Międzypokoleniowa jednomyślność Francuzów

Gdyby o wyniku wyborów decydowały głosy młodych wyborców, Stanami Zjednoczonymi rządziłaby Hillary Clinton, a Wielka Brytania zostałaby w Unii Europejskiej. We Francji międzypokoleniowego pęknięcia nie było: Emmanuela Macrona zgodnie poparli zarówno najstarsi jak i najmłodsi wyborcy.

Sensacji nad Sekwaną nie było. Emmanuel Macron pewnie pokonał Marine Le Pen w niedzielnej drugiej turze wyborów prezydenckich i to on zastąpi Francoisa Hollande’a. Zaledwie 38-letni polityk zdobył niemal 2/3 głosów.

Reklama

- Wiek kandydata nie odgrywa tutaj większej roli. Pamiętam sondaże realizowane w trakcie prawyborów w Partii Demokratycznej w Stanach Zjednoczonych w ubiegłym roku. Gdyby wówczas prawo głosu mieli tylko wyborcy w wieku poniżej 30 lat, prezydentem zostałby Bernie Sanders, najstarszy ze wszystkich kandydatów - zwraca uwagę w rozmowie z Interią dr Radosław Marzęcki, politolog i socjolog z Instytutu Politologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

Ulubieniec grupy 70 plus

Emmanuel Macron zdystansował Marine Le Pen w każdej grupie wiekowej. Co ciekawe największe poparcie młody kandydat zyskał wśród... najstarszych wyborców.

- W grupie wiekowej 70 plus Macron otrzymał ponad trzykrotnie więcej głosów niż Le Pen. Wśród najmłodszych, w przedziale 18-24, również zwyciężył, ale jego przewaga nad liderką Frontu Narodowego była "tylko" dwukrotnie wyższa. Charakterystyczne jest podobieństwo preferencji we wszystkich grupach wiekowych. W każdej z nich przewagę miał Macron, najmniejszą pośród Francuzów w wieku 35-49 lat, choć i tak kilkunastoprocentową - podkreśla dr Radosław Marzęcki.

W referendum w Wielkiej Brytanii i wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, zauważa nasz rozmówca, wyraźnie zarysowało się międzypokoleniowe pęknięcie. Młodzi głosowali na Hillary Clinton i za pozostaniem w Unii Europejskiej, stosunkowo starsi wyborcy stosunkowo częściej popierali Brexit i Donalda Trumpa. We Francji obserwowaliśmy międzypokoleniową jednomyślność.

Preferencje Polaków

- Przy okazji wyborów w USA można było usłyszeć głosy, że to właśnie Polska, może Węgry rozpoczęły antyestablishmentowy przewrót w światowej polityce. Tymczasem, jeśli spojrzeć na problem przez pryzmat preferencji politycznych zdeterminowanych wiekiem wyborców, to tezy tej trudno bronić - zaznacza dr Radosław Marzęcki.

W Polsce, wylicza badacz z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, ludzie w wieku 18-29 lat głosowali na PiS (25,8%), Kukiz'15 (19,9%) i partię KORWiN (16,8%). W USA młodzi w wieku 18-29 lat częściej wybierali Clinton (55%) niż Trumpa (37%). W Wielkiej Brytanii młodzi w wieku 18-24 lata zdecydowanie częściej opowiadali się za pozostaniem we Wspólnocie (73%) niż za wyjściem z UE (27%).

- Rezultaty badań sondażowych wskazują raczej na odmienność preferencji młodych Polaków i Brytyjczyków. Także Francuzów, gdyż tam młode pokolenie w większości opowiedziało się przeciw kandydatce uderzającej w podobne - choć niepomiernie bardziej radykalnie - tony, co wspomniane wcześniej siły polityczne, z którymi aktualnie sympatyzuje polska młodzież -tłumaczy w rozmowie z Interią.

Bezpieczne sondaże

Skoro o sondażach mowa, te we Francji nie rozczarowały. Sondażownie trafnie wskazały faworytów pierwszej tury wyborów, zgodnie wskazały też na gładkie zwycięstwo Macrona w niedzielnej "dogrywce", chociaż to było łatwiejsze zadanie, niż oszacowanie wyników brytyjskiego referendum czy wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych.

- W Wielkiej Brytanii i w USA mieliśmy do czynienia z głębokim, lecz w dużej mierze symetrycznym podziałem społeczeństwa na dwa przeciwstawne bloki: zwolenników i przeciwników jakiejś opcji. Preferencje rozkładały się niemal po równo, dlatego trudniej było przewidzieć - przy użyciu tak niedoskonałego narzędzia, jakim jest sondaż - jak w praktyce będzie wyglądał rozkład opinii. Pomyłka rzędu 2-3% rzutowała na wiarygodność pracowni badawczej, ponieważ wypaczała wynik wyborów - zwraca uwagę dr Radosław Marzęcki.

I dodaje: - We Francji prognozowany rozkład opinii był nierównomierny, mniej więcej 60-65% dla Macrona do 35-40% dla Le Pen. Ta sytuacja jest o wiele bardziej bezpieczna dla sondażowni, którym nie wypomina się niewielkiej niedokładności pomiaru, gdyż ta nie ma znaczenia z punktu widzenia różnicy w poparciu dla obu kandydatów.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje