Trump: Asad jest zwierzęciem, słono zapłaci za atak

Prezydent USA Donald Trump oświadczył w niedzielę, że prezydent Syrii Baszar el-Asad "słono zapłaci" za atak chemiczny, jakoby przeprowadzony przez jego wojska w mieście Duma. Nazwał również syryjskiego przywódcę "zwierzęciem" oraz oskarżył Rosję i Iran o wspieranie go.

"Wielu zginęło, w tym kobiety i dzieci, w bezmyślnym ataku chemicznym w Syrii. Miejsce okrucieństwa jest zablokowane i otoczone przez wojsko syryjskie, powodując, że jest całkowicie niedostępne dla świata zewnętrznego. Prezydent Putin, Rosja oraz Iran odpowiadają za wspieranie Asada. Asad słono za to zapłaci" - napisał Trump na Twitterze.

Reklama

Prezydent wezwał do zapewniania dostępu do miejsca rzekomego ataku chemicznego dla służb medycznych i śledczych. "Kolejna humanitarna katastrofa bez powodu. Chore!" - dodał.

"Gdyby prezydent Obama przekroczył swoją 'czerwoną linię', syryjska katastrofa skończyłaby się dawno temu. Zwierzę Asad byłoby historią!" - napisał.

Ultimatum Baracka Obamy

Poprzednik Trumpa w Gabinecie Owalnym - Barack Obama - groził interwencją wojskową w Syrii, jeśli reżim Asada użyje broni chemicznej lub nawet jeśli do użycia takiej broni będzie się przygotowywał. Jak zaznaczał, była to amerykańska "czerwona linia".

USA nie wykluczają ataku rakietowego

Jak powiedział w niedzielę w wywiadzie dla stacji ABC doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa Thomas Bosseret, USA nie wykluczają ataku rakietowego w odpowiedzi na raporty dotyczące użycia przez siły Asada broni chemicznej - przekazał Reuters. 

"Nie wykluczamy żadnej z opcji" - zaznaczył.

7 kwietnia 2017 r. USA zaatakowały ok. 60 pociskami samosterującymi bazę lotniczą wojsk rządowych w pobliżu miasta Hims. Była to odpowiedź na atak chemiczny z użyciem sarinu w Chan Szajchun z 4 kwietnia 2017 roku, w którym zginęło ponad 90 osób. Według ONZ, za zbrodnie tą ponosiły odpowiedzialność władze syryjskie.

Zrzucili bombę chlorową na szpital?

W niedzielę Organizacja Syrian American Medical Society (SAMS) oskarżyła syryjskie władze o atak chemiczny w sobotę wieczorem na szpital w Dumie we Wschodniej Ghucie, w którym miało zginąć co najmniej 41 osób. 

Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało, że nie jest w stanie potwierdzić informacji o użyciu broni chemicznej w Dumie. 

Dyrektor Obserwatorium Rami Abdel Rahman powiedział, że w Dumie zginęło 11 osób w wyniku uduszenia spowodowanego dymem z broni konwencjonalnej, użytej przez siły rządowe. Dodał, że 70 osób miało kłopoty z oddychaniem. Grupy syryjskich rebeliantów utrzymują jednak, że w ataku chemicznym zginęło ponad 100 cywilów.

Departament Stanu USA w oświadczeniu podkreślił, że informacje o masowych atakach chemicznych w Syrii są "przerażające" i jeśli się potwierdzą, będą wymagały "pilnej odpowiedzi ze strony międzynarodowej społeczności".

Atak w Dumie potępiła Turcja. Oświadczenie w tej sprawie wydało Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Ankarze.

Rosja i Asad zaprzeczają

Rosja zaprzeczyła doniesieniom, jakoby syryjska armia przeprowadziła atak chemiczny - podał w niedzielę Interfax, powołując się na rosyjski resort obrony. Władze w Damaszku również odrzucają oskarżenia.

Szokujące zdjęcia z Syrii po ataku chemicznym:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje