Wypadek włoskiego wycieczkowca Costa Concordia

Kapitan Schettino usłyszał wyrok ws. Costa Concordii

Kapitan włoskiego statku Costa Concordia Francesco Schettino został w środę skazany na 16 lat i miesiąc więzienia. Sąd w mieście Grosseto, który ogłosił wyrok pierwszej instancji, odrzucił wniosek o jego natychmiastowe aresztowanie, czego żądał prokurator.

Sąd nie przychylił się do argumentacji prokuratury, według której istnieje niebezpieczeństwo ucieczki kapitana.

Reklama

Wyrok ogłoszono na scenie teatru w mieście Grosseto w Toskanii, gdzie przez półtora roku trwał proces Schettino. W jego trakcie odbyło się 71 rozpraw; kapitan uczestniczył prawie we wszystkich.

Teatr wynajęto na czas całego procesu, gdyż miejscowy sąd nie dysponuje odpowiednio dużą salą, która mogłaby pomieścić ekspertów i pełnomocników pasażerów i rodzin ofiar z całego świata.

Schettino, jedyny oskarżony w tym procesie, został uznany za winnego śmierci wszystkich ofiar, czyli 32 osób, i spowodowania obrażeń u 157 ludzi oraz doprowadzenia do katastrofy morskiej, do której doszło 13 stycznia 2012 roku w pobliżu wyspy Giglio na Morzu Tyrreńskim. Skazano go też za ucieczkę z pokładu w trakcie ewakuacji; za to wymierzono mu karę roku więzienia.

Karę miesiąca więzienia otrzymał za to, że zaraz po katastrofie nie poinformował o niej w odpowiedni sposób władz portowych. Jak wiadomo z nagrań, próbował ją zataić i zbagatelizować, mówiąc początkowo o awarii prądu, gdy woda zalewała już dolny pokład.

Poza tym Schettino otrzymał 5-letni zakaz pełnienia funkcji kapitana.

Prokurator domagał się dla kapitana kary 26 lat więzienia.

Francesco Schettino nie było w sali sądowej w chwili ogłoszenia wyroku, ponieważ - jak wyjaśniono - ma gorączkę. Dotychczas nie skomentował wyroku. Jego adwokat Domenico Pepe powiedział zaś: "To surowy wyrok, ale to, że udało się zmniejszyć go prawie o połowę w porównaniu z tym, czego żądała prokuratura, być może przywraca trochę honoru Schettino". Obrońca zapowiedział jednocześnie, że złoży apelację.

Prokuratura wyraziła zadowolenie z wyroku, podkreślając, że sąd uznał wszystkie postawione oskarżonemu zarzuty. Adwokat armatora, firmy Crosta Crociere, uznał wyrok za "zrównoważony", gdyż w jego ocenie "oddaje on sprawiedliwość wszystkim".

Ponadto kapitana Concordii, a także armatora skazano na wypłatę gigantycznego odszkodowania pasażerom, władzom wyspy Giglio i wszystkim, którzy ponieśli straty w wyniku katastrofy. Na tej liście jest na przykład rząd Włoch, kilka ministerstw, Obrona Cywilna, władze regionu Toskania oraz międzynarodowa organizacja obrońców przyrody WWF.

Łączna suma tego odszkodowania to miliony euro.

Wcześniej armator wycieczkowca podał, że wypłacił odszkodowania - między innymi rodzinom ofiar i pasażerom - w wysokości 84 milionów euro.

Usunięcie skutków katastrofy kosztowało łącznie 1,5 miliarda euro. Około pół miliarda euro pochłonęła nie mająca precedensu w historii ratownictwa morskiego operacja podniesienia wraku Concordii, który leżał u brzegów Giglio. Kolejnych kilkaset milionów wydano na odholowanie go do portu w Genui na demontaż, co pochłonie dalszych 100 milionów.

Włoski wycieczkowiec długości 298 metrów z ponad 4 tysiącami osób na pokładzie - pasażerami z kilkudziesięciu krajów, w tym z Polski oraz tysiącosobową, międzynarodową załogą - uderzył o podmorskie skały koło Giglio, na które wpadł, ponieważ podpłynął zbyt blisko do wyspy. Kapitan nakazał objąć taki kurs, by - jak się potem okazało - zrobić przyjemność menedżerowi pokładowej restauracji i swej przyjaciółce z Mołdawii, która podróżowała bez biletu. Ona też wystąpiła o odszkodowanie za straty moralne i na mocy środowego wyroku ma otrzymać 30 tysięcy euro.

Przez cały proces Schettino odpierał wszystkie zarzuty, twierdząc, że to nie on popełnił błąd, ale sternik, który nie zrozumiał wydanego mu polecenia. Twierdził, że to jego zasługą jest to, że nie doszło do jeszcze większej tragedii.

Prokurator w mowie oskarżycielskiej nazwał kapitana "sprytnym idiotą" i "beztroskim optymistą" i przypomniał, że uciekł on ze statku w trakcie chaotycznej, dramatycznej ewakuacji pasażerów.

Schettino w swej mowie, wygłoszonej na kilka godzin przed ogłoszeniem wyroku, popłakał się i zapewnił o swym bólu z powodu tego, co się stało. Przedstawił się jednocześnie jako "ofiara" katastrofy. "Ja też w niej częściowo umarłem" - oświadczył.

Z Rzymu Sylwia Wysocka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje