​"Nie ma propozycji kolejnych uderzeń na Syrię"

Brytyjski minister spraw zagranicznych Boris Johnson oświadczył w niedzielę, że Wielka Brytania jest gotowa "rozważyć różne opcje", jeśli reżim syryjski ponownie użyje broni chemicznej. Przyznał, że na razie nie rozpoczęto żadnego planowania. Johnson podziękował także "za wsparcie polityczne udzielone przez Polskę".

"Nie ma na stole propozycji kolejnych uderzeń, bo póki co dzięki Bogu reżim (Baszara el-) Asada nie był na tyle głupi, żeby przeprowadzić kolejny atak z użyciem broni chemicznej. Jeśli kiedykolwiek coś takiego znów się stanie to wraz z sojusznikami rozważymy nasze opcje" - powiedział w wywiadzie dla BBC.

Reklama

Johnson bronił decyzji o interwencji zbrojnej w Syrii, tłumacząc, że pozwoli to na "zniechęcenie do używania broni chemicznej nie tylko reżim Asada, ale na całym świecie". Jak ocenił, przeprowadzone bombardowania zakończyły się sukcesem i doszło do nich "w odpowiednim momencie, w odpowiedni sposób".

Pytany o rosnące napięcie pomiędzy Wielką Brytanią a Rosją, szef MSZ powiedział, że uderzenia w Syrii dotyczyły "wyłącznie broni chemicznej". "W kontekście napiętych relacji (po próbie zabójstwa w Anglii byłego oficera rosyjskiego wywiadu Siergieja Skripala, który przeszedł na stronę Brytyjczyków - PAP) było istotne, żeby wytłumaczyć kontekst tego, co robimy (...) i uniknąć eskalacji" - tłumaczył Johnson dodając, że liczy na zaangażowanie Rosjan w proces pokojowy w Genewie mający doprowadzić do uregulowania sytuacji w Syrii.

Podziękowanie dla Polski

Sytuacja w Syrii, w tym zwłaszcza działania militarne podjęte przez USA, Wielką Brytanię oraz Francję były tematem rozmowy szefów MSZ Polski i Wielkiej Brytanii Jacka Czaputowicza i Borisa Johnsona, który podziękował "za wsparcie polityczne udzielone przez Polskę" - podał w niedzielę MSZ.

Jak przekazał MSZ w komunikacie, głównym tematem rozmowy, która odbyła się w niedzielę z inicjatywy szefa brytyjskiej dyplomacji, była sytuacja w Syrii, "w tym zwłaszcza działania militarne podjęte przez USA, Wielką Brytanię oraz Francję w związku z kolejnym przypadkiem użycia broni chemicznej przez reżim Baszara Asada".

"Boris Johnson podziękował za wsparcie polityczne udzielone przez Polskę" - podał resort dyplomacji.

"Odwołując się do oświadczenia Prezydenta RP Andrzeja Dudy, szef polskiej dyplomacji Jacek Czaputowicz podkreślił gotowość Polski do konsekwentnego wspierania działań mających na celu zapobieganie użyciu broni chemicznej" - napisano w komunikacie.

"Tłumaczenie się interwencją humanitarną do zakwestionowania"

Tymczasem lider brytyjskiej opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn skrytykował rząd za podjęcie działania bez wcześniejszego uzyskania zgody Izby Gmin, podkreślając, że premier Theresa May "mogła z łatwością" zwołać nadzwyczajną sesję parlamentu w celu przyspieszenia głosowania.

"Jeśli chcemy mówić o wyższości moralnej jako stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ i kraj o długiej tradycji zaangażowania międzynarodowego, to sami powinniśmy przestrzegać prawa międzynarodowego. Pytam szefa MSZ i szefową rządu: jaka jest podstawa prawna tego działania? Podstawą (...) byłaby samoobrona lub zgoda Rady Bezpieczeństwa ONZ. Tłumaczenie się interwencją humanitarną jest do zakwestionowania" - ocenił.

Corbyn jednocześnie wezwał rząd do zaproponowania nowej ustawy, która na przyszłość jednoznacznie wymagałaby uzyskania zgody posłów na każde użycie siły wojskowej. Obecnie jest to jedynie częścią zwyczaju parlamentarnego i - jak argumentowali rządowi prawnicy - może być czasami pomijane.

Szef opozycji domagał się także głosowania w Izbie Gmin nad dalszą strategią wobec Syrii, wskazując na konieczność powrotu do dialogu politycznego.

"Mam nadzieję, że prezydent (USA Donald) Trump posłucha rady mądrych doradców, także mądrych doradców poza granicami Stanów Zjednoczonych, wykręci numer do (prezydenta Rosji Władimira) Putina i porozmawia z nim" - powiedział.

"Konfrontacja dwóch macho"

Szkocka pierwsza minister Nicola Sturgeon również zwróciła uwagę, że podstawa prawna dla sobotnich nalotów w Syrii była "słaba", a interwencja "sprawia, że zachodni liderzy jedynie czują, że cokolwiek robią".

"W tym przypadku wydaje się jednak, że to ma więcej wspólnego z konfrontacją dwóch macho (...), pomiędzy Trumpem i Putinem, niż z realnymi wysiłkami na rzecz pokoju w Syrii. To nie powinny być kryteria według których podejmowana jest decyzja o brytyjskich działaniach militarnych" - oceniła.

Połączone siły amerykańskie, brytyjskie i francuskie, przeprowadziły nad ranem w sobotę serię nalotów w Syrii w ramach akcji odwetowej za użycie broni chemicznej 7 kwietnia w Dumie we Wschodniej Gucie, na wschód od Damaszku. O ten atak kraje zachodnie oskarżają siły reżimu prezydenta Asada. Siły zbrojne USA poinformowały, że celem bombardowań był wojskowy ośrodek naukowo-badawczy w Damaszku, zajmujący się technologią broni chemicznej, oraz składy znajdujące się na zachód od miasta Hims.

Z Londynu Jakub Krupa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje