​Frekwencja - największa obawa Viktora Orbana

Viktor Orban, jeśli czegoś się obawia, to zbyt wysokiej frekwencji w niedzielnych wyborach parlamentarnych. - Mogłaby powstać sytuacja, że Fidesz byłby zmuszony szukać koalicjanta - uważa Veronika Jóźwiak z PISM.

Jak mawia Viktor Orban, "Węgrzy sami chcą pisać swoją przyszłość". Dodaje, że "jedna zła decyzja może sprawić, że Węgrzy staną się krajem imigranckim". Jego retoryka przed wyborami parlamentarnymi jest prosta - postraszyć migracją i Georgiem Sorosem. Dlaczego? Bo nie ma rywala.

Reklama

Spacerując po ulicach Budapesztu można odnieść wrażenie, że Fidesz nie uczestniczy w kampanii wyborczej. Zdecydowanie przeważają tu plakaty Jobbiku, pojawia się twarz Ferenca Gyurcsany’a z Koalicji Demokratycznej, a na słupach widać naklejki Partii Psa z Dwoma Ogonami. Fidesz? Gdzieniegdzie można spotkać mały plakat, ale nie jest to powszechny widok. Partia rządząca nie potrzebuje reklamy, ani atakowania innych. Bazuje na tym, co już osiągnęła i... trochę odstrasza wyborców.

Viktor Orban wydaje się być pewny siebie, a na węgierskiej scenie politycznej nie ma obecnie dla niego rywala. Czy jednak niczego się nie boi?

Orban obawia się frekwencji. Fidesz może liczyć na stały elektorat, który pójdzie do urn i na pewno zagłosuje. Ta grupa ludzi to ok. 2-2,5 mln zdyscyplinowanych Węgrów. O nich Orban nie musi walczyć. Może jednak zrobić dwie rzeczy - zniechęcić pozostałych lub przekonać ich, by głosowali na Fidesz. Zależy mu bowiem na silnej legitymizacji władzy.

Jeśli frekwencja będzie niska, o zwycięstwo może być spokojny. Jeśli jednak opozycji uda się zmobilizować niezdecydowanych, Orban może czuć lekkie zdenerwowanie.

- Jeśli frekwencja wyniesie, w idealnym przypadku dla opozycji, ok. 70 procent, to prawdopodobnie wszystkie te partie wejdą do parlamentu. Mogłaby nawet powstać sytuacja, że Fidesz byłby zmuszony do szukania koalicjanta - mówi Interii Veronika Jóźwiak z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Czy to więc oznacza, że Orbanowi może zależeć, by frekwencja była jak najniższa?

- To nie jest do końca tak. Fidesz ma ok. 2 mln wyborców, ale także musi ich mobilizować - dodaje Jóźwiak.

Bo cel, jaki Fidesz postawił sobie przed tymi wyborami, jest niezwykle ambitny - zdobyć samodzielną większość konstytucyjną.

Cztery lata temu frekwencja wyniosła ponad 61 proc. Osiem lat temu była jeszcze większa - bliska 65 proc. Jaka będzie tym razem? Wiele może zależeć od ostatnich godzin kampanii. Znaczenie może mieć przemówienie Viktora Orbana, które lider Fideszu szykuje na jutro. W Szekesfehervar największa węgierska partia zakończy kampanię wyborczą.

Z Budapesztu Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje