Wybory parlamentarne 2015

Premier Ewa Kopacz o wyjazdowych posiedzeniach rządu: Będę wydawać pieniądze, by być bliżej obywatel

Ile kosztują wyjazdowe posiedzenia rządu? Takie pytanie usłyszała premier Kopacz podczas konferencji prasowej. - Będę wydawać pieniądze na to, by być bliżej obywateli - zadeklarowała szefowa rządu. Dodała, że gdyby nie takie posiedzenia, wielu Polaków nie miałoby szansy porozmawiać z nią i ministrami.

"Są tacy w Polsce, którzy wydają publiczne pieniądze na to, by odgradzać się od obywateli, a ja wydaję pieniądze na to, by być bliżej obywateli" - przekonywała szefowa rządu podczas konferencji prasowej po posiedzeniu rządu we Wrocławiu.

Jak podkreśliła, wielu Polaków, z którymi ministrowie rozmawiają podczas wyjazdowych posiedzeń rządu "nie miałoby szansy rozmawiać z ministrem, premierem, nawet wtedy, gdy premierowi chcą +nawtykać+". "Cenię to sobie ponad wszystko" - dodała Kopacz.

Reklama

"Będę wydawać pieniądze na to, by być bliżej obywateli i przybliżyć władzę do obywateli" - deklarowała premier. Wtorkowe posiedzenie rządu we Wrocławiu to trzecie wyjazdowe posiedzenie; poprzednie odbyły się w Katowicach i Łodzi.

Kopacz pytana była także o incydent, który miał miejsce w poniedziałek wieczorem. Podczas jednego spotkań we Wrocławiu grupa przeciwników rządu zatrzymała Kopacz. "Pani premier, zatrzyma się pani na chwilę" - zagadnęli. Gdy Kopacz chciała się przywitać z jednym z mężczyzn, ten odparł: "Nie podam pani ręki, bo się wstydzę za panią". "Pani kłamie, tak jak przez 8 lat kłamaliście. Widać w pani oczach, że pani kłamie" - mówił mężczyzna.

"Nie jesteście, naprawdę, ani przez moment dumni z tego kraju?" - pytała z kolei szefowa rządu.

Jedna z kobiet pytała z kolei: "Co tam robiłaś w Moskwie, kłamczucho?". Rozległy się także okrzyki: "złodzieje, złodzieje".

"Oprócz grupy rumuńskich Romów, którzy faktycznie mieli problem, spokojnie rozmawiali i wręczyli mi petycję, była także grupa, która głośno artykułowała swoje niezadowolenie, tak to nazwijmy" - relacjonowała we wtorek szefowa rządu.

Jak podkreśliła, "ci ludzie powinni zrozumieć, że żyją w wolnym kraju i nie muszą się już modlić o wolność dla swojej ojczyzny". "Kiedy mówią: 'Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie', mają tę wolną ojczyznę" - dodała.

"Ja tę wolność przedkładam ponad wszystko" - zaznaczyła Kopacz. Jeśli ludzie dzisiaj mogą przyjść i nakrzyczeć na premiera, na ministrów, to ja ponad wszystko cenię sobie wolność i mówię: niech krzyczą i wytykają premierowi i ministrom" - powiedziała premier.

Jak dodała, "boi się, że, gdy inni będą u władzy (...), to wtedy ta wolność będzie zdecydowanie ograniczona". "Ja to przyjmuję jako coś naturalnego, ponieważ to jest wpisane w wolność i w demokrację" - stwierdziła Kopacz.

Zaznaczyła, że wolałaby, by te rozmowy były mniej emocjonalne, bo "wtedy łatwiej rozwiązywać problemy". Gorzej, kiedy nie ma problemów, a jest chęć wyłącznie mało sympatycznych stwierdzeń, pod adresem rozmówcy - dodała.

"Całe życie rozmawiałam z ludźmi, nie zawsze to były sympatyczne rozmowy, czasami bardzo trudne, jestem do tego przyzwyczajona i nie stanowi to dla mnie problemu" - mówiła Kopacz. Jak oceniła, jeśli podczas tego rodzaju spotkań ma być rozwiązany choć jeden problem, "to warto znieść nawet mało sympatyczne słowa".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje