Zmiany w kodeksie wyborczym uderzą w wyborców za granicą

PiS forsuje zmiany w Kodeksie wyborczym. Pod naporem krytyki, jeszcze na etapie prac sejmowych, wycofano się z części zmian, ale nadal zachowano propozycje budzące liczne kontrowersje. Wśród nich jest likwidacja głosowania korespondencyjnego. Zniesienie tej alternatywnej formy uczestnictwa w wyborach nie uderzyłoby przede wszystkim - jak przekonują politycy - w niepełnosprawnych, tylko w Polaków przebywających poza granicami kraju. Teraz ich los leży w rękach senatorów.

Korespondencyjne oddanie głosu w wyborach zostało wprowadzone w Polsce w 2011 r. Miało dać szansę na udział w wyborach osobom, które nie są w stanie przemieścić się osobiście do lokalu wyborczego. Chodziło w pierwszej kolejności o osoby niepełnosprawne i starsze. Wprowadzenie alternatywnej formy głosowania było odpowiedzią na postulaty organizacji pozarządowych i przedstawicieli osób niepełnosprawnych.

Reklama

Z czasem mogli z niej skorzystać wszyscy uprawnieni do uczestnictwa w wyborach.

Wykreślenie głosowania korespondencyjnego z kodeksu wyborczego znalazło się w przygotowanej przez PiS ustawie o "zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych", przyjętej przez Sejm na ostatnim posiedzeniu.

Według twórców projektu, nowe przepisy - co zaakcentowano już w samej nazwie ustawy - mają na celu "zwiększenie udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania organów publicznych". Tymczasem usunięcie głosowania korespondencyjnego, w opinii posłów opozycji i ekspertów, spowoduje, że część obywateli może zostać pozbawiona prawa do oddania głosu.

"Co wam zrobili niepełnosprawni?"

Organizacje zrzeszające osoby niepełnosprawne nie kryją obaw.

O to, czy podziela ich obiekcje, zapytaliśmy Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych. Jednak do chwili publikacji tekstu, nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

- Głosowanie korespondencyjne było dużym ułatwieniem dla wyborców niepełnosprawnych. Jak wynika z wniosków płynących po spotkaniach z organizacjami pozarządowymi, działającymi na rzecz wyborców niepełnosprawnych, wyborcy mający problem z poruszaniem się zdecydowanie wolą głosować korespondencyjnie, niż za pośrednictwem pełnomocnika. W głosowaniu korespondencyjnym wyborcy osobiście uczestniczą w akcie głosowania. Poczucie udziału w wyborach jest w takim przypadku zdecydowanie większe - mówi w rozmowie z Interią Anna Godzwon, rzecznik prasowy PKW.

W czasie posiedzenia nadzwyczajnej komisji, zajmującej się w Sejmie pracami nad projektem, punkt poświęcony głosowaniu korespondencyjnemu wywołał gorącą dyskusję.

Posłowie opozycji argumentowali, że likwidacja tej formy uczestnictwa w wyborach ogranicza prawa obywatelskie osób, które nie mogą stawić się w lokalu.

- Można się zapytać, co wam zrobili niepełnosprawni, że chcecie ich za wszelką cenę pozbawić prawa do głosowania? - pytał twórców projektu poseł PO Marcin Kierwiński.

Nie chodzi jednak tylko o osoby niepełnosprawne.

- To nie jest tak, że głosowanie korespondencyjne lub jego brak, stanowi uniemożliwienie osobom niepełnosprawnym oddania głosu. Statystyki pokazują, że osoby niepełnosprawne korzystają z tego instrumentu marginalnie. Ale rozumiem i popieram głos środowisk osób niepełnosprawnych, że w ten sposób coś im się zabiera, że głosowanie korespondencyjne dawało im namiastkę zainteresowania ze strony organów państwa problemem. W tej sytuacji zabranie instytucji bez żadnego zaproponowania alternatywy, może być źle odbierane - mówi w rozmowie z Interią prof. UMK dr hab. Bartłomiej Michalak, politolog i ekspert ds. wyborów.

Zmiana uderzy w Polaków za granicą

Z danych statystycznych, wynika, że z głosowania korespondencyjnego korzystają przede wszystkim osoby przebywające za granicą w dniu wyborów, i to oni byliby najbardziej poszkodowani po zlikwidowaniu tej formy głosowania.

W wyborach do Sejmu w 2015 r. w ten sposób łącznie zagłosowało 37 806 osób: 8931 w kraju oraz 28 875 za granicą. Ciut więcej - 39 tys. osób - korespondencyjnie zagłosowało w wyborach prezydenckich, z tego za granicą aż 28 tys., podczas gdy w kraju 11 tys.

Za granicą głos można oddać w konsulacie albo ambasadzie. Te jednak znajdują się tylko w największych miastach. Problem pojawia się, gdy osoba chcąca zagłosować, znajduje się z dala od nich. Nie każdy może pozwolić sobie na pokonanie kilkuset kilometrów i osobiste stawienie się w lokalu wyborczym w konkretnym, wyznaczonym dniu.

Osoby niepełnosprawne na terenie kraju mogą skorzystać jeszcze z głosowania przez pełnomocnika. Osoby przebywające za granicą nie mają takiej możliwości.

- Głosowanie korespondencyjne dla Polaków mieszkającym za granicą powinno być utrzymane - uważa prof. Bartłomiej Michalak.

Za jedną i drugą grupą wyborców wstawiał się w czasie posiedzeń komisji przedstawiciel Rzecznika Praw Obywatelskich.

Tracą też osoby chwilowo niemogące się poruszać

Rzeczniczka PKW zwraca uwagę, że zniesienie głosowania korespondencyjnego pozbawi też prawa do udziału w wyborach osoby, które wskutek zdarzeń losowych w tym dniu nie mogą się czasowo poruszać, np. mają złamania kończyn albo przechodzą rekonwalescencję, ale nie są uprawnieni do głosowania przez pełnomocnika.

- Ustanowienie pełnomocnika wymaga złożenia obligatoryjnego wniosku wraz z pisemną zgodą osoby mającej być pełnomocnikiem na przyjęcie pełnomocnictwa oraz załączenia orzeczenia o niepełnosprawności. Zgłoszenie zamiaru głosowania korespondencyjnego było dużo prostsze i mniej sformalizowane. Można go było dokonać ustnie, telefonicznie, pisemnie lub przez internet - wyjaśnia Anna Godzwon.

Okazja do fałszerstw wyborczych?

Na etapie prac sejmowych, twórcy projektu pozostawali głusi na argumenty ekspertów i apele opozycji. Z ust posłów PiS słychać było przede wszystkim, że głosowanie korespondencyjne stwarza możliwość fałszerstw wyborczych.

- Do Państwowej Komisji Wyborczej nie wpływały sygnały o fałszerstwach związanych z głosowaniem korespondencyjnym. PKW nie ma także informacji, żeby głosowanie korespondencyjne było przedmiotem protestów wyborczych - mówi Anna Godzwon.

Przedstawicielka PKW podkreśla w rozmowie z Interią, że pakiety wyborcze przekazywane były w kraju do rąk własnych wyborcy, po okazaniu dokumentu potwierdzającego tożsamość i pisemnym pokwitowaniu jego odbioru. Również odbiór przez przedstawiciela poczty zamkniętej koperty musiał być odnotowany na podstawie okazanego dokumentu potwierdzającego tożsamość.

- Karta do głosowania była uwzględniona w obliczaniu wyników wyborca musiał przekazać podpisane oświadczenie o osobistym i tajnym głosowaniu, a koperta na kartę do głosowania znajdująca się w kopercie zwrotnej musiała być dokładnie zaklejona. Naruszone lub niezaklejone koperty na kartę do głosowania przekazane w kopertach zwrotnych nie były bowiem uwzględniane w głosowaniu - wyjaśnia.

Brak dowodów na fałszerstwa politycy PiS przedstawiają jednak jako argument popierający ich stanowisko.

- Fałszerstwa są nie do wykrycia przy takim głosowaniu, tę dziurę trzeba usunąć - mówił na posiedzeniu komisji nadzwyczajnej poseł Marcin Horała z PiS.

Z kolei Łukasz Schreiber (PiS) powoływał się na ostatnie wybory w Austrii, gdzie przeliczenie głosów korespondencyjnych spowodowało zmianę wyniku wyborów.

Prof. Bartłomiej Michalak tłumaczy, że każda alternatywna forma głosowania generuje potencjalne problemy, od organizacyjnych do kwestii związanych z bezpieczeństwem.

- Głos, który jest przesyłany pocztą, choć w polskich warunkach dobrze zabezpieczony dwoma kopertami, to nie jest jednak głos wrzucony do urny bezpośrednio przez wyborcę. Wyborca traci nad nim kontrolę. Ufamy, że operator pocztowy, komisja obwodowa, osoby, które mają dostarczyć głos do urny dochowają wszelkiej staranności - mówi w rozmowie z Interią ekspert.

PiS się cofnie?

Równie gorąca, jak w Sejmie, dyskusja na zmianami w Kodeksie wyborczym zapowiada się w Senacie. Opozycja nie ustąpi. Zamierza walczyć także o głosowanie korespondencyjne.

Senator PO Bogdan Klich zapowiada w rozmowie z Interią, że Platforma złoży poprawkę w tej sprawie.

- Jednak fundamentalną wadą tej ustawy jest to, że proces wyborczy zostanie upartyjniony przez jedną opcję polityczną. Wszystkie inne sprawy, jak na przykład zniesienie głosowania korespondencyjnego, to już są tylko wady mniejszego kalibru - mówi Interii.

- Będziemy domagać się odrzucenia ustawy w całości ze względu na jej partyjny charakter - zapowiada Bogdan Klich

Jeszcze przed zebraniem się senackich komisji, wycofania się z likwidacji głosowania korespondencyjnego nie wykluczali też sami politycy PiS.

- Likwidacja głosowania korespondencyjnego jest absolutnie niezrozumiała, to jest czyste szaleństwo. W Sejmie PiS miało bardzo twarde stanowisko na "nie" w tej sprawie. Chciałbym wierzyć, że zmienią je w Senacie. Wszystkim powinno zależeć na tym, żeby ludzie korzystali z biernego i z czynnego prawa wyborczego - mówi w rozmowie z Interią poseł Nowoczesnej Marek Sowa.

Wiadomo jednak już, że nie ma jednak szansy na pełny powrót do przepisów obowiązujących dotychczas.

- Analizujemy zapisy, tak by przywrócić dla osób niepełnosprawnych możliwość głosowania korespondencyjnego - zapowiedział w poniedziałek późnym wieczorem na posiedzeniu senackich komisji poseł Łukasz Schreiber.

Wiele wskazuje na to, że Senat zdecyduje o losach ustawy jeszcze w tym tygodniu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje