Francois "4 procent" Hollande

Jak zostać najmniej popularnym prezydentem świata? Tego próbowałem dowiedzieć się od Francuzów.

W połowie maja swój urząd przestanie pełnić Francois Hollande. Jest on pierwszym prezydentem w historii V Republiki nieubiegającym się o reelekcję. Niedawno ukazał się sondaż, w którym Hollande "cieszył się" poparciem na poziomie czterech procent.

Tę katastrofę wizerunkową trudno objąć dostępnymi nam metaforami. Cztery procent? To są już rewiry zaufania społecznego do sędziego Viktora Kassaia po meczu Realu z Bayernem. Przypomnijcie sobie najgorszego prezydenta. Skądkolwiek. Z kiedykolwiek. Z całą pewnością miał on wyższe poparcie.

Jak można wygrać wybory i stracić, wybaczą państwo patos - wszystko?

Reklama

- Hollande? My już nawet nie zauważamy, że mamy prezydenta. To prezydent-duch. Ja tego nie wymyśliłem. Tak się go nazywa. Duch z Pól Elizejskich - mówi mi pracujący w międzynarodowej korporacji Nicolas. - To nie jest wcale nienawiść. No może trochę z prawej strony. Ale u większości to jest całkowita, bezgraniczna obojętność.

W 2012 roku Francuzi przede wszystkim nie chcieli już Nicolasa Sarkozy'ego. A Hollande, tak się składa, nie nazywał się Sarkozy i był akurat pod ręką. Wtedy jeszcze władza przechodziła od centroprawicy do centrolewicy i z powrotem.

- Ja też głosowałam przeciwko Sarkozy'emu. Ale tym się różniłam od innych, że nie wierzyłam w żadne jego słowo. Więc trudno mówić, żebym się rozczarowała - mówi Danielle, grafik komputerowy.

Naobiecywał Hollande rzeczywiście sporo. Poznać po tym, że Francuzi dzisiaj wymieniają te obietnice jednym tchem. Miał uratować przemysł, zmniejszyć bezrobocie, poskromić finansjerę, ulżyć rodzinom i klasie pracującej. Tymczasem jako prezydent działał w interesie wielkiego biznesu (np. liberalizacja prawa pracy), a bezrobocie, choć nieco spadło, wciąż utrzymuje się na poziomie ponad 10-procentowym.

Jednocześnie Hollande przymilał się do biznesu z gracją hipopotama na łyżwach.

- Narobił sobie wrogów we własnym środowisku. Liberałów zdenerwował 75-procentowym podatkiem (wprowadzonym i zniesionym w trakcie kadencji - przyp. aut.), a lewe skrzydło probiznesowymi ustawami - analizuje Maxime, doktorant z Sorbony.

I on nie ma wątpliwości co do kierunku, jaki obrała jego prezydentura.

- Pomagał biznesowi, a nie pracownikom - słyszę po raz kolejny tego dnia.

Po tych opowieściach zajrzałem do obietnic wyborczych Hollande'a z 2012 roku. Czego tam nie ma! Sformalizowanie partnerstwa francusko-niemieckiego poprzez powołanie wspólnych instytucji, połączenie urzędów szefa Komisji Europejskiej i szefa Rady Europejskiej, zredukowanie deficytu budżetowego do zera, stworzenie europejskiej agencji ratingowej...

Okazuje się, że Hollande chciał ocalić nie tylko Francję, ale i całą Europę! Puenty nie trzeba tu nawet dopisywać, rzeczywistość zrobiła to dużo lepiej.

I nawet spełnienie obietnicy zalegalizowania małżeństw homoseksualnych nie uratowało Hollande'a w oczach lewicowych wyborców.

Mieszane są natomiast opinie co do jego reakcji na zamachy. Jedni mówią, że wówczas akurat stanął na wysokości zadania, inni, że nie był wystarczająco twardy.

Wszyscy są z kolei zgodni co do tego, że Hollande nie ma charyzmy.

- Ale to już było wiadomo w 2012! - zwraca uwagę Danielle. - To nie przez brak charyzmy upadł tak nisko.

Nieco wycofana Marie, która towarzyszy Danielle, włącza się, by zauważyć, jak obciachowy stał się prezydent.

- W pewnym momencie wszyscy zaczęli się z niego śmiać. Wszyscy. Było tyle dowcipów o nim! Miał tak fatalną komunikację, tak fatalne otoczenie, że niezależnie od tego, co robił, zawsze potrafił ostatecznie wyjść na fajtłapę - kręci głową Marie.

Czyżby pokrewieństwo dusz z Bronisławem Komorowskim? Faktem jest, że w pewnym momencie Hollande wpadł w sferę obciachu, a stąd już nie ma łatwego wyjścia, o ile w ogóle jest. Raz za razem notował wizerunkowe wpadki - takie właśnie "bronki".

Paryżanie pokazywali mi w swoich telefonach zdjęcia Hollande'a w deszczu, przemoczonego do suchej nitki, z zalanymi okularami. To, według nich, fotografie idealnie ilustrujące jego prezydenturę. Rzeczywiście wyglądał na nich, jak prezydent z 4-procentowym poparciem.

Michał Michalak, Paryż

Interia nad Sekwaną. Czytaj nasze korespondencje z Francji

Zobacz wideoblog Michała Michalaka

Najnowsze doniesienia z Francji również na naszych profilach na Facebooku i Twitterze.

Obserwuj autora na Facebooku

Dowiedz się więcej na temat: Francja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy