Wybory na Węgrzech. Wiec bez waty cukrowej

Szaliki, flagi, lody, głośna muzyka – gdyby ktoś nie był zorientowany, a przypadkowo zjawił się w piątkowe popołudnie w Szekesfehervar pomyślałby, że w mieście trwa festyn.

Szalik za 2500 forintów (ok. 40 zł), flaga za 1000 (15 zł), przypinka do marynarki za 1500 (22 zł) - wszystko można kupić na miejscowym straganie. Można też zjeść lody, napić się piwa albo po prostu posłuchać głośnej muzyki. Brakowało tylko waty cukrowej. W piątek w Szekesfehervar nie było jednak festynu, jak mogło się wydawać, a odbywał się wiec Fideszu.

Reklama

Dlaczego wybrano akurat to miasto a nie Budapeszt? Sprawa jest prosta - tu urodził się Orban, a Szekesfehervar to jego matecznik.

Ostatnie spotkanie podsumowujące kampanię partii rządzącej przyciągnęło na Plac Ratuszowy w tym mieście tłumy. Mogło tam być nawet kilka tysięcy ludzi. Co ważne, przemówienia Viktora Orbana słuchali przede wszystkim starsi, ale dało się też zauważyć młodzież. Wydaje się, że najmniej wyborców Fidesz ma w gronie ludzi w wieku 30-40 lat.

Reakcje tłumu przypominały natomiast mecz piłki nożnej, kiedy stadion po każdym dobrym zagraniu oklaskuje ulubionych piłkarzy. Tutaj było podobnie - Orban kilka razy musiał przerywać przemówienie, by dać ludziom czas na żywiołowe brawa.

A przemówienie, jak to u Orbana, było bardzo dobre. Raz jeszcze ostrzegł przed opozycją, a co za tym idzie imigrantami i amerykańskim finansistą Georgiem Sorosem. Czy taka narracja wystarczy? Wydaje się, że tak, bo na to wskazują sondaże. Fidesz może liczyć na ok. 50 proc. poparcia. Nikt tego głośno nie mówi, ale partia rządząca liczy na zdobycie 133 mandatów, co dałoby jej większość konstytucyjną.

Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się już w niedzielę 8 kwietnia.

Z Szekesfehervar Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje