Niespełnione marzenie Mohameda. Francja po zamachach

- Mój teść z Włoch był na promenadzie 14 lipca. Ciężarówka go ominęła, ale zabiła czworo dzieci, które szły obok niego. Za każdym razem, gdy pojawia się ten temat, on zaczyna płakać – opowiada Interii Sonia z Nicei. Francja jednoczy się i boi.

13 listopada 2015. Amerykańska grupa Eagles of Death Metal wykonywała właśnie utwór "Kiss The Devil", kiedy mężczyźni krzyczący "Allahu Akbar" zaczęli zabijać w hali Bataclan. W pierwszych sekundach publiczność myślała, że odgłos strzałów to zaplanowany element występu. Później wybuchła panika. Gdy widzowie uciekali w popłochu na dach albo do toalet, zamachowcy spokojnie przeładowywali broń. Identyfikacja zwłok trwała 10 godzin, ponieważ niektórzy zostawili swoje dokumenty w szatni. Zginęło 89 osób.

Reklama

- Ludzie się jednoczą, ale rzeczywiście coraz bardziej się boją. Moja mama nie chciała przyjechać do Paryża na święta, bo obawiała się zamachu - opowiada Julie.

Jej przyjaciółka Pauline, by nie oszaleć, powzięła prosty plan.

- Pamiętam, że dzień po zamachu w Paryżu jeździłam uparcie metrem w najbardziej uczęszczane miejsca, chodziłam od kawiarni do kawiarni. Chciałam w ten sposób sama dla siebie zamanifestować, że nie pozwolę, aby strach zmienił moje życie, by terroryści wygrali. Ale kiedy rozmawiałam ze swoją rodziną spod Bordeaux, uświadomiłam sobie, że jednak coś zmieniło, że obawa, co przyniesie kolejny dzień, jest silna, jest namacalna.

Kwiecień 2017. Przechodnie zatrzymują się przy Bataclanie i wczytują w tablicę upamiętniającą ofiary zamachu, choć to raptem kilkanaście słów. Na szybie obok ktoś niezdarnie napisał różowym sprayem "Fuck ISIS".

A mama Julie w końcu dała się namówić.

Jesienny wieczór w małej kawiarence z dobrą kawą

Listopad 2015. Tego samego wieczoru, o 21:32 ubrany cały na czarno zamachowiec ostrzelał z kałasznikowa klientów siedzących przy stolikach. Ciała trzech osób osunęły się na ziemię, jedno po drugim. Napastnik otworzył następnie ogień do jednego z kierowców na ulicy. Później wszedł do kawiarni i posłał całą serię. Na oślep. Po czym udał się zabijać dalej. W Café Bonne Bière zginęło łącznie pięć osób. Wciąż dają tam bardzo dobrą kawę za dwa euro i 40 centów. Krzesła zostały wymienione na nieco wygodniejsze.

- Zatrudniłem się tutaj trzy miesiące po ataku - mówi Alex, który przyjmuje moje zamówienie. - To była ogromna trauma dla tych, którzy tu pracowali. Rozmawiałem z nimi o tym. Połowa załogi zwolniła się, a połowa została. Najtrudniejsze dla nich były pierwsze dni po powrocie do pracy. Ludzie czasem nieśmiało pytają, czy to się stało tutaj, ale to wszystko.

Jean, kupując rano bagietki, o śmierci nie myśli.

- Spotkałem dziewczynę ze Strasburga, która mimo że nie doszło tam do zamachu, bała się jeździć tamtejszym metrem. Ja akurat, widząc na ulicach tylu policjantów i żołnierzy, czuję się bezpiecznie. Pewnych rzeczy jednak nie da się przewidzieć i trudno im zapobiec. Ale nie myślisz sobie rano, że możesz zostać zabitym, idąc po bagietki.

Nicea

Prowadzący 19-tonową ciężarówkę 31-letni Tunezyjczyk przez pięć minut rozjeżdżał ludzi świętujących Dzień Bastylii na Promenadzie Anglików w Nicei. Ponad 200 ofiar, w tym 86 śmiertelnych, leżało na odcinku blisko dwóch kilometrów. Raptem 10 minut wcześniej oglądali pokaz sztucznych ogni.

By zabić jak najwięcej osób kierowca starał się jechać deptakiem, a na drogę - i tak zamkniętą tego dnia dla ruchu - wjeżdżał tylko wtedy, gdy musiał wyminąć przeszkodę.

Jeden odważny rowerzysta zrównał się z ciężarówką i próbował dostać się do środka, ale został potraktowany serią strzałów. Motocyklista z kolei na skrzyżowaniu z ulicą Meyerbeer zdołał rzucić swój pojazd pod koła tira, ale nie zatrzymało to białego renault midlum.

Wiadomość o zamachu zastała konsula honorowego RP w Nicei, Michela Forkasiewicza, na wakacjach w Warszawie. Decyzja o przerwaniu wypoczynku była oczywista.

- Wróciłem do Nicei, ponieważ w zamachu zginęły dwie nasze obywatelki. Cztery siostry przebywały tu na wczasach - dwie się uratowały, a dwie niestety nie. Ciała miały zostać przetransportowane do Polski, ale musieliśmy je najpierw oficjalnie zidentyfikować. To jest dosyć skomplikowana procedura. Żeby je przewieźć do Polski, niezbędne było pozwolenie prefekta. Wewnątrz zwykłej trumny potrzebna była druga, stalowa trumna, którą trzeba było zaspawać w obecności przedstawiciela prefekta, policji, konsula i władz szpitala - wylicza konsul Forkasiewicz.

- To była wielka rana dla Nicei. Terrorystom absolutnie udało się zasiać strach. Ale Francuzi, kiedy mają kłopoty, poważne kłopoty, potrafią się jednoczyć. I ten zamach zjednoczył Francuzów. Dzień po ataku na Promenadzie Anglików i w całej Francji odbyły się manifestacje - bardzo liczne i bardzo szczere - dodaje nasz rozmówca.

Wyprowadzająca swoje dwa psy Sonia mówi nie tyle o strachu, co o potężnej traumie. Strach można przełamać. Trauma zostaje.

- Mój teść z Włoch był na promenadzie 14 lipca. Ciężarówka go ominęła, ale zabiła czworo dzieci, które były obok niego. Za każdym razem, gdy pojawia się ten temat, on zaczyna płakać. Powiedział, że już nigdy nie przyjedzie do Nicei - opowiada Sonia.

Dziś Promenada Anglików jest w remoncie niemal na całej trasie przejazdu zamachowca. Ale tylko deptak. Obok ruch samochodowy odbywa się bez przeszkód. Jedynie spacerowicze muszą się przeciskać. Na ogrodzeniu, za którym stoi koparka, wywieszono tablicę "Nieupoważnionym wstęp wzbroniony". Promenadę patrolują żołnierze. Chodzą czwórkami, niektórzy w ciemnych okularach, a na piersi trzymają groźnie wyglądające lufy.

Nagle słyszę za sobą warkot silnika. Obracam się, a tam van. Jedzie wprost na mnie. Wróć. Po prostu chce przejechać dalej. Wiezie zaopatrzenie. Kierowca wygląda na Araba. Świadomość odpycha prostackie skojarzenia, ale podświadomość wygrywa. Pozdrawiam kierowcę uśmiechem, zażenowany nieco. Odpowiada tym samym.

Jak mu tam?

Tak zwana ekspresowa radykalizacja sprawiła, że Mohamed Lahouaiej-Bouhlel odnalazł cel w swoim żałosnym życiu. Jeszcze rok wcześniej nie praktykował islamu, zajadał się wieprzowiną, popijał alkoholem. I katował swoją żonę. Wieczorami wyszukiwał w internecie zdjęcia ofiar wypadków. Im bardziej zmasakrowane ciała, tym bardziej mu się podobało. Później zainteresował się filmikami, na których terroryści ISIS ścinali głowy zakładnikom. To również mu się podobało. Klikał dalej.

Bahouaiej-Louhlel chciał zostać zapamiętanym, ale nikt nie będzie go pamiętał. Idę o zakład, że czytelnicy nawet nie zauważyli, iż właśnie przekręciłem jego nazwisko.

Michał Michalak, Nicea

***

Interia nad Sekwaną. Czytaj nasze korespondencje z Francji

Zobacz wideoblog Michała Michalaka

Najnowsze doniesienia z Francji również na naszych profilach na Facebooku i Twitterze.

Obserwuj autora na Facebooku

Dowiedz się więcej na temat: Francja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje