Szef Pentagonu: Francuskie siły specjalne zostały wysłane do Syrii

Minister obrony USA Jim Mattis oświadczył w czwartek, że w ostatnich dwóch tygodniach do Syrii wysłani zostali żołnierze francuskich sił specjalnych. Mówił, że możliwe jest, iż Stany Zjednoczone mogłyby żałować ewentualnego wycofania sił z Syrii.

"W ostatnich dwóch tygodniach Francuzi wzmocnili nas w Syrii siłami specjalnymi - powiedział Mattis w trakcie przesłuchania w senackiej komisji sił zbrojnych. - Będą w najbliższych dniach uczestniczyć w nowych wysiłkach w dolinie Eufratu".

Reklama

Zapowiedział jednocześnie w najbliższym czasie wzmocnione działania "przeciw pozostałościom" kalifatu Państwa Islamskiego (IS) we wschodniej Syrii. Choć dzięki nalotom koalicji międzynarodowej i wspieranym przez USA syryjskim milicjom dżihadyści w Syrii ponieśli ogromne straty, ta organizacja terrorystyczna wciąż kontroluje niektóre obszary; oczekuje się, że gdy zostanie im odebrane całe terytorium samozwańczego kalifatu, bojownicy IS powrócą do działań partyzanckich - pisze agencja Reutera.

W kontekście planowanego wycofania amerykańskich sił z Syrii Mattis mówił w czwartek w Kongresie, że USA "muszą utworzyć lokalne siły, które będą wywierać presję w przypadku jakiejkolwiek próby odrodzenia się" Państwa Islamskiego. Zapytany, czy pozostawienie lokalnych oddziałów bez sił USA nie jest zbyt ryzykowne, odparł: "Jestem przekonany, że prawdopodobnie byśmy tego żałowali".

We wtorek prezydent USA Donald Trump zapowiadał, że chciałby, by amerykańskie wojsko wkrótce wróciło z Syrii, dodał jednak, że nie może do tego dojść przed końcem misji.

Mattis mówił w Kongresie także o spodziewanej do 12 maja decyzji Trumpa o ewentualnym wycofaniu USA z zawartego między Iranem a sześcioma mocarstwami porozumienia nuklearnego. Zapewnił, że Biały Dom nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w tej kwestii oraz że spodziewa się ogłoszenia jej przed 12 maja. Ta umowa z 2015 roku ogranicza program jądrowy Iranu w zamian za zniesienie sankcji nałożonych na ten kraj.

Minister obrony poinformował senatorów, że obecnie zarówno Rada Bezpieczeństwa Narodowego, jak i osoby doradzające prezydentowi prowadzą rozmowy, by ocenić, co jest najlepsze dla kraju. Oświadczył ponadto, że tak jak szef państwa uważa, iż "irański reżim" wykorzystuje warunki obowiązującej teraz umowy "do rozwijania programu nuklearnego".

"Oczywiście są aspekty JCPOA (porozumienia nuklearnego), które można poprawić, pracujemy nad tym z naszymi europejskimi sojusznikami i, ponownie podkreślam, jeszcze nie została podjęta decyzja, czy da się je wystarczająco zmodyfikować czy nie" - dodał Mattis.

W tym tygodniu z wizytą państwową w USA przebywał Emmanuel Macron, prezydent Francji, która też jest stroną JCPOA. Jednym z celów Macrona było przekonanie Trumpa, by nie wycofywał się z porozumienia. Francuski szef państwa zapowiedział też, że niezależnie od decyzji Stanów Zjednoczonych Paryż z umowy się nie wycofa.

W czasie czwartkowego przesłuchania przed komisją Mattis odrzucił ponadto pojawiające się głosy, że ewentualne wycofanie się Waszyngtonu z JCPOA przed planowanym na maj lub czerwiec spotkaniem Trumpa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem mogłoby zaszkodzić próbom porozumienia z Pjongjangiem dotyczącego ograniczenia programu nuklearnego tego reżimu.

"Niektórzy mówią, że mogłoby to mieć wpływ na negocjacje z Koreą Północną. Ale w tym wypadku powiedziałbym, że zważywszy na to, iż rodzina Kima i on sam łamią każdy traktat międzynarodowy, każdą umowę, którą kiedykolwiek zawarli, (...) mniej się martwię teraz tym efektem ubocznym" - mówił. Dodał również, że sądzi, iż należy się obecnie skupić "na tym, co jest najlepsze dla stabilności Bliskiego Wschodu, i zagrożeniu, które stwarza Iran".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy