Wypadek autokarów pod Dreznem

"Super Express": "To była masakra. Przeżyła, bo zamieniła się miejscami"

- Moja siostra przeżyła tylko dlatego, że zamieniła się miejscami z inną pasażerką - relacjonuje w rozmowie z "Super Expressem" pani Ewelina, której siostra uczestniczyła w tragicznym wypadku pod Dreznem. Na miejscu zginęło 10 osób, a 69 osób zostało rannych. - To była prawdziwa masakra - podkreśla kobieta.

- Moja siostra nadal jest w szpitalu. Ma złamany kręg, a w jej ciele wciąż tkwią fragmenty szkła. Czeka ją operacja - opowiada kobieta. Przyznaje, że relacje uczestników wypadku są dramatyczne i przytacza szczegóły opowieści siostry. "Najprawdopodobniej większość z nich spała i nie wiedziała, co się dzieje. Poczuli mocne uderzenie i potężny huk. (...) Wiele osób krzyczało. Panowały rozpacz i przerażenie. Na ich oczach umierali inni".

Reklama

Jak podaje "Super Express", siostrze pani Ewelinie udało się uniknąć śmierci, bo zamieniła się miejscami i usiadła na dole. Pasażerka, która zajmowała miejsce na górze, zginęła.

Przypomnijmy, że w  wypadku uczestniczyły autokary z Polski i Ukrainy oraz polski minibus. Polski autobus uderzył w tył ukraińskiego autokaru, przebijając barierkę zjechał na lewy pas ruchu i zderzył się czołowo z nadjeżdżającym z przeciwnego kierunku polskim minibusem, a następnie stoczył się z 10-metrowego nasypu do rowu. Zginęło 10 osób, a 69 kolejnych zostało rannych. Trwa śledztwo w sprawie wypadku, a postępowanie toczy się przeciwko kierowcy polskiego autokaru.

Jak podaje PAP, kierowca podejrzany jest o nieumyślne zabójstwo oraz spowodowanie obrażeń ciała.  Prokuratura twierdzi, że przyczyną wypadku mogło być przemęczenie kierowcy. 

 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje