Ewakuacja wschodniego Aleppo wstrzymana. Chaos informacyjny

Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało w niedzielę, że ewakuacja ludzi ze wschodniego Aleppo i dwóch szyickich miejscowości w prowincji Idlib została wstrzymana do odwołania. Z Syrii napływają chaotyczne informacje w tej sprawie.

"Operacja została odłożona z powodu braku gwarancji bezpieczeństwa dla ludzi, którzy mieli być wywiezieni z dwóch miejscowości: Al-Fuaa i Kefraja" - powiedział szef Obserwatorium Rami Abdel Rahman. Wyjaśnił, że wstrzymanie operacji jest związane z atakiem uzbrojonych mężczyzn na ok. 20 autobusów, które wysłano do ewakuacji.

Reklama

Według najnowszych informacji Obserwatorium, na które powołuje się agencja Reutera, nie ma oznak, aby autobusy wyjechały w niedzielę z Aleppo. Wcześniej Reuters informował, że autobusy z rebeliantami ze wschodniego Aleppo i ich rodzinami wyjechały z ostatnich kontrolowanych przez bojowników części tego syryjskiego miasta.

Także agencja AFP pisze, że konwój autobusów od wielu godzin czeka we wschodnim Aleppo na zgodę na ewakuację. Wczesnym wieczorem autobusy pełne ludzi nadal nie ruszyły z miejsca. Tysiące innych osób, w tym wiele dzieci, czekają na mrozie, aby zdążyć na drugi konwój - donosi korespondent AFP.

Według specjalnego wysłannika ONZ do Syrii Staffana de Mistury w dzielnicach rebelianckich Aleppo wciąż przebywa ok. 40 tys. cywilów i od 1,5 tys. do 5 tys. bojowników z ich rodzinami.

Operacja ewakuacji ludzi z Aleppo, którą rozpoczęto w czwartek, została zawieszona w piątek. Powodem były spory dotyczące liczby osób, które miały opuścić dwie szyickie miejscowości oblężone przez rebeliantów w prowincji Idlib: Al-Fuaa i Kefraja.

W niedzielę podawano, że siły prorządowe zgodziły się na ewakuację wschodniego Aleppo w zamian za ewakuację tych dwóch miejscowości. Ewakuowani mieli zostać też ludzie z miejscowości Zabadani i Madaja, które leżą w prowincji Damaszek i są otoczone przez siły reżimu.

Jak donosiła w niedzielę telewizja al-Manar, sprzymierzona z libańskim Hezbollahem, będącym sojusznikiem Damaszku, tuż po ogłoszeniu najnowszego porozumienia niektóre autobusy i pojazdy Czerwonego Półksiężyca dotarły do bram Al-Fuaa i Kefrai. Jednak w drodze do tych miejscowości pięć autobusów zostało zaatakowanych i podpalonych.

Według prorządowych mediów ataku dokonała organizacja dżihadystyczna Dżabhat Fatah al-Szam, zwana dawniej Frontem al-Nusra. Przedstawiciele rebeliantów twierdzą, że za atakiem stał rozgniewany tłum, być może wraz z siłami prorządowymi.

Dowódca sił zrzeszonych z prezydentem Syrii Baszarem el-Asadem oświadczył, że wciąż są szanse na to, że kraje mające wpływ na ugrupowania rebelianckie znajdą rozwiązanie umożliwiające ewakuację cywilów ze wschodniego Aleppo i czterech miejscowości.

Dowódca odpowiedzialnością za opóźnienie tej operacji obarczył "terrorystów i kraje, które sponsorują ich działalność". Władze Syrii terrorystami nazywają rebeliantów walczących z reżimem.

Jak pisze agencja Reutera, chaos wokół ewakuacji wschodniego Aleppo odzwierciedla złożoność wojny domowej w Syrii, w której bierze udział wiele grup zbrojnych i gdzie ścierają się zagraniczne interesy różnych światowych graczy. 

Dowiedz się więcej na temat: Aleppo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje