Wybory prezydenckie 2015

Piechociński: Adam Jarubas ma większą rozpoznawalność niż Andrzej Duda

- Adam Jarubas ma swój dorobek. Mogę się założyć, że ma większą rozpoznawalność niż kandydat PiS na początku swojej kampanii - mówił szef Polskiego Stronnictwa Ludowego pytany o możliwość wystawienia szefa świętokrzyskiego PSL jako kandydata ludowców na prezydenta. - Mamy z kogo wybierać. Wybory do europarlamentu i samorządowe pokazały rosnącą siłę PSL-u. - dodał. O wyborach prezydenckich, zmianach w składzie PSL i odrzuconym sprawozdaniu finansowym mówi prezes PSL Janusz Piechociński.

Zobacz nasz RAPORT SPECJALNY: WYBORY PREZYDENCKIE 2015

Reklama

Dlaczego PSL hamletyzuje i przeciąga podejmowanie decyzji ws. kandydata na prezydenta?

Janusz Piechociński: - Leszek Miller w dniu śmierci Józefa Oleksego ogłosił kandydaturę Magdaleny Ogórek - są i takie scenariusze w polityce. Cenię sobie w polityce poważne rozmowy i analizy. Na ostatnich dwóch posiedzeniach władz PSL politycy wypowiadali się jak zawodowi analitycy.

Wielu z tych partyjnych analityków przekonuje - wbrew pana deklaracjom o tym, że nie startuje - że to prezes partii powinien być kandydatem. Robią panu na złość?

- Nie. W sytuacji zgłaszania kandydata partyjnego naturalnie w pierwszej kolejności patrzy się na lidera. Zwracam jednak uwagę, że jestem liderem innego typu. I przygotowałem do tego partię. Mamy z kogo wybierać. Wybory do europarlamentu i samorządowe pokazały rosnącą siłę PSL-u. Bierze się ona m.in z odmłodzenia kadr, nowych nazwisk.

Wystawienie Adama Jarubasa jako kandydata ludowców to jeden z głównych scenariuszy. Nie byłoby to ryzykowne posunięcie - biorąc pod uwagę słabą rozpoznawalność szefa świętokrzyskiego PSL?

- Adam Jarubas ma swój dorobek: drugą kadencję jest świetnym marszałkiem województwa świętokrzyskiego, a w ostatnich wyborach samorządowych znacząco poprawił swój wynik. Mogę się założyć, że ma większą rozpoznawalność niż np. kandydat PiS na początku swojej kampanii. Pół Polski zaczyna kojarzyć słowo Ogórek nie z felietonistą Gazety Wyborczej, a młodą blondynką po studiach znaną dotąd z tego, że ma dużo do powiedzenia na temat Kościoła.

Chce pan, by Jarubas szedł drogą budzącej emocje kandydatki SLD?

- Nie. Pokazuję tylko pewien mechanizm. Kampania prezydencka zaczyna się z chwilą ogłoszenia terminu wyborów i zebrania 100 tys. podpisów pod kandydaturą. Gwarantuję, że jeśli PSL wystawi kandydata partyjnego, to zdobędziemy 500 tys. podpisów. To jest najlepsza metoda, by przy niskich kosztach poinformować każdego obywatela w Polsce, kim jest X, który wystartuje, jako kandydat PSL. Poza tym wystarczy popatrzeć na wynik wyborów samorządowych, by mieć świadomość siły PSL.

W wyborach prezydenckich wyborcy kierują się innymi kryteriami. W sondażu dla TVP Jarubas miał 1 proc. poparcia.

- W piątek, tuż przed ciszą wyborczą w wyborach samorządowych TVP opublikowała sondaż pokazujący, że PSL w wyborach parlamentarnych miałoby 5 proc. Jeśli tym razem w przeddzień wyborów prezydenckich zapytają, jak wyborcy chcą głosować w wyborach europejskich za 4 lata, to będzie oznaczało, że uważają odbiorców polityki za idiotów. My Polacy - wbrew pozorom - nie jesteśmy idiotami.

Ocenia pan, że wybory samorządowe pokazały rosnącą siłę PSL. Według dr Jarosława Flisa pańska partia otrzymała 700 tys. głosów więcej w wyborach samorządowych tylko dzięki temu, że jej kandydaci byli na pierwszej stronie karty do głosowania w formie książeczki.

- A były wzięte pod uwagę głosy oddane na PiS?

Tak, w powiatach, gdzie na pierwszej stronie byli kandydaci PiS ta partia - według analizy Flisa - uzyskała wynik o 10 proc. wyższy niż w skali całej Polski.

- Polecam panu Flisowi spis powiatów, które odwiedziłem ja, Marek Sawicki czy Władysław Kosiniak-Kamysz. Mieliśmy około tysiąca spotkań tylko w tym roku. Wystarczy porównać wynik PSL w tych powiatach, które odwiedziliśmy kilka razy i te, w których nas nie było. PSL zniknęło z tej przegadanej, konferencyjnej, bijącej pianę polityki dyskutującej np. o tym, jak rezygnacja Iwony Sulik wpłynie na wynik wyborów parlamentarnych. Zamiast tego spotykamy się z ludźmi od gminy do gminy. Ludzie się zapisują do PSL. Do wyborów parlamentarnych do PSL przyjmiemy 2,5 tys. ludzi.

Ludzi przybywa, ale może zabraknąć subwencji po tym, jak PKW odrzuciła sprawozdania finansowe PSL za zbieranie środków na partię na prywatnym koncie. Czuje się pan za to odpowiedzialny?

- Ta sprawa się zaczęła w 2010 roku.

Konto istniało od 2010 roku do 2013, a prokuratura zajęła się sprawą w 2014 r.

- Nie ma odpowiedzialności zbiorowej. Błąd nie został popełniony na poziomie władz PSL, ale przez dwóch już byłych członków PSL. Sąd koleżeński pozbawił ich członkostwa.

O ostatecznym odrzuceniu sprawozdania PSL zdecyduje Sąd Najwyższy. Pana zdaniem jest szansa na decyzję korzystną dla PSL?

- Ta sprawa pokazała, że jest łatwy sposób na rozbicie konkurencyjnej partii. Wystarczy się do niej zapisać i przed kolejnymi wyborami złamać ustawę o partiach politycznych, przetrzymując jedną fakturę. W konsekwencji partia straci subwencję. Mam nadzieję, że sąd uwzględni to w swoim orzeczeniu, które powinno też zawierać zalecenie do wprowadzenia zmian w obecnych przepisach.

Chce pan budować polityczne centrum, a ostatnie transfery do PSL sięgają skrajnie na lewo i prawo. Jak chce pan pogodzić Godsona z byłymi palikotowcami?

- To sygnał do Polaków, że ludzie mają dość kłótni na prawicy i destrukcji na lewicy. To jest to szukanie czegoś wspólnego, czegoś większego, takiego centrum politycznego, które mogłoby zjednoczyć różne środowiska polityczne.

Rozmawiał Grzegorz Łakomski 

Zobacz też:

Dzięki pierwszej stronie PSL zdobyło 700 tys. dodatkowych głosów

PKW odrzuciła sprawozdania finansowe PSL i KNP

Kłopoty w PSL. Sprawą zajmie się sąd koleżeński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL