​Kolonizacja Marsa, czyli druga debata prezydencka we Francji

Blisko czterogodzinna debata wszystkich 11 kandydatów na prezydenta Francji przyniosła momentami absurdalną licytację na wyrazistość.

Gdyby sondaże przyrównać do wyścigu kolarskiego, to sytuacja na trasie wygląda następująco: 

Reklama

Liderami stawki są Emmanuel Macron i Marine Le Pen; grupę pościgową stanowią Francois Fillon, Benoit Hamon i Jean-Luc Mélenchon; w peletonie jedzie natomiast cała reszta - wymieńmy ich, żeby formalnościom stało się zadość: nazywani trockistami Phillipe Poutou i Nathalie Arthaud, antyunijni Nicolas Dupont-Aignan, Francois Asselineau i Jacques Cheminade oraz eurosceptyczny centrysta Jean Lassalle.

Transmitowana na cały kraj debata była szansą, by kandydaci, których poparcie oscyluje wokół błędu statystycznego, mogli się wyróżnić. Z szansy skwapliwie skorzystali.

Asselineau i Cheminade licytowali się, kto "bardziej" wyprowadzi Francję z Unii Europejskiej. Cheminade dołożył do tego postulat kolonizacji Marsa i industrializacji Księżyca, a także stworzenia wraz z Donaldem Trumpem i Władimirem Putinem międzynarodowej policji światowego porządku. Dupont-Aignan obrał taktykę stawiania pod ścianą bardziej znanych od siebie kandydatów. Lassalle chce nauczyć Francuzów języków obcych. Poutou proponuje rozbrojenie policji.

Zresztą ubrany w bluzę zamiast garnituru Phillipe Poutou zdołał dokonać czegoś, co wydawało się niemożliwe, mianowicie obszedł Jean-Luca Mélenchona z lewej strony. Lider Nowej Partii Antykapitalistycznej, który odmówił wspólnego zdjęcia z resztą kandydatów, postuluje m.in. zakaz zwolnień, obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat czy darmową aborcję i antykoncepcję.

W tej sytuacji z większym zrozumieniem można podejść do kłopotów spadającego w sondażach kandydata socjalistów Benoit Hamona, który nie potrafi się przebić ze swoim programem, próbującym odpowiadać na wyzwania związane z automatyzacją i cyfryzacją. W retoryce antykapitalistycznej i propracowniczej silniej wybrzmiewa głos Mélenchona, radykalizmem przebijają Hamona Poutou i Arthaud, z kolei w centrum rozsiadł się Emmanuel Macron.

Człowiek-slogan

Perfekcyjnie wystrojony i uczesany faworyt wyborów Emmanuel Macron znów prezentował siebie jako kogoś, kto nie wdaje się w ideologiczne spory, jako pragmatyka, który znalazł recepty na bolączki Francji, zwłaszcza gospodarcze.

Pełne pasji perory wygłaszane przez Macrona były tak naprawdę zbiorem sloganów, "coelhizmów", mających zachwycić, nie epatując nadmierną szczegółowością.

Próbka możliwości Emmanuela Macrona: "Potrzebujemy całkowitej odnowy klasy politycznej", "Chcę więcej transparentności, nie podejrzliwości", "Zlikwidujmy terroryzm u jego źródła", "Są miejsca, w których interwencja militarna jest niezbędna", "Musimy przywrócić europejską solidarność", "Zmodernizujemy usługi publiczne", "Chcę zreformować Europę poprzez konstruktywny dialog".

Macron w swoim programie ma dla każdego coś miłego, jeśli jednak mielibyśmy szukać czegoś charakterystycznego, to bez dwóch zdań jest kandydatem przychylnym wielkiemu biznesowi, podobnie jak Francois Fillon.

"Dead man walking"

Były premier Francois Fillon nie przyjmuje do wiadomości, że tonie w sondażach po aferze z zatrudnianiem rodziny na fikcyjnych stanowiskach.

W tym uporze wspiera Fillona rosyjski aparat państwowy, którego agencja prasowa przekonuje swoich odbiorców, że Fillon, przyjaciel Władimira Putina i przeciwnik sankcji wobec Rosji, w istocie prowadzi w sondażach.

Być może hakerzy, którzy wykradli maile kompromitujące sztab Hillary Clinton i Partię Demokratyczną, mają coś na Macrona, a na czym mógłby skorzystać Fillon. Ale to już spekulacje. Fakty są takie - Fillon nie ma zamiaru rezygnować mimo zarzutów karnych.

"Nie dam się zastraszyć" - przekonywał podczas debaty i żalił się, że dziennikarze już wydali na niego wyrok. "Popełniłem błędy" - przyznał, ale jednocześnie zaznaczył, że to Francuzi ocenią go przy urnach wyborczych.

Największe przeboje Marine Le Pen

Debaty z udziałem szefowej Frontu Narodowego przypominają składanki "the best of". Wyborcy Marine Le Pen znów usłyszeli swój ulubiony refren o imigrantach, islamistach, zamykaniu granic i "inteligentnym protekcjonizmie".

Pojawiła się jednak zwrotka stosunkowo nowa, choć wpisująca się w retorykę Le Pen: kandydatka zapowiedziała nałożenie dodatkowego podatku na firmy zatrudniające obcokrajowców.

Liderka FN uderza w tony narodowej dumy i odwołuje się do tego, co dla obywateli najważniejsze - bezpieczeństwa. 

Le Pen zręcznie łączy postulaty socjalne i antykapitalistyczne, z eurosceptycyzmem oraz ostrą krytyką imigracji i islamu. Dzięki temu może podbierać wyborców właściwie każdemu z kandydatów. Jedynie z prorynkowym i proimigranckim Macronem nic jej nie łączy. 

Najmocniejsze ciosy

Debata upłynęła pod znakiem wymiany argumentów - jak już wspominaliśmy: były to czasem argumenty kosmiczne - jednak nie zabrakło politycznego boksu.

Nicolas Dupont-Aignan wytykał Emmanuelowi Macronowi pracę w banku Rothschildów, zarzucał, że to bankierzy będą jego prawdziwymi mocodawcami, nie naród. "Czy nie powinniśmy skończyć z dyktatem banków?" - pytał Dupont-Aignan. "Miałem pracę, wykonywałem swój zawód. Banki będą zawsze, a ja gwarantuję im pełną niezależność" - odpowiadał Macron.

Jeszcze mocniej, tyle że Fillona i Le Pen, zaatakował Phillipe Poutou: "Fillon jest zmartwiony długiem, za wyjątkiem sytuacji, kiedy wyciąga pieniądze dla swojej rodziny. Pani Le Pen z kolei kradnie europejskie fundusze". Kandydat w bluzie nawiązał w ten sposób do afery Fillona oraz afery Le Pen, której Parlament Europejski zarzucił defraudację pieniędzy - kandydatka z funduszy na asystentów miała płacić m.in. ochroniarzowi, czego zakazuje regulamin PE.

Krew wyczuł również Benoit Hamon: "To zabawne, jak Le Pen kreuje siebie na ofiarę, kiedy sama stygmatyzuje imigrantów".

W pewnym momencie debata zamieniła się w konkurs na dogadywanie Le Pen. "Nacjonalizm to wojna" - mówił za Francois Miterrandem Macron - "a pani powtarza te same kłamstwa, które słyszeliśmy od pani ojca przez 40 lat".

Liderka Frontu Narodowego w końcu nie wytrzymała: "To jest debata czy przesłuchanie?" - pytała. Jednak ta sytuacja może pomóc kandydatce w budowaniu narracji "my kontra oni - cała reszta, zwalczająca nas za wszelką cenę".

Na koniec Jean Lassalle ocenił dyskusję jako "cudowną" i podziękował prowadzącym za zaproszenie.

Kolejna i zarazem ostatnia debata wszystkich kandydatów na prezydenta Francji odbędzie się 20 kwietnia, trzy dni przed pierwszą turą wyborów.

-----

Interia nad Sekwaną: Od 21 kwietnia będziemy relacjonować wybory prezydenckie we Francji prosto z Paryża (i nie tylko). Wypatrujcie naszych korespondencji, zdjęć, materiałów wideo. Zapraszamy!

Dowiedz się więcej na temat: Francja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje