​AP: Krym boryka się z problemami

Dziesięć miesięcy po tym, jak Rosja zabrała Ukrainie Krym, wielu z jego 2,2 mln mieszkańców stoi w obliczu niepewnej przyszłości, pełnej problemów dnia codziennego. Dobrobyt, który miał nastąpić dzięki Rosji okazał się odległy - pisze Associated Press.

W opublikowanym w poniedziałek materiale agencja przypomina, że formalnie od 1 stycznia br. Krym jest całkowicie zintegrowany prawnie i administracyjnie z resztą Federacji Rosyjskiej. Jednak pod wieloma względami półwysep wydaje się odległą wyspą, połączoną z Rosją tylko rejsami lotniczymi lub promem przez Cieśninę Kerczeńską - zauważa agencja.

Reklama

Turystyka, która jest główną gałęzią gospodarki słonecznego regionu, jest w stanie zapaści. Unia Europejska pogłębiła problemy sektora, dodając ostatnio do swoich sankcji m.in. zakaz zawijania do krymskich portów przez statki turystyczne z krajów UE.

Po aneksji Krymu przez Rosję w marcu 2013 roku ceny żywności gwałtownie wzrosły. Krymską gospodarkę dotknęły z jednej strony zachodnie sankcje, z drugiej - opieszałość Moskwy w spełnianiu obietnic dotyczących odbudowy przestarzałej, jeszcze radzieckiej infrastruktury. Ukraina ze swej strony - pisze AP - zdławiła rolnictwo na Krymie, odłączając główny kanał irygacyjny - Kanał Północnokrymski.

Mimo licznych trudności wielu ludzi na Krymie wciąż popiera przyłączenie półwyspu do Rosji. To m.in. mieszkańcy Sewastopola, bazy rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. Inni - a są wśród nich przedstawiciele różnych narodowości: Rosjanie, Ukraińcy, Tatarzy, Ormianie - są nadal nieufni lub nawet wrodzy. Tysiące ludzi wybrało wyjazd z Krymu zamiast życia pod rządami Rosji.

Niektóre grupy, w tym Tatarzy krymscy oraz wierni Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego, twierdzą, że obecne władze półwyspu prowadzą wobec nich kampanię zastraszania i brutalności. A według obietnicy prezydenta Rosji Władimira Putina Krym miał być "domem dla wszystkich, którzy tam mieszkają" - przypomina Associated Press.

Włączenia Krymu w skład FR nie uznają władze w Kijowie i społeczność międzynarodowa.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy