamstwo stało się sposobem Clinton na funkcjonowanie w życiu publicznym. Dziennikarze, ale i zwykli wyborcy, wielokrotnie przyłapywali ją na zdumiewających konfabulacjach. Podczas kampanii w 2008 roku twierdziła, że w czasie wizyty w Bośni w latach 90., tuż po wylądowaniu znalazła się pod snajperskim ostrzałem i cudem uniknęła śmierci. Chciała w ten sposób podkreślić swoje międzynarodowe doświadczenie, jak i odwagę. Ujawniono jednak taśmy z powitania Clinton na lotnisku w Bośni. Zobaczyliśmy uśmiechniętą pierwszą damę odbierającą kwiaty od dzieci. Snajperów ani widu, ani słychu.

Clinton, uzasadniając swoje ogromne honoraria za wykłady, przekonywała, że ona i Bill po opuszczeniu Białego Domu byli "spłukani" ("dead broke"). Nie przeszkodziło im to jednak kupić domu z siedmioma sypialniami za trzy miliony dolarów - właśnie w tym czasie, kiedy rzekomo byli bankrutami. 

Innym razem Clinton przekonywała, że otrzymała imię na cześć sir Edmunda Hillary'ego, zdobywcy szczytu Mount Everest. Problem w tym, że gdy zdobywał ów szczyt, mała Hillary miała już sześć lat.

Hillary w raju podatkowym

Hillary Clinton zapowiada, że jako prezydent Stanów Zjednoczonych rozprawi się z "oburzającymi rajami podatkowymi i lukami, które pozwalają superbogatym unikać opodatkowania".

Tak się składa, że superbogata Hillary Clinton sama z takich luk korzysta, co wynika z jej zeznań podatkowych.

Chodzi o stan Delaware, który jest takim wewnętrznym amerykańskim rajem podatkowym. Pod adresem 1209 North Orange Street w mieście Wilmington swój oddział ma 285 tys. firm, m.in. Apple, Coca-Cola, Walmart. Dzięki miejscowym przepisom mogą tu legalnie przenosić dochody z innych stanów i unikać ich opodatkowania.

Jak czytamy w "Guardianie", Clinton w samym 2014 roku przepuściła przez adres 1209 North Orange Street 16 milionów dolarów zarobione z tytułu odczytów i honorariów książkowych.

Ten schizofreniczny mechanizm powtarza się w wielu innych przypadkach np. Clinton sprzeciwia się prywatyzacji więzień, ale nie ma problemów, by przyjmować od prywatnych więzień setek tysięcy dolarów na kampanie wyborcze.

Kontrowersyjna fundacja

Można wręcz powiedzieć, że Clinton od zawsze funkcjonuje w ciągłym konflikcie interesów. Gdy pełniła funkcję sekretarza stanu, fundacja państwa Clintonów przyjmowała wpłaty od zagranicznych rządów. Jak dowodzi Peter Schweizer w książce "Clinton Cash", mogło to mieć wpływ na decyzje sekretarz stanu, faworyzujące te rządy. Krótko po tym, jak na konto fundacji Clintonów wpłynęło 500 tys. dolarów od Algierczyków, resort Clinton autoryzował umowę militarną z tym krajem.

"International Business Times" wylicza, że w czasie gdy Clinton była sekretarzem stanu, sprzedaż broni do 16 krajów sponsorujących fundację Clintonów wzrosła o 143 proc. w stosunku do czasów administracji George'a W. Busha.

Clintonowie zaprzeczają, by wpłaty na konto fundacji miały jakikolwiek wpływ na decyzje podejmowane w Departamencie Stanu. Podkreślają, że każda wpłata była ujawniana. Nie jest to jednak prawdą. Jak podawał Reuters, Clintonowie ośmiokrotnie zataili wpłaty od obcych rządów w czasie, gdy Hillary Clinton była sekretarzem stanu. Chodzi m.in. o milionowe przelewy od Katarczyków czy wspomnianej już Algierii.

Wątpliwości dotyczące finansów państwa Clintonów ciągną się od lat. Z zeznań podatkowych, które zostały ujawnione dopiero w 1994 roku, wynika, że Hillary Clinton solidnie wzbogaciła się, gdy jej mąż był prokuratorem generalnym, a później gubernatorem stanu Arkansas. Clinton okazała się tak skuteczną inwestorką, że w ciągu kilku miesięcy potrafiła pomnożyć swój wkład stukrotnie.

Trump nie przepuści okazji

Bernie Sanders chwali się, że jeszcze nigdy w życiu nie wyemitował negatywnego spotu wyborczego (tzn. atakującego przeciwnika). I dlatego Clinton, mimo że coraz mocniej przyciskana do muru w debatach z Sandersem, wciąż ma relatywnie łatwo. Tymczasem Donald Trump, jej najbardziej prawdopodobny konkurent ze strony republikanów, jest przecież arcymistrzem czarnego PR-u. Gdy wytoczy najcięższe armaty, droga Clinton do Białego Domu może okazać się wyjątkowo kręta. I ani trochę nie pomoże tu wieloletnia przyjaźń Trumpa z Billem Clintonem czy fakt, że Hillary bawiła się na ślubie miliardera.

Dowiedz się więcej na temat: Hillary Clinton

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje