Strzelanina w Paryżu: Policjanci zaatakowani na Polach Elizejskich

Nadal napływają sprzeczne informacje na temat strzelaniny, do której doszło w czwartek około godziny 21 w pobliżu Pól Elizejskich w Paryżu. Z ostatnich doniesień wynika, że zginął jeden policjant, natomiast dwóch funkcjonariuszy jest poważnie rannych. Nie żyje również sprawca ataku, do którego przyznało się tzw. Państwo Islamskie. Wcześniej informowano także o drugiej strzelaninie, jednak na razie wiadomość ta nie została potwierdzona przez oficjalne źródła. Jak przypomina korespondent Interii w Paryżu Michał Michalak, "Pola Elizejskie, zwłaszcza okolice Pałacu Elizejskiego, były w czwartek wyjątkowo mocno obstawione; uzbrojeni po uszy policjanci stali właściwie na każdym rogu".

"Świadkowie opowiadają, że gdy rozległy się strzały, wybuchła panika. Ludzie uciekali do pobliskich sklepów. Według tych relacji napastnik obrał za cel policjantów i tylko do nich strzelał" - opowiada nasz korespondent.

Reklama

Jak podało francuskie MSW, sprawca przyjechał na miejsce zdarzenia autem. Wysiadł, po czym zaczął strzelać do policjantów z broni automatycznej. Jednego zabił, dwóch ciężko ranił. Został zastrzelony przez innych funkcjonariuszy obecnych na miejscu.

Po ataku związek zawodowy policjantów na Twitterze przekazał, że jeden funkcjonariusz został zastrzelony w radiowozie, który stał na czerwonym świetle.

Policja podała, że podejrzany o dokonanie ataku na Polach Elizejskich był jej znany i był podejrzewany o ekstremizm. Funkcjonariusze przeprowadzili już obławę na miejsce zamieszkania podejrzanego.

Paryska policja spekulowała wcześniej, że incydent mógł być aktem terroru. Także prezydent Francji Francois Hollande powiedział, że atak był "terrorystyczny w swej naturze". 

Do ataku przyznało się w czwartek przed północą tzw. Państwo Islamskie poprzez propagandową agencję Amak. "Wykonawcą ataku na Polach Elizejskich w centrum Paryża jest Belg - Abu Yussef, jeden z bojowników Państwa Islamskiego" - napisano.

Na miejsce zdarzenia przybyli burmistrz Paryża Anne Hidalgo, prokurator generalny miasta François Molins i szef policji Michel Delpuech.

Atak mimo wzmocnionych sił bezpieczeństwa

"Przez dobre pół godziny od ataku niemal cały czas było słychać pojazdy jadące na sygnale" - relacjonował nasz korespondent w Paryżu. "Paryżanie dzwonili do siebie i upewniali się, czy bliskim na pewno nic się nie stało. Komunikat policji wywołał obawy, że być może szykuje się jakieś kolejne uderzenie" - opisywał.

"Szczególnie zatrważające jest to, że Pola Elizejskie, zwłaszcza okolice Pałacu Elizejskiego, były dziś [czwartek - przyp. red.] wyjątkowo mocno obstawione; uzbrojeni po uszy policjanci stali właściwie na każdym rogu. Wzmocnione siły bezpieczeństwa były wynikiem m.in. posiadanych przez służby informacji o możliwych, planowanych w Paryżu zamachach" - podkreślał Michał Michalak.

"Co ciekawe, tuż po ataku, we francuskiej telewizji na żywo, zgodnie z planem, Emmanuel Macron [jeden z kandydatów na prezydenta - przyp. red.] przedstawiał swój program. Macron odniósł się jednak do strzelaniny, deklarując solidarność z paryskimi policjantami. Kandydat En Marche! postuluje zwiększenie liczebności policji" - informował korespondent Interii.

Kandydaci w niedzielnych wyborach prezydenckich - Marine Le Pen i Francois Fillon - po wydarzeniach w Paryżu odwołali swoje piątkowe, kampanijne wyjazdy.

Do strzelaniny na Polach Elizejskich doszło zaledwie trzy dni przed pierwszą turą wyborów prezydenckich we Francji. Temat bezpieczeństwa z pewnością zdominuje ostatnie dni kampanii wyborczej. Francuzi pójdą do urn 23 kwietnia.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje