Emmanuel Macron Napoleonem XXI-wieku?

Jeśli Emmanuel Macron wygra, czy zostanie Napoleonem XXI-wieku? - pyta na łamach "The New York Times" Andrew Roberts, autor biografii "Napoleon: A Life".

Miał zaledwie trzydzieści lat, kiedy doszedł do władzy, pokonując złowrogie i ultraprawicowe ugrupowanie zagrażające zniszczeniem Francji. Oczytany i inteligentny, zdobył najwyższej jakości francuskie wykształcenie i zrobił z tego najlepszy użytek. Miał duże ambicje, by zjednoczyć europejski kontynent i uczynić Francję czołowym państwem tej integracji. Spoglądał na dopiero co odosobnioną Wielką Brytanię z nieskrywaną irytacją i pogardą.

Reklama

Rozważał działania wojenne w Syrii. Jednak przede wszystkich chciał, by dziesiątki tysięcy francuskich emigrantów powróciło do Francji z Londynu. Pragnął, żeby jeszcze raz przyczynili się do budowania życia w swoim kraju. Obiecał nic innego, jak powszechną rewolucja mającą na celu "odblokowanie Francji".

Zarówno Emmanuel Macron, jak i Napoleon Bonaparte doskonale pasują do powyższego opisu, zakładając, że to Macron zwycięży nad Marine Le Pen z Frontu Narodowego w ostatniej rundzie francuskich wyborów (...). Nawet ataki Le Pen na Macrona, w których oskarża go o to, że nie kocha Francji, powracają echem jakby wyjęte z życia Napoleona urodzonego na Korsyce. Macron, którego partia En Marche! (Naprzód!) przyjęła w nazwie wojskową metaforę tak ukochaną przez Bonapartego, zdaje się nie mieć nic przeciwko tym wszystkim porównaniom.

"Demokratyczna rewolucja" i "odblokowanie" Francji

Oczywiście, "demokratyczna rewolucja", którą zapowiada Macron, mając nadzieję, że Francuzi wybiorą go na prezydenta, jest daleka od wojskowego zamachu, jakie popchnęło Napoleona do zdobycia władzy w listopadzie 1799 roku i utrzymywało go na czele państwa aż do 1815 roku. Ale podobnie jak Napoleon, Macron - nazywający sam siebie "pragmatycznym centrystą" - mówi, że jest ponad stronniczością, która tak bardzo pochłonęła ostatnie dziesięciolecia francuskiej polityki.

Napoleonowi udało się "odblokować" Francję poprzez przeprowadzenie reform edukacyjnych, prawnych, finansowych, religijnych i handlowych, spośród których wiele nadal funkcjonuje. Legia Honorowa, Bank Francji, Rada Stanu, system edukacji i wiele obiektów paryskiej architektury to dzieła napoleońskie, które dziś, po dwustu latach, wciąż świadczą o jego geniuszu.

Macron składa obietnice, wykazując się podobną odwagą: "Nie proponuję wam reformowania Francji. Proponuję przekształcenie jej u podstaw".

Czy jego "demokratyczna rewolucja" może stworzyć równie trwałe zabytki, co w przypadku Napoleona Bonaparte?

Historyczne cienie we francusko-brytyjskich relacjach

Macron urodził się w Amiens - mieście, do którego Napoleon wysłał swego brata Józefa, by negocjował pokój pomiędzy Anglią a Francją w 1802 roku. Podpisany tam traktat trwał zaledwie rok, zanim wybuchnął kolejny konflikt i wrogość, m.in. w kwestii wolnego handlu z Europą. Napoleon nie pozwolił uczestniczyć w nim Wielkiej Brytanii, obawiając się, że wpłynie to negatywnie na francuski przemysł. Dalsze negocjacje w sprawie Brexitu, w których Macron najprawdopodobniej odegra ważną rolę, mają zatem długie, historyczne cienie.

W wyniku zerwania pokoju w Amiens w 1803 roku, Napoleon zwabił z powrotem do Francji prawie wszystkich francuskich przymusowych emigrantów, którzy podczas rewolucji uciekli do Londynu. Było ich więcej, niż podatkowych uchodźców, którzy uciekli z kraju przed 75-procentowym "superpodatkiem" prezydenta Francoisa Hollande'a. Macron pełnił wówczas w latach 2014-2016 funkcję ministra gospodarki.

Widoczne wpływy Charlesa de Gaulle'a

W pierwszej turze wyborów prezydenckich Macron znalazł się u progu zwycięstwa. Miała na to wpływ panika przed wzrostem znaczenia Frontu Narodowego, o co po części można oskarżać samego Charlesa de Gaulle’a. W 1958 roku zinstytucjonalizował on obszerne uprawnienia francuskiego prezydenta, co było więcej niż ukłonem w stronę dyktatury Napoleona. Uważano, że silny, centralny rząd powinien pracować dla Francji i wyraźnie brakowało go w II, III i IV Republice Francuskiej.

De Gaulle kontynuował przyjęty przez Napoleona system głosowania w wyborach prezydenckich w kolejnych rundach, co pozwalało "odsiać" zainteresowanych. De Gaulle zakładał, że gwarantuje to wejście do finałowej rundy dwóch najbardziej centrowych kandydatów.

Wybuch nastąpił jednak w 2002 roku, kiedy na prezydenta kandydował Jean-Marie Le Pen, wieloletni przywódca skrajnie prawicowego Frontu Narodowego. Teraz, w 2017 roku, poparcie dla jego córki - Marine Le Pen - wzrasta z tą samą siłą. Pomogło jej m.in. nagłośnienie sprawy wokół prawicowego kandydata Francoisa Fillona, oskarżanego o chciwość i fikcyjne zatrudnianie swojej żony Penelope. (Poparcie dla niego zaczęło wówczas spadać w sondażach - przyp. red. Interia). Gdyby do tego nie doszło, to Fillon mógłby zająć miejsce Le Pen w drugiej turze wyborów prezydenckich.

Założenia de Gaulle’a są dziś jak cień. Największy Francuz od czasów Napoleona z pewnością żałuje swoich obliczeń.

"Toksyczność" francuskiej polityki

Toksyczność współczesnej, francuskiej polityki mogłaby mocno zaskoczyć Napoleona, który przetrwał niemal tyle prób dokonania zabójstwa, co de Gaulle. Dzisiejsza złość jest jednak niczym, jeśli okaże się, że Macron nie wygra.

Neofaszystowskie zwycięstwo mogłoby doprowadzić do powstań w podmiejskich dzielnicach zwanych "banlieues". Przypominałyby one wydarzenia z 1848, 1871 i 1968 roku, kiedy protesty przerodziły się w rozlew krwi.

Jeśli Macron wygra, odziedziczy stwardniałe, stronnicze, obciążone nadmiernymi podatkami i absurdalnie biurokratyczne państwo z deficytem i ogromnym problemem w zakresie bezpieczeństwa. Napoleon był w stanie ukrócić dokładnie te same problemy, manipulując opinią publiczną za pośrednictwem kontrolowanej prasy, narzucania głosowania w parlamencie i dyktat, gdy tylko został cesarzem Francji.

Mógł to zrobić, ponieważ odróżniał prowadzoną przez niego "rewolucję powszechną" od "rewolucji demokratycznej", która jest zależna od wolnych i sprawiedliwych wyborów.

Jako prawdziwy demokrata, a nie jedynie ktoś, kto się tak przedstawia, Macron nie będzie miał takiego luksusu.

Andrew Roberts/© 2017 The New York Times
Tłum. JM

(Andrew Roberts jest autorem biografii pt. "Napoleon: A Life")

Śródtytuły pochodzą od redakcji Interia Fakty.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje