"Wybór Macrona to zły sygnał dla Polski i całej UE"

Wybór Emmanuela Macrona to zły sygnał dla Polski, ale w II turze wyborów żaden kandydat nie był dobry z naszej perspektywy - uważa dr Marcin Kędzierski. Jego zdaniem wynika to m.in. z oczekiwanych przez Francuzów od nowego prezydenta zmian kształtu UE.

Adiunkt w Katedrze Studiów Europejskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i dyrektor programowy Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ocenił, że Macron na stanowisku prezydenta może doprowadzić do pogłębienia podziałów pomiędzy starą Europą a nowymi krajami UE.

Reklama

"Macron wygrał najprawdopodobniej głosami dużych miast - tych, które są beneficjentami globalizacji, integracji europejskiej. Ale sam przebieg kampanii, zwłaszcza przed drugą turą, pokazał, że Francuzi dali wyraźny sygnał ‒ choć chcą pozostać w Unii Europejskiej, to oczekują jej radykalnych reform. Innymi słowy chcą Unii, ale w zupełnie innym kształcie niż do tej pory. Macron będzie musiał te oczekiwania uwzględnić, jeśli będzie chciał utrzymać poparcie. Zresztą udowodnił to już w trakcie kampanii, co zostało wyraźnie dostrzeżone w Polsce" - powiedział Kędzierski.

"Te zmiany były już sygnalizowane od kilku miesięcy, zapowiadał je także prezydent Hollande. Dotyczą one wprowadzenia jakiejś formy płatności wyrównawczych dla Francji, pewnie także dla innych krajów południa kontynentu, które dziś tracą na integracji w ramach strefy euro. Mowa tu głównie o pomyśle stworzenia oddzielnego budżetu dla strefy euro, którego powstanie musiałoby oznaczać uszczuplenie dotychczasowego budżetu Wspólnoty, z którego korzystają kraje naszego regionu poprzez politykę spójności" - wyjaśnił.

Kędzierski dodał, że należy się spodziewać także dążenia do wprowadzenia jakiejś formy ograniczenia swobody przepływu osób i usług, czyli tego elementu, na którym korzystają biedniejsze państwa Unii, a który dziś wpływa negatywnie na sytuację gospodarczą tych grup społecznych we Francji, które najbardziej ucierpiały w wyniku przyśpieszenia globalizacji i integracji gospodarczej w Europie.

"Pamiętajmy, że siła nabywcza Francuzów w ostatnich kilku latach spadła, że bezrobocie wśród osób młodych wynosi prawie 25 proc. Ludzie widzą, że dziś ich miejsca pracy są albo przenoszone do nowych państw członkowskich lub poza UE, albo są przejmowane przez imigrantów m.in. z Polski. To był w dużej mierze elektorat Marine Le Pen, która zdobyła ponad 10 milionów głosów. Macron nie może ich zlekceważyć, tym bardziej, że i część jego elektoratu oczekuje konkretnych działań w tym kierunku" - podkreślił.

Dr Kędzierski stwierdził, że za wygraną Macrona z pewnością trzymała kciuki Angela Merkel - Macron daje jej szansę na realizację planu naprawy UE, zwłaszcza w kontekście ratowania strefy euro. "Uratowanie strefy euro, leżące w interesie Niemiec, najprawdopodobniej spowoduje pogłębienie podziałów pomiędzy starą Europą a tą jej częścią, w której my jesteśmy" - powiedział.

Kędzierski przypomniał, że w trakcie kampanii prezydenckiej Macrona pojawiły się "wypowiedzi, które w radykalny sposób podważały fundamentalną dla UE zasadę solidarności" - choć groził Polsce i Węgrom wprowadzeniem sankcji za łamanie zasad europejskich, sam jednocześnie zapowiadał złamanie tych zasad w zakresie swobody przepływu osób i usług. "To zły sygnał dla Polski, ale to również bardzo zły sygnał dla Unii" - stwierdził.

"Macron, polityk bez silnego zaplecza politycznego, nie będzie w stanie przeprowadzić radykalnych zmian gospodarczych, których dziś potrzebuje Francja. Jednocześnie jednak próbując rozwiązać swoje problemy mocno podkopie zasadę solidarności wewnątrzeuropejskiej, a tym sam może się przyczynić do bardzo silnej dezintegracji Unii, a może nawet i jej rozpadu" - stwierdził dr Kędzierski.

Ekspert zastrzegł, że dla naszego kraju wygrana Marine Le Pen "wcale nie byłaby lepsza" - głównie z powodu jej bliskich kontaktów z Rosją Władimira Putina.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje