Wybory prezydenckie 2015

Obrazki z Warszawy, odc. 10: Wybory powinny odbywać się co rok

Jeśli chodzi o Polskę, to wybory w naszym kraju powinny odbywać się co rok, albo i częściej. Może wtedy politycy byliby bardziej skłonni słuchać głosu obywateli, byliby skłonni, by z nimi rozmawiać, by na poważnie, a nie przez agencje PR, tłumaczyć im meandry swej polityki.

Oto bowiem przez ładnych kilka lat tlił się spór o emerytury od 67. roku życia, co zafundowała nam egzotyczna koalicja PO-Palikot. Związkowcy przeciwko temu protestowali, podobnie jak i opozycyjne PiS i SLD. A rząd, i okołorządowi dziennikarze bez końca udowadniali, że to 67 to najlepsze co mogło Polskę spotkać, że inaczej kraj by zbankrutował i w ogóle.

Postulat zniesienia bariery wieku 67 pojawił się również i w tej kampanii. I także traktowany był przez władzę z buta.  

Reklama

I nagle - trach! Bronisław Komorowski, po spotkaniu z szefem OPZZ Janem Guzem oświadczył, że jego Kancelaria pracuje nad projektem ustawy pozwalającym przechodzić na emeryturę po 40 latach pracy.    

Brawo Jan Guz - najskuteczniejszy polityk tej kampanii!!!

Bo decyzja Komorowskiego oznacza, że Tuskowa "reforma" o emeryturze od 67. roku życia trafia do kosza. Myk, i po niej!

Ha!

Gdy identyczne koncepcje (emerytura po 40 latach pracy) zgłaszał swego czasu SLD, rząd i Platforma pomijały to wyniosłym milczeniem. Że to głupota i tak dalej. Gdy mówił o tym Andrzej Duda, to Ewa Kopacz wołała - a skąd na to pieniądze? Komu Andrzej Duda chce zabrać? A asystowała jej gromada dziennikarzy, machając jakimiś wyliczeniami. No to teraz niech wołają do Komorowskiego! Że wydaje.

Nie wołają? Nie jestem zdziwiony.

I trochę martwi mnie, że kampania za parę dni się skończy. Bo jest jeszcze sporo istotnych spraw, które można byłoby szybko załatwić, a które - dzięki ci za to Platformo - spychane są na bok, bądź brutalnie zwalczane.

Tymczasem Komorowski, decyzją o referendum w sprawie JOW-ów, a teraz w sprawie emerytur, pokazał, że te wszystkie dotychczasowe platformerskie gry, są warte funta kłaków. Że w Polsce można wiele - tylko musi być tzw. polityczna wola. A nic tej woli nie wyzwala jak kampania wyborcza, zwłaszcza gdy dwaj kandydaci idą łeb w łeb.

Owszem, wygląda to trochę na pociągnięcia panikarskie, na coś nieprzemyślanego, pod czwartkową debatę, ale czy mam się tym martwić?

Więc - jeżeli mogę marzyć - proszę Jana Guza o przyciśnięcie Komorowskiego w sprawie śmieciówek, płacy minimalnej, bardziej sprawiedliwych podatków, uczciwej ustawy reprywatyzacyjnej i tak dalej. Dość kluczenia Platformy!

Nawiasem mówiąc, gdzieś usłyszałem, że pomysłem prezydenta w sprawie emerytur zaskoczona została Ewa Kopacz. Czyżby więc Komorowski szedł na kursie kolizyjnym ze swoim rządem? Wreszcie? Prawda to, czy wyborcza fatamorgana?

Chyba nikt, niestety, nie ma złudzeń. Ale nie znaczy to, że te wszystkie czynione z potrzeby kampanii zobowiązania, po 24 maja zostaną gdzieś głęboko ukryte. Czy to przez Komorowskiego, czy przez Dudę.

One, po pierwsze, już funkcjonują w przestrzeni publicznej. I to nie jako dziwaczne pomysły , tylko poważne inicjatywy. Polacy już wiedzą, że można.

Tamy zostały rozbite.

I to jest ten przewrót, który dokonał się w ciągu kilkunastu dni kampanii. Pierwszy - że nie warto wierzyć rządowym zaklęciom. I że zawsze można to zmienić. A po drugie - że naprawdę przychodzi czas nowego pokolenia, i nowych koncepcji. Tylko że akurat tego to nowe pokolenie, dziwnie konformistyczne i konserwatywne, jeszcze nie wie.

Oni wciąż stoją w kolejce za swoimi starszymi kolegami, zupełnie nie widząc, że tą kolejką już nikt nie kieruje.

Dowiedz się więcej na temat: Walenciak: Obrazki z Warszawy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje