Wybory samorządowe 2014

"Gazeta Polska Codziennie": Na Śląsku zniknęło 130 tys. głosów

"Wielka manipulacja przy liczeniu głosów. Wojewódzka Komisja Wyborcza w Katowicach sporządziła dwa protokoły, w których podała skrajnie odmienne wyniki głosowania do sejmiku. Różnica wynosi ponad 130 tys. głosów" - czytamy w "Gazecie Polskiej Codziennie". "W związku z zamieszaniem i sposobem przeprowadzania tych wyborów każdy z mieszkańców Śląska powinien złożyć protest wyborczy w sądzie" - mówi gazecie Krzysztof Szczerski, przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. obrony demokratycznego państwa prawa.

Jak przypomina gazeta, w sobotę, publikując oficjalne wyniki głosowania, Państwowa Komisja Wyborcza wywołała konsternację, podając podział mandatów w województwie śląskim. Centrala poinformowała bowiem, że w przeprowadzonych tydzień wcześniej wyborach PiS zdobyło 14 mandatów, a PSL 7. Było to sprzeczne z tym, co podała dzień wcześniej Wojewódzka Komisja Wyborcza w Katowicach, która dała partii Jarosława Kaczyńskiego 16 mandatów, a ludowcom 5. Szybko okazało się, że do PKW trafiły dwa protokoły, w których pokazano dwa skrajnie różniące się wyniki. Liczba oddanych głosów nie zgadza się w nich o ponad 130 tys. - zamiast 1 348 961 podano liczbę 1 481 479. Pod drugim protokołem brakuje również podpisów wszystkich członków Wojewódzkiej Komisji Wyborczej w Katowicach. Pod dokumentem nie podpisali się Katarzyna Konopka (wiceprzewodnicząca) i Dorota Stańczak (członek komisji).

Reklama

Krajowe Biuro Wyborcze tłumaczy, że dwa protokoły to wynik prostego błędu matematycznego.

"Powstał błąd, który nie powinien się zdarzyć. Dodane zostały dane liczbowe, które nie powinny być dodane do wyników wyborów. Zmęczeni pracownicy, sumując wyniki, niepotrzebnie dodali jedną rubrykę i wyszły głupoty. To było tak oczywiste, że protokół został natychmiast zwrócony do powtórnego policzenia i poprawek" - mówi "GPC" Wojciech Litewka, dyrektor delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Katowicach. Wysłanie błędnego dokumentu do PKW tłumaczy "obowiązkiem niezwłocznego przekazania protokołu do centrali", a brak podpisów wszystkich członków komisji - wystarczającym kworum (podpisało się 5 z 7 członków komisji).

Jak zauważa "Codzienna", takie wyjaśnienia Litewki są sprzeczne z wersją "Gazety Wyborczej", która twierdziła, że różnica ponad 130 tys. głosów wzięła się z dwukrotnego policzenia głosów z Pszczyny. Na terenie tej gminy do głosowania uprawnionych jest jednak ok. 40 tys. osób.

"To, co działo się na Śląsku pokazuje, jak wyglądały te wybory. Takiej liczby nieprawidłowości nie obserwowaliśmy nigdy. Szkoda, że Bronisław Komorowski tego nie zauważa i organizuje w mediach nagonkę polityczną na opozycję" - podkreśla Krzysztof Szczerski. Kierowany przez niego zespół parlamentarny przygotowuje raport opisujący przebieg głosowań. Profesor zachęca również do zgłaszania protestów wyborczych.

Dowiedz się więcej na temat: wybory samorządowe 2014

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje