Viktor Orban, władca Węgier

Ile osób na świecie może powiedzieć, że ma świetne relacje z Donaldem Tuskiem, Jarosławem Kaczyńskim, Jean-Claude’em Junckerem, Recepem Tayyipem Erdoganem, Angelą Merkel i Władimirem Putinem jednocześnie? Prawdopodobnie tylko jedna.

Viktor Orban pewnie zmierza po trzecią z rzędu kadencję na stanowisku premiera Węgier. Wybory parlamentarne w tym kraju odbędą się już 8 kwietnia.

Orban przegrany

Reklama

Tak jak Donalda Tuska ukształtowała porażka w wyborach prezydenckich w 2005 roku, tak samo podobne doświadczenie uformowało i wzmocniło Viktora Orbana.

W 2002 roku, po względnie udanych czterech latach rządów premiera Orbana - spadek bezrobocia, wzrost płac, rosnące PKB, ale również zaczątki naginania demokracji do własnych potrzeb - Fidesz nieoczekiwanie stracił władzę.

- To był dla nich szok. W Fideszu nikt nie mógł uwierzyć w to, co się stało, a Orban od razu przeszedł do działania. Wyciągnął wiele wniosków z tej porażki. Również taki, że trzeba wokół siebie zbudować silne otoczenie biznesowo-medialne - mówi Interii Igor Janke, autor książki "Napastnik. Opowieść o Viktorze Orbanie".

Po bolesnej porażce Orban zabrał się za budowę szerokiego konserwatywno-ludowego ruchu społecznego. Odzyskanie władzy ułatwiła mu kompromitacja socjalistów ("Kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem"), a także kryzys gospodarczy.

Orban zwycięski

Wygrane z ogromną przewagę wybory w 2010 i 2014 roku, uzyskanie większości konstytucyjnej i dobre wyniki gospodarcze Węgier sprawiają, że nawet przeciwnicy skłonni są przyznać, iż mamy do czynienia z politykiem nietuzinkowym.

Co zatem stanowi o sile tego byłego działacza opozycji antykomunistycznej?

- Orban jest wielkim politykiem - nie ma wątpliwości Janke. - To polityczne zwierzę, które każdą sytuację, każdy kłopot potrafi wykorzystać na swoją korzyść. Jednocześnie jest wizjonerem, który przewiduje trzy kroki do przodu, nie czeka na to, co się wydarzy, tylko sam uprzedza zdarzenia.

Nie trzeba być wytrawnym obserwatorem europejskiej sceny politycznej, by dostrzec, że Orban jest politykiem, który dogada się z każdym. Gdy polski rząd miesiącami grillowany jest procedurą artykułu siódmego, Jean-Claude Juncker mówi o Orbanie: "mój przyjaciel".

Dyplomatyczne lawirowanie Orbana osiągnęło w ostatnich latach poziom arcymistrzowski. Z jednej strony nie łamie wspólnotowej solidarności w kwestii sankcji wobec Rosji - nawet sam czasem jakieś zaproponuje! -  a z drugiej dogaduje się z Putinem na dostawy gazu. Jarosława Kaczyńskiego zapewnia o pełnym poparciu dyplomatycznej szarży w Brukseli, ale gdy przychodzi co do czego, solidarnie z Europejską Partią Ludową głosuje za przedłużeniem kadencji Donaldowi Tuskowi. 

Dopełnieniem tego fenomenu jest fakt, że dwie kadencje prawie nie zużyły Orbana w oczach opinii publicznej. W sondażach wypada lepiej niż cztery lata temu. Poparcie dla Fideszu wciąż oscyluje koło 50 proc., również dzięki temu, że Orban jako praktyk niewpuszczania uchodźców góruje nad antyimigranckim, ale opozycyjnym Jobbikiem, a więc teoretykami. To właśnie migracja była tematem numer jeden toczącej się kampanii wyborczej i to ta kwestia znów wyniesie Orbana do władzy.

Premier jest tak pewny zwycięstwa, że na wiecu w Budapeszcie pozwolił sobie na żarcik:

"Węgrzy nie chcą zmiany rządy. Chcą zmiany opozycji" - natrząsał się z bezradnej, również wskutek jego nieprzesadnie demokratycznych działań, opozycji.

Orban antyliberalny

Viktor Orban, były stypendysta fundacji George’a Sorosa i były liberał, od dłuższego czasu jest zaprzysięgłym krytykiem demokracji liberalnej (i Sorosa).

Swoje credo wygłosił w 2014 roku w rumuńskim Siedmiogrodzie, gdzie chwalił model demokracji "nieliberalnej", opartej na etniczno-kulturowej jedności i na interesie narodowym. W tym kontekście jako pozytywne przykłady wymienił Rosję i Turcję.

I tak jak przywódcy tych państw Orban niespecjalnie przywiązany jest do zachodniego wyobrażenia demokracji, wraz z jej mechanizmami wzajemnej kontroli czy niezależnymi od rządu podmiotami.

Kiedy nadarza się okazji uderzyć, również finansowo, w organizacje pozarządowe wytykające władzy korupcję czy w inne niż Fidesz partie, to Orban z takiej możliwości korzysta. Opozycji wlepiane są kary np. za wykupywanie powierzchni reklamowej po zbyt niskiej, zdaniem regulatora, cenie, ponadto przeciwnikom władzy nie wolno promować się na billboardach poza krótkim okresem kampanii wyborczej (a rządowi wolno). Premierowi zarzuca się też m.in., że na spotkaniu z przedstawicielami spółki Vienna Capital Partners wymusił zamknięcie należącego do nich dziennika "Népszabadság", który ujawniał afery w rządzie. Zadłużona gazeta została zamknięta akurat w momencie, gdy zaczęła przynosić zyski i zwiększała zatrudnienie.

Nikogo na Węgrzech już nie dziwi sytuacja, że na czele Narodowego Biura Sądowniczego, które kontroluje sędziów, stanęła żona Józsefa Szajera, architekta reformy sądownictwa.

- Myślę, że obecnie na Węgrzech mamy do czynienia z pewnymi niebezpiecznymi procesami - przyznaje Igor Janke.

Orban - patron nowej oligarchii

Dziś na Węgrzech najszybciej bogacą ludzie związani z Orbanem. Nikt inny nie ma prawa wygrać państwowego przetargu.

Lorinc Meszaros, wójt rodzinnej miejscowości Orbana, dzięki rządowym kontraktom w krótkim czasie zbił majątek wart 90 miliardów forintów. Ten sam wójt na 20 lat wydzierżawił ojcu premiera imponującą willę Habsburgów. Zięć Orbana Istvan Tiborcz złożył najdroższą ofertę na oświetlenie jednej z gmin, wygrał przetarg i zainstalował wadliwe lampy. Andy Vajna dostał z kolei kasyna (w ramach duopolu z innym oligarchą, Gaborem Szimą) i kilka mediów, by wychwalały posunięcia rządu. Długa jest lista ludzi Orbana, którzy oddelegowani do biznesu kontrolują poszczególne branże.

- Jak rozumiem, to jest pomysł na zbudowanie równowagi w państwie: "do tej pory dominowali oligarchowie postkomunistyczni, to my zorganizujemy grupę własnych". Niewątpliwie dzieje się to za jego przyzwoleniem - komentuje Igor Janke.

Czasem rządowe kontrakty są totalną fikcją. W 2012 r. należący do Fideszu think tank Szazadveg otrzymał od rządu 4 mld forintów za analizy polityczne. Tymczasem owe analizy okazały się zwykłymi przedrukami z powiększoną czcionką, żeby wydawały się bardziej obszerne. Eksdyrektor badań tej placówki przyznał, że żadnych badań nie było, a zlecenia były w większości fikcyjne.

Jednak nawet w takich warunkach udało się opinię publiczną zadziwić. Niedawno wyszło na jaw, że minister bez teki Lajos Kosa został upoważniony przez nieznaną osobę do zakupienia za 4,3 mld euro państwowych obligacji. Sprawę ujawnił dziennik oligarchy Lajosa Simicski, który wygrywał przetargi do czasu, gdy popadł w niełaskę Orbana.

Orban uwodziciel

Premier Węgier dostarcza masę argumentów tym, którzy chcieliby go widzieć jako męża stanu, jak i tym, którzy portretują go jako groźnego dla Europy autokratę.

Ale Orban, ojciec pięciorga pociech i fanatyk piłki nożnej, jest też ponoć doskonałym kompanem.

Igor Janke przyznaje, że Orban potrafi uwodzić:

- To sympatyczny, otwarty, bezpośredni człowiek, który bardzo łatwo nawiązuje kontakt - zarówno na wiecach, jak i podczas rozmów w cztery oczy. On te umiejętności ma rozwinięte znakomicie.

Człowiek, który uwiódł Węgry, walczy teraz o odzyskanie większości konstytucyjnej, którą utracił w wyniku wyborów uzupełniających w 2015 roku. 

-----

Już od 5 kwietnia wysłannicy Interii będą na miejscu relacjonować węgierskie wybory parlamentarne. Zapraszamy do śledzenia naszych relacji!

Dowiedz się więcej na temat: Viktor Orban

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy