Juncker: Nie obawiam się zwycięstwa Le Pen

Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker nie widzi potrzeby tworzenia planu awaryjnego dla UE. Przewodniczący uważa, że nawet jeśli wybory we Francji wygra kandydat eurosceptyczny taki jak Marine Le Pen, Unia jest wystarczająco silna, by przetrwać.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich we Francji już w niedzielę, dlatego rzeczniczka KE Mina Andreewa była pytana w piątek o to, na ile KE jest przygotowana na "Frexit", czyli wyjście Francji z UE. Andreewa odpowiedziała, że pytanie jest dobrą okazją dla przypomnienia słów Junckera o tym, że "kocha wybory, bo są normalną częścią demokracji".

Reklama

"Nie widzimy potrzeby tworzenia planu ratunkowego. To nie kryzys, a możliwość dla demokracji. To także szansa dla Francuzów, żeby przedstawili swoje oczekiwania w tych wyborach"  - powiedziała Andreewa. Przypomniała też słowa szefa KE o tym, że jest pewny, iż Unia Europejska jest wystarczająca silna, by przetrwać, nawet jeśli wybory wygra kandydat eurosceptyczny, jak szefowa skrajnie prawicowego Frontu Narodowego, Le Pen.

Juncker powiedział wcześniej w wywiadzie dla gazety "Welt am Sonntag", że "nawet jeśli wybory wygra Marine Le Pen, nie oznacza to końca projektu europejskiego".

Nie wszyscy w Komisji Europejskiej są jednak tak optymistyczni jak Juncker. Unijny komisarz ds. gospodarczych i finansowych, socjalista Pierre Moscovici w niedawnym wywiadzie dla kanału I-Tele mówił, że zwycięstwo Le Pen "jest poważną hipotezą". Francuski komisarz podkreślił, że "Le Pen pragnie zniszczyć Unię Europejską", a "Europa bez Francji nie ma żadnego sensu".

W artykule, który ukazał się na łamach dziennika "Le Monde", Moscovici powtórzył tezę, że "głosowanie na Le Pen oznacza wyjście ze strefy euro i przywrócenie zdewaluowanego franka oraz utratę siły nabywczej", co stanowi "totalne szaleństwo". Komisarz ostrzegł, że koniec euro i Unii Europejskiej wbrew temu, co twierdzą ludzie, którzy pragną, aby do tego doszło, "nie oznaczałyby katharsis, lecz kataklizm".

Według komisarza protektorem Francji rządzonej przez Marine Le Pen mogłaby być Rosja prezydenta Władimira Putina lub Stany Zjednoczone prezydenta Donalda Trumpa, co w obu przypadkach oznaczałoby "ograniczoną suwerenność".

W czołówce sondaży przed pierwszą turą wyborów prezydenckich znajdują się centrysta Emmanuel Macron, Marine Le Pen, przedstawiciel skrajnej lewicy Jean-Luc Melenchon oraz kandydat centroprawicy Francois Fillon. Głosowanie rozpocznie się w niedzielę o 8 rano. Lokale wyborcze otwarte będą do godz. 19, a w wielkich miastach, jak Paryż, Lyon czy Marsylia - do godz. 20.

Dowiedz się więcej na temat: juncker | Francja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje