Wybory parlamentarne 2015

Bratobójcza walka w PO. Kopacz jest bezsilna?

"Tak brutalnej wojny w PO jeszcze nie było" – pisze w dzisiejszym wydaniu „Rzeczpospolitej” Andrzej Stankiewicz. O miejscach na listach decydują szefowie wojewódzkich struktur, wycinając przeciwników. Sama premier ma nie mieć na to większego wpływu.

"W regionalnych strukturach Platformy Obywatelskiej wrze. Baronowie (wojewódzcy szefowie struktur PO) przeprowadzają czystki na listach, usuwając wieloletnich konkurentów" - czytamy w "Rz".

Reklama

Lokalni działacze korzystają tym samym ze słabości premier Ewy Kopacz. Za czasów silnego politycznie Donalda Tuska takie działania, i to na szeroką skalę, nie byłyby możliwe.

Najgłośniejsza okazała się sprawa Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej. Posłanka PO nie znalazła się na liście w Łodzi, bo odmówiła startu z czwartego miejsca. Przypomnijmy, że była ona jedną z kobiet, które z Platformą związane były od początku jest istnienia.

Jedynką na łódzkiej liście jest Cezary Grabarczyk.

Pozorne stało się również hasło stawiania na młodych. "Młodym kandydatom baronowie przypisali na listach miejsca statystów" - pisze "Rz".

Pod koniec ubiegłego tygodnia zakończono układanie list wyborczych na szczeblu lokalnym. 

Więcej na temat bratobójczej walki w PO w dzisiejszym wydaniu "Rzeczpospolitej", w artykule Andrzeja Stankiewicza.

"Wojna domowa" w Platformie. Czy to już koniec tej partii? Dyskutuj!

 

Dowiedz się więcej na temat: Walka o listy w PO

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy