"Na jeden zamach przypada dziesięć udaremnionych"

Tym razem nie wybuchły bomby. W czwartkowy wieczór na nicejskiej promenadzie na Lazurowym Wybrzeżu 31-letni Francuz tunezyjskiego pochodzenia wjechał rozpędzoną ciężarówką w zapatrzony w pokaz fajerwerków tłum. Tak obchody Dnia Bastylii, narodowego święta Francji, przerodziły się w trzydniową żałobę. Dlaczego znowu Francja?

Dziś rano prezydent Francois Hollande mówił: "Francja staje w obliczu nowej tragedii. Jest przerażona tym, co się stało. Francja płacze, ale jest silna. I zawsze będzie silniejsza od fanatyków". Jednocześnie ogłosił, że obowiązujący do ostatniego tygodnia lipca stan wyjątkowy zostanie przedłużony o trzy miesiące.

Reklama

Dr Michał Piekarski z Uniwersytetu Wrocławskiego, specjalista ds. bezpieczeństwa, wskazuje, że Francja jest celem ataków z kilku powodów. Jednym z nich jest jej bezpośrednie i głębokie zaangażowanie w kampanię przeciw tzw. Państwu Islamskiemu. Kolejnego powodu należy się dopatrywać w zróżnicowanym kulturowo i etnicznie społeczeństwie. Wielu sprawców ataków terrorystycznych nad Loarą to osoby z francuskim paszportem.

Dzień wysokiego ryzyka

Data zamachu nie była przypadkowa - 14 lipca to święto narodowe Francji, upamiętniające wybuch Wielkiej Rewolucji Francuskiej z 1789 r., która zaczęła się od zdobycia Bastylii. Francuzi zdawali sobie sprawę, że to w dzisiejszej rzeczywistości dzień "wysokiego ryzyka". Świadczy o tym chociażby fakt zamknięcia francuskich placówek dyplomatycznych na terenie Turcji.

W mailu do francuskich obywateli konsul generalna w Stambule ostrzegała, że "według informacji z różnych źródeł istnieje poważne zagrożenie dla organizacji święta narodowego 14 lipca w Turcji".

Dr Piekarski wskazuje, że 31-letni napastnik z Nicei był tzw. samotnym wilkiem. Z informacji francuskich służb wynika, że mieszkał w Nicei, wybrał zatem cel, który był mu znany i bliski.

Nie tylko Francja

Dziś minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski, po złożeniu kondolencji francuskiemu społeczeństwu stwierdził: "Jeśli w kraju tak doświadczonym w walce z terroryzmem, jak Francja, dochodzi systematycznie do ataków, to można powiedzieć, że nikt na świecie nie jest w tej chwili bezpieczny".

Nasz rozmówca, dr Piekarski, podziela to zdanie. - Zagrożona atakami jest cała Europa - mówi. Zwraca też uwagę, że na jeden przeprowadzony atak w Europie przypada około dziesięciu udaremnionych. Mowa nie tylko o omawianej Francji, ale też m.in. Niemczech, Wielkiej Brytanii, Belgii, Holandii czy Włoszech.

A co z Polską? - Jesteśmy mniej widoczni, ze względu na inną sytuacją polityczną, społeczną i mniej napięć na tle etnicznym i religijnym - twierdzi dr Piekarski. Zaznacza jednak, że nie można wykluczyć, że do ataku w Polsce dojdzie. - Takie ostrzeżenia już się wielokrotnie pojawiały i być może w tej chwili ktoś szykuje atak - mówi.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje