Katastrofa samolotu AirAsia

Katastrofa samolotu AirAsia. "Pilot wylądował na morzu"

- Pilot samolotu AirAsia mógł wylądować na morzu - twierdzi ekspert z magazynu awiacyjnego "Angkasa". Według niego dopiero później maszyna zatonęła z powodu silnych fal na morzu.

Jak twierdzi Dudi Sudibyo, jest prawdopodobne, że pilot samolotu AirAsia bezpiecznie wylądował na morzu. Świadczyć ma o tym fakt, że nadajnik ratunkowy (ELT), który uruchamia się w momencie uderzenia, nie nadał żadnego sygnału. To, jego zdaniem oznacza, że samolot się nie rozbił. W czasie lotu również pilot nie zgłaszał żadnych usterek.

Reklama

Już wcześniej jeden z indonezyjskich ratowników, którzy brali udział w poszukiwaniach wraku powiedział, że jest szansa, że samolot się nie rozbił na morzu. Argumentem miał być fakt, że ciała pasażerów były ubrane - nie zerwał ich więc pęd powietrza. Odnaleziono również jedną osobę, która miała założoną kamizelkę ratunkową.

Wydobyto kolejnych 7 ciał

Na miejscu katastrofy na morzu Jawajskim w pobliżu Borneo, trwa akcja wydobywania z morza ciał. Dziś wyłowiono kolejnych siedem. Tym samym odnaleziono już 16 osób, które leciały airbusem.

Na miejsce dotarły też kolejne okręty ze specjalistycznym sprzętem; na miejscu są jednostki z Indonezji, Malezji, Singapuru i USA. Usiłują one wydostać czarne skrzynki, ważne dla zbadania przyczyn katastrofy.

Toos Saniiotoso, indonezyjski inspektor bezpieczeństwa lotniczego powiedział, że badane są wszystkie aspekty przyczyn katastrofy samolotu - czynnik ludzki, strona techniczna, działalność wież kontrolnych.

Zniknął, lecąc w gęstych chmurach 

Airbus A320-200 należący do przewoźnika AirAsia zniknął z radarów o godz. 6.17 (0.17 czasu polskiego) w niedzielę, lecąc w gęstych chmurach burzowych z indonezyjskiego miasta Surabaja do Singapuru. Na pokładzie maszyny byli głównie Indonezyjczycy. AirAsia to tanie malezyjskie linie lotnicze, które posiadają swoją filię między innymi w Indonezji.

Podczas feralnego lotu pilot za zgodą kontroli lotów zmienił kurs, żeby ominąć front burzowy. Wkrótce potem zwrócił się o zgodę na zwiększenie wysokości do 38 tysięcy stóp (ponad 11580 metrów). Zgody tej nie otrzymał od razu, ponieważ w pobliżu leciały na tym pułapie inne maszyny. Gdy kilka minut później kontrola lotów zezwoliła mu na zwiększenie wysokości najpierw do 34 tys. stóp (ponad 10360 metrów), pilot już nie odpowiedział.

Szczątki samolotu zlokalizowano we wtorek na Morzu Jawajskim, zaledwie 10 kilometrów od miejsca, gdzie utracono z nim kontakt.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje