​USA: Niepokój na szczytach Partii Republikańskiej

"Mógłbym stanąć na środku 5th Avenue i kogoś zastrzelić, a i tak nie straciłbym żadnego ze swoich wyborców" - wypowiedź Donalda Trumpa może szokować, ale też trafnie odzwierciedla niezniszczalność - na razie sondażową - miliardera ubiegającego się o prezydencką nominację. Jak donosi amerykańska prasa na kilka dni przed prawyborami w Iowa, sytuacja ta mocno niepokoi Partię Republikańską.

W najnowszym sondażu, opublikowanym przez Morning Consult, Donald Trump cieszy się poparciem na poziomie 40 proc. wśród republikańskich wyborców. Na 2. miejscu znalazł się senator z Teksasu, Ted Cruz, z blisko czterokrotnie niższym wynikiem (11 proc.).

Reklama

Donald Trump może obrazić kogo chce (prezydenta, Johna McCaina, Meksykanów, muzułmanów, konkurentów), a jego sondaże wciąż będą imponujące. Krytyka ze strony mediów - zarówno liberalnych, jak i konserwatywnych - a także polityków - gromami ciskają i Demokraci, i Republikanie - tylko przydają Trumpowi wiarygodności w oczach wyborców.

Kontrowersyjny miliarder jest zachwycony lojalnością swoich zwolenników.

"Mógłbym stanąć na środku 5th Avenue i kogoś zastrzelić, a i tak nie straciłbym żadnego ze swoich wyborców. To niesamowite" - oznajmił Trump, a wypowiedzi towarzyszył charakterystyczny gest strzelania z palców.

Rzecz jasna, wypowiedź wywołała oburzenie wszędzie, tylko nie w elektoracie Trumpa.

Republikańska kampania wyborcza wymknęła się spod kontroli partyjnemu establishmentowi.

Kandydaci, którzy są mili partyjnym elitom - Jeb Bush, Chris Christie i Marco Rubio - nie potrafią wyjść z cienia Trumpa, a ostatnio także Teda Cruza.

Konserwatywni intelektualiści poświęcili cały numer "National Review" na krytykowanie Donalda Trumpa. To samo zrobił "The Weekly Standard".

Trumpowi zarzuca się, że jest niekompetentnym celebrytą i narcyzem, a nie prawdziwym konserwatystą. Jak czytamy w wyżej wymienionych publikacjach, nominacja Trumpa może - zdaniem autorów - oznaczać implozję Partii Republikańskiej.

Ale partia ma jeszcze jeden problem. Ted Cruz. Teksańczyk otarcie gardzący waszyngtońskimi elitami jest czarnym koniem republikańskiej kampanii. Ultrakonserwatywny miłośnik broni świetnie wypada w debatach, a w niektórych sondażach cieszy się poparciem na poziomie 20 proc. Tymczasem republikańscy działacze nie znoszą Cruza. W Senacie uchodzi za samolubnego awanturnika, który nie tylko nie współpracuje z innymi Republikanami, ale wchodzi z nimi w otwarte konflikty. Cruz w wywiadach z dumą podkreśla, że reprezentuje Amerykę spoza Nowego Jorku czy Waszyngtonu, a niechęć kolegów poczytuje sobie za komplement.

Jak czytamy w "The Washington Post", część prominentnych polityków Partii Republikańskiej jest gotowa "z zatkanym nosem" poprzeć Trumpa, byle tylko nominacji nie otrzymał Cruz. Taka kalkulacja jest jednak nie do zaakceptowania przez intelektualne zaplecze Republikanów.

Jakby tego mało, Donald Trump skonfliktował się z Megyn Kelly, największą gwiazdą Fox News, telewizji będącej wyrocznią dla prawicowych wyborców.

Trump próbował wpłynąć na Fox News, by Kelly nie prowadziła ostatniej republikańskiej debaty, jednak stacja pozostała nieugięta. Obrażony miliarder wystosował oświadczenie, w którym ogłosił, że w takim razie w debacie nie wystąpi. Zamiast tego będzie zbierał pieniądze dla weteranów wojennych w Iowa.

Konflikt Trumpa z Kelly sięga jeszcze sierpnia 2015 roku. Kelly przyszpiliła wtedy miliardera, zarzucając mu seksizm. Przypomniała, że kobiety, których Trump nie lubi, były przez niego nazywane m.in. "tłustymi świniami", "łajzami" i "obrzydliwymi zwierzakami". Trump do dziś nie wybaczył Kelly tego pytania

Prawybory w Iowa odbędą się w poniedziałek, 1 lutego. Wtedy po raz pierwszy znakomite sondaże Trumpa zostaną zweryfikowane przez proces wyborczy.

Dowiedz się więcej na temat: Donald Trump | wybory w USA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje