Paryż po kolejnym ataku. Do strachu nikt się nie przyznaje

- Kiedy rozległy się strzały, byłem uwięziony w zaułku. Nie miałem, gdzie uciec - powiedział Interii Duńczyk Soren Ellegaard, świadek czwartkowych wydarzeń w Paryżu.

Przypomnijmy, że 20 kwietnia 2017 roku Karim Cheurfi otworzył ogień do paryskich policjantów. Jeden z nich zginął, a dwoje zostało ciężko rannych. W wyniku strzelaniny napastnik zginął. Do zamachu przyznało się tzw. Państwo Islamskie.

Reklama

W momencie ataku rosły Duńczyk Soren Ellegaard znalazł się akurat w zaułku przy Polach Elizejskich 102, gdzie rozegrał się cały dramat. Na jego nieszczęście budynek był już zamknięty. To właśnie na szklanych drzwiach tego lokalu dziś widać pięć śladów po kulach.

Wszystko wskazuje na to, że atakujący planował zabijać przede wszystkim policjantów, ale z relacji Sorena wynika, że niewiele, właściwie kilkudziesięt centymetrów, brakowało, a ucierpieliby również przechodnie.

- Byłem uwięziony w tym zaułku. Nie miałem, gdzie uciec. Kiedy rozległy się strzały, dwoje policjantów pobiegło w ich kierunku, jeden mnie chronił, a czwarty stał z przodu w bramie. Jestem niezwykle wdzięczny policjantowi, który mnie osłaniał - podkreśla w rozmowie z Interią Duńczyk.

Jak twierdzi, w pierwszej chwili nie był przerażony. Włączył się raczej instynkt przetrwania, który działa na "autopilocie".

- Zastanawiałem się, co mogę zrobić. Nie mogłem wbiec do środka budynku, bo drzwi były zamknięte. Nie mogłem też uciec w kierunku ulicy, bo tam właśnie trwała strzelanina. Skuliłem się, by być jak najmniej widocznym i waliłem w te szklane drzwi, żeby je otworzono. W końcu ktoś to zrobił i schowaliśmy się razem z jeszcze jedną osobą w magazynie na pierwszym piętrze - opowiada Soren.

Jak zaznacza, nie widział napastnika, a jedynie policjantów.

Nasz rozmówca nie ukrywa, że nieco inaczej wyobrażał sobie pobyt w Paryżu.

- Ale życie toczy się dalej. To nie było oczywiście przyjemne. Nie jest to coś, co miałem na liście rzeczy do zobaczenia w Paryżu... Mamy jednak piękny dzień, a Paryż wciąż żyje - kończy Soren.

Na Polach Elizejskich w piątek kręciło się więcej dziennikarzy niż policjantów. Ustawione wzdłuż chodnika radiowozy zostały zastąpione wozami transmisyjnymi z całego świata. Jaki więc przekaz idzie w świat?

- Nie uważam, by w Paryżu zapanował strach - mówi Interii dziennikarz arabskiej anteny France24. - To nie jest pierwszy zamach w ostatnim czasie. W takich chwilach Francuzi się jednoczą i myślę, że są silniejsi, a nie bardziej przestraszeni.

Już w niedzielę we Francji odbędą się wybory prezydenckie. Czy czwartkowy dramat może wpłynąć na wyniki pierwszej tury?

- To zdarzenie może zadziałać na korzyść Marine Le Pen, nie mam co do tego wątpliwości - uważa dziennikarz.

Wyborcze kalkulacje wyborczymi kalkulacjami, a dzień jest rzeczywiście piękny, jak wspominał Soren. I tylko jedno pytanie zaburza tę błogość. Ile czasu upłynie, zanim terroryści znów wszystko popsują?

Michał Michalak, Paryż

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje