Wybory na Węgrzech. Pomór w opozycji

Fidesz zdecydowanie wygrał wybory parlamentarne, a na ruchy partii opozycyjnych nie trzeba było długo czekać. „To koniec lewicy na Węgrzech” – mówią eksperci.

- Dobrze, że wygrał Fidesz. Źle, że tak dużą różnicą. Teraz nie będzie czuł oddechu na plecach i może robić co chce - mówi nam Robert, który spaceruje w okolicach Oktogonu.

Reklama

Po przeliczeniu 96,24 proc. głosów Fidesz uzyskał 133 ze 199 mandatów. To wyjątkowy wynik, bo frekwencja była wyższa niż cztery lata temu, a Fidesz jeszcze poprawił notowania.

Zwycięzca zgarnął 48,5 proc. głosów. Drugi Jobbik uzyskał dużo słabszy wynik - 19,58 proc. Do parlamentu weszła jeszcze koalicja MSZP-Dialog (12,3 proc.), LMP (6,9 proc.) i DK (5,57 proc.). Wyniki opozycji są jednak słabsze niż cztery lata temu.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Lider Jobbiku Gabor Vona już dużo wcześniej zapowiedział, że jeśli jego partia nie będzie w stanie wejść do rządu, odejdzie. W niedzielę wieczorem oddał się do dyspozycji zarządu.

Prawdziwy pomór odnotowano na lewicy. Lider MSZP (Partii Socjalistycznej) Gyula Molnar powiedział, że kierownictwo MSZP przyjmuje do wiadomości wolę wyborców i uznaje swoją odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Sam Molnar ma obecnie tak słabe nazwisko, że MSZP na premiera-kandydata (na Węgrzech to powszechne - przyp. red.) zaproponowało Gergely Karacsony’a, z koalicyjnego Dialogu. Wynik 12 proc. jest zdecydowanie poniżej oczekiwań MSZP, a dymisje były kwestią czasu.

Kolejne głowy poleciały w nieco mniejszych partiach. Ustąpili także współprzewodniczący lewicowo-ekologicznej Polityka Może Być Inna Akos Hadhazy oraz przywódca małej partii lewicowej Razem Peter Juhasz.

Jedynym lewicowym politykiem, który nie zamierza ustąpić, jest były socjalistyczny premier Ferenc Gyurcsany. Jego Koalicja Demokratyczna znalazła się tuż nad progiem wyborczym i wprowadzi do parlamentu dziewięciu deputowanych.

Fidesz uzyskał cel, o którym nawet głośno nie mówił. Ma 133 przedstawicieli, co daje mu większość konstytucyjną, a nawet 134, bo przedstawiciel mniejszości niemieckiej sympatyzuje z partią Orbana.

"To klęska, koniec lewicy na Węgrzech" - podkreślają eksperci z węgierskich telewizji. Trudno się nie zgodzić.

Z Budapesztu Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje